z palcem na ustach
nauczyłam się żyć obok
jest dom podparty moimi plecami
sad w nim strach i wróble
szpaki i wiśnie odziobane do pestki czereśnie
wyrosną
wystarczy przykryć je ziemią
to cud i przekleństwo
bo tylko nieliczne rozłożą korony
nie należę do nich
bliższe mi popioły
z nich buduję wschody i zachody
on też jest obok
nie mogę go dotknąć
ale właśnie to czyni go większym
nie patrzę mu w twarz
mógłby wyczytać ten wers o miłości
że układa się do snu w jego zmarszczkach posiwiałych włosach
to wszystko na co mnie stać
w tym życiu nieżyciu tuż przy drzwiach
przez które nie da się policzyć przegapionych szans
tym bardziej strat w owocach
,
Komentarze (6)
Piękny wiersz, jak sądzę o przemijaniu, ale nie wiem, czy dobrze interpretuję.
Dzięki.
za dużo "nich"
-na i z buduję wschody i zachody-
według mnie oczywiście ? wystarczy
Jacom - co racja, to racja. Dziękuję ?
Też mi się wydaje,że to o przemijaniu trochę nostagii też bije z tego tekstu przynajmniej jak to tak rozumuję pozdrawiam ?.
Słońce wschodzi i zachodzi, kolejna wiosna, lato, jesień zima. I pośrodku tej machiny człowiek, który siedzi w mentalnym przedsionku swojego życia - za stary by żyć, zbyt młody by umierać.
Pozdrawiam po długiej przerwie ?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania