Za karę

Twoje palce rozpinają mnie powoli,

jakby ciało było księgą zakazaną,

a każda strona pachniała atramentem moich łez.

 

Za karę moje uda są klatką,

w której więzisz oddech.

Za karę moje piersi drżą

jak dwa noże rozgrzane do czerwoności.

 

Wgryzasz się we mnie tak głęboko,

że skóra staje się świątynią spalonego Boga.

Cisza kapie z sufitu

jak wosk,

który znaczy nasze imiona na skórze.

 

Za karę jestem ciemnością,

którą pijesz do dna.

Za karę ty jesteś ogniem,

który wchodzi we mnie bez pytania.

 

A kiedy krew spotyka szept,

wiem już —

że nie ma zbawienia,

jest tylko ten ciężar,

ten głód,

to nieodwołalne „tak”.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Starszy Woźny 4 miesiące temu
    Ostatnio dobrze czytają nasi piłkarze .
    Red. komentujący mecz, często powtarza:
    - Ale dobrze przeczytał!
    Co do wiersza, to troszku się podniecił ja.
    "tak"
    5.
    NO!
  • Grain 4 miesiące temu
    Szybki Lopez powiedziałby: rozchyl uda, bo nie mogę wyjąć,

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania