za miejscem
czasami czuję, że należało otworzyć drzwi,
nie zaglądać przez judasza, myśląc.
tu waga, tam ciężar.
w środku ułamek zapatrzeń odbity od niedokończonych
jednoaktówek
i przeświadczenie, że zabrakło odwagi
na pożyczenie kreacji.
zbudowania balkonu, by miał w co trafiać szlag.
zapadam się w fotelu, zamyślam.
nie wiem, po której stronie drzwi jestem.
każda jest obca.
Komentarze (8)
Te wachania... Mogą się odbijać. Za rok, dwa. Dwadzieścia lat. Wrócić niespodziewanie, pod postacią żalu i pytania "dlaczego?" na chwilę przed snem.
To psuje głowę, te "co by było".
Jest coś ważniejszego.
Tu. I teraz.
Dzięki, Jag, za komentarz
Jakbyś uchwyciła ten moment, kiedy człowiek już nawet nie zastanawia się, co było za drzwiami, tylko gubi pewność, gdzie sam stoi. To „nie wiem, po której stronie drzwi jestem” trafiło we mnie najmocniej.
Dziękuję, Duszo, właśnie o taki odbiór mi chodziło...
Życie, to seria niewykorzystanych szans. O większości z nich nawet nie wiemy. Tych kilka, które uchwycilśmy, wytycza naszą ścieżkę. Mniej lub bardziej wyboistą, bo wybory nie zawsze są trafne. Ale nie ma co oglądać się za siebie; rozdzierać szat; rozdrapywać ran... I przede wszystkim nie sprawdzać wyników losowania totolotka, gdy się samemu nie zagrało! Za wiersz niepopularna piąteczka ode mnie.
Nie chodzi o rozdrapywanie ran, tylko o znalezienie swojego miejsca po przejściach, znalezienie siebie... dziękuję, Grisza, za przeczytanie i komentarz
to ino paralaksa judsza
jak Pawlak o kole rowera, o perwewsji i paranoi nie wspomnę
Hmmmmm… 4/5😜
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania