Z pamiętnika zakochanego wariata - Obcy
Mijały dni, potem miesiące, a ja z Kamilą, czyli dwoje dzieci, które na poważnie wzięły swoje ,,na zawsze", rzeczywiście trzymały się razem. Staliśmy się nierozłączni. Być może zabrzmi to śmiesznie, ale byliśmy sobie naprawdę bardzo bliscy.
Nie pamiętam zbyt wiele z tych beztroskich, przedszkolnych dni oprócz kilku zdarzeń, które na dobre utkwiły w mojej pamięci... Pamiętam na przykład dzień, w którym dziwne zrządzenie losu sprowadziło na naszą drogę dwoje ,,obcych". Ten dzień zaczął się, jak co dzień. Obudziłem się, ubrałem i poszedłem do przedszkola, w którym już czekała na mnie Kamila. Siedziała, jak zawsze, moje serce zamierało po zobaczeniu jej i, jak zawsze nie mogłem wydobyć z siebie głosu, czując, jak mnie obejmuje. Jedyny dotyk, który lubiłem, to jej dotyk. Jej objęcia, jej dłonie na moich dłoniach, wszystko.
Zapowiadał się dzień bez większych wzniesień. Zjedliśmy śniadanie, bawiliśmy śniadanie... jedyną rzeczą, która odróżniała ten dzień od tysiąca innych, była większa niż zazwyczaj, krzątanina przedszkolanek. Miały dla nas podobno jakąś niespodziankę... Krasnale gorączkowo próbowały wymyślić, co takiego może być powodem takiego rozruchu. Co takiego miały do pokazania ,,ciocie"? Nowe zabawki? Jakaś wycieczka? Co to mogło być? Nikt się nie spodziewał, że to będą...
- Nowi koledzy! - krzyknęła pani Renata, wprowadzając dwoje nowych, przestraszonych dzieci do sali.
Wstyd przyznać, ale cała grupa nazywała ich ,,obcymi"... Niektórzy podchodzili do nich zaciekawieni, inni patrzyli z ukosa, bardzo nieprzyjaźnie... Pani Ania, czyli druga ciocia, chcąc, aby wszystkim dzieciom było w przedszkolu dobrze, podeszłą do mnie i Kamili, i poprosiła, żebyśmy oprowadzili nowych. Cóż mogliśmy zrobić? Chcąc, nie chcąc, wzięliśmy pod swoją opiekę... obcych.
Komentarze (2)
Myślałam, że coś więcej będzie o tych ,,obcych'', a tu ciach i koniec :( Nie oceniam, pozdrawiam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania