z przeklinanych wyklętymi

Tych mordujących za węgła

siejących przednówkowy strach

bo rabujących gdzie się da

i gwałcących co się rusza

dopiero w pół wieku potem

zaczęto wyklętymi zwać

znienawidzoną chołotę

 

Epopeja o mordercach i złodziejach

 

Idą leśni poprzez wieś,

bandzie lepiej z drogi zejść,

schować kury i pszenice,

Martę za snopek na stryszek,

albo do piwnicy gdzieś.

 

Za krzakami siedzi dwóch,

smuga dymu idzie z luf,

Wczoraj z tego zagajnika,

geometry pomocnika,

zabili gdy szedł do krów.

 

Wloką milicjantów trzech,

z gołych pleców płynie krew,

służyli ludowej władzy,

będą teraz wisieć nadzy,

na gałęziach polnych drzew.

 

Idą leśni, we wsi strach,

nagle z drogi trach, trach trach,

to przyjechała bezpieka,

banda do lasu ucieka,

proboszcz oczy ma we łzach.

 

Przy grobie stoi gromada

Wdowa dzieci tuli blada,

przeżył nędzę za sanacji,

poniewierkę okupacji,

zginął od kuli sąsiada.

 

Gorzka dola czeka Martę,

przyszli jak skończyli wartę

weszli na strych po drabinie,

usta zdławili dziewczynie,

ojciec nie chce jej z bękartem.

Średnia ocena: 1.7  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania