Z zewnątrz
Dźwięki dochodzą do mnie jakby przez watę,
jakbym zanurzyła głowę głęboko.
Głębiej niż jest w stanie dotrzeć światło,
które nawet poza tym jest tylko umowne.
Rozprasza się i tańczy na uchu igieł,
a ja próbuję nawlec je i nie zemdleć,
zanim nie wrócisz do domu przez komin
czy dziurę w ścianie.
Zatykam ją wszystkim co pod ręką,
a pod ręką mam tylko watę, trochę wody
i kilka igieł, które są zielone.
Które jeszcze przed chwilą rosły na świerku,
więc nie nadają się do szycia.
Łaskoczą tylko skórę, kiedy chce się zabliźnić.
Komentarze (6)
ok
Okejka
Nyuu↔Jakbyś sensem pierwszej zwrotki, pragnęła zatkać drugą. Chociaż może meritum, tkwi w trzeciej, ale jej nie ma, przeto nie wiem, czy to ma sens. Gdyby nie miał, to nie czytaj kometa:)↔Pozdrawiam😉:)
Dekaos Dondi trzecia specjalnie niedopisana.
Bo była.
Ale chciałam zostawić to tak, otwarte.
Dsieki za stałą obecność :)
Wydaje mi się,że twój wiersz jest trochę o niezagojonych do końca ranach w sumie przyjemnie się to czytało 4 zostawiam 😉.
Wydaje mi się to dość czytelne jednak.
Ale dzięki :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania