za ciemną górą
o wschodzie
lawa i czerwone słońce
na oczach pochowałeś skały
nie chcę deszczu
nie chcę modlitw do ust spróchniałych
musisz być mocna
nie patrz w dół
proszę
dźwignę te ciężkie kamienie
pod głową rozłożę
na grzbiet posadzę
ścieżką poniosę
patrz
kolorowe motyle na twoim nosie
Komentarze (4)
Podobało. Zobaczyłam to.
Cieszę się..dziękuję:)
Trzy ostatnie strofy tworzą wyraźną wypowiedź kogoś, kogo nazwałabym 'opiekunem'. Ten ktoś bierze na swoje barki wszelkie ciężary i troski, pozostawiając komuś innemu żart, radość, "kolorowe motyle", które płatają wesołe figle. Lekkość. Czy to się uda? Nie wiadomo:)
Dwie pierwsze strofy są dla mnie nieco tajemnicze.
Trudno też mi połączyć te części wiersza, bo w dwóch pierwszych jest zwrot do kogoś r. męskiego (pochowałeś skały),
a w pozostałych - do kogoś r. żeńskiego (musisz być mocna).
Może to głos zza grobu? Może z zaświatów? Może najpierw czytam słowa skierowane do Boga, a później do człowieka, do kogoś bliskiego?
Po śmierci można mówić o swoich ustach - "usta spróchniałe". Lecz usta spróchniałe może też mieć ktoś, czyje słowa są już martwe.
Wiersz jest troszkę zagmatwany, te motyle na nosie też nie muszą być motylami na prawdziwym nosie, bo twarzą wcale nie musi tu być ludzka twarz. Ten wiersz to może być nawet zapis spojrzenia na polanę, na stok górski, podczas samotnej wędrówki. Krajobraz wydaje się czasem tak bliski jak bliski może być człowiek.
Dziękuję za głęboką analizę, zgadza się pierwsza część to zwrot do Boga, a później do bliskiej osoby, walka trwała była zacięta i na szczęście udało się ją wygrać:) wiem, że piszę czasami w zagmatwany sposób, ale tym ciekawsze są później wszelkie interpretacje..Pozdrawiam:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania