Z ostatniej chwili - pijany wieżowiec legł w gruzach. Inżynierowie nie dają mu szans na przeżycie.

Kolizję światopoglądu koresponduje wysłannik telewizji. Pobieżny reportaż, który miał wykonać z wolna zamienia się w tragiczną sztukę, której głównym autorem jest scenarzysta, z którego wszyscy tylko zżynają i nieudolnie kopiują - życie.

- Drodzy państwo, runął pierwszy kolos - był to wysoko postawiony kościół gotycki, na którego strzeliste wieże uskarżało się od dawna niebo. Liczna ilość blizn, które widać na błękitnym cielsku tego olbrzyma jest, jak mówi pokrzywdzony, dowodem na nieczułość gotyckiej architektury na realne powiązane z niebem sprawy i sprawki. Pokrzywdzony utrzymuje, niż nie tylko on był poszkodowany, ale również niezliczone chmury, które tego dnia akurat się ulotniły. Jedynym, naocznym świadkiem było słońce, jednak zapytane o przebieg całej sytuacji, którą mogło oglądać z, w zasadzie, dowolnej strony, odpowiedziało, iż jest zachwycone długością swego promienia, którym może delikatnie godzić w miękką glebę lub czesać dojrzałe, soczyste trawy, które porastają tutejszą łąkę. Zapytane o sytuację pomiędzy gotyckim kościołem a niebem, odpowiedziało południowe słońce, iż faktycznie, czasem zdarzyło się, że podróż po niebie była uciążliwa przez te własne blizny, głębokie nacięcia i bywało, że z trudem udało się zmieścić w czasie, by zgodnie z jesienną, czy zimową porą roku zamknąć cały obieg po niebie w kilka godzin. Latem sprawa była łatwiejsza, bo więcej czasu na podróż pozwalało na spokojnie przesuwać się po wyboistym i pokreślonym bliznami nieboskłonie. "Zabawne" - dodało słońce - wie pan, panie reporterze, dlaczego mówi się nieboskłon? Bo winno się kłonić niebo słońcu, ot, co. To jedyne, co udało mi się wyciągnąć ze słońca poza opalenizną - skwitował reporter.

 

Natomiast bez wątpienia widowiskiem, które zgromadziło ogromną ilość gapiów, było nagłe runięcie najwyższego w okolicy wieżowca, który znajdował się na przedmieściach El Intelekto A'la Parma - miejscowości turystycznej, w której klasyczna architektura zmieszała się tak bardzo z nowoczesnym modelem budownictwa, iż efektem tego było budynki w stylu romańskim wykonane z pustaka piankowego z dodatkowym, niewielkim, czarnym oknem na każdej baszcie, które to znowu przypominały raczej zwieńczenie amerykańskiego wieżowca z lat 60-tych. Od dłuższego czasu właściciel winnicy, która położona była na tutejszym, południowym stoku wzgórza, zgłaszał do wydziału architektury i budownictwa, jakoby wieżowiec miał podkradać zapasy miejscowego wina. Nikt jednak szczególnie nie kwapił się, by to sprawdzić, chociaż, szczególnie nocami, zdawało się, że budynek chylił się mocno ku dołowi, bujał, a nawet tańczył. Zmęczony walką z biurokracją właściciel winnicy wpadł na diabelski pomysł - od znanego sobie Polaka, którego tożsamości nie udało się ustalić, kupił polski specjał, którym jest bimber i przelał ów specjał do beczek, w których wcześniej trzymał wino. Specjał ten zasmakował wieżowcowi na tyle, iż opróżnił niemal wszystko, co do ostatniej kropli. Niestety, nie wiedział, iż bimber wchodzi z opóźnieniem, a słońce dzisiaj przygrzewa mocno, tak, iż kiedy wreszcie ciecz rozeszła się po jego zbrojeniu, wsiąknęła w żel-beton, wieżowiec opadł sił i runął, niszcząc przy tym uprawy rolne pewnego rolnika. Na chwilę obecną nie udało się jeszcze potwierdzić, iż właściciel winnicy miałby usłyszeć jakieś zarzuty, jednak wedle wstępnych ustaleń może grozić mu do dziesięciu lat więzienia w zawieszeniu. Zawieszenie najpewniej odbywać się będzie na osiedlowym trzepaku. Natomiast stan wieżowca jest krytyczny i inżynierowe szczerze wątpią, by istniała realna pomoc poszkodowanemu.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania