Za karę
Twoje palce rozpinają mnie powoli,
jakby ciało było księgą zakazaną,
a każda strona pachniała atramentem moich łez.
Za karę moje uda są klatką,
w której więzisz oddech.
Za karę moje piersi drżą
jak dwa noże rozgrzane do czerwoności.
Wgryzasz się we mnie tak głęboko,
że skóra staje się świątynią spalonego Boga.
Cisza kapie z sufitu
jak wosk,
który znaczy nasze imiona na skórze.
Za karę jestem ciemnością,
którą pijesz do dna.
Za karę ty jesteś ogniem,
który wchodzi we mnie bez pytania.
A kiedy krew spotyka szept,
wiem już —
że nie ma zbawienia,
jest tylko ten ciężar,
ten głód,
to nieodwołalne „tak”.
Komentarze (2)
Red. komentujący mecz, często powtarza:
- Ale dobrze przeczytał!
Co do wiersza, to troszku się podniecił ja.
"tak"
5.
NO!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania