Za przejmującym chłodem wiatru jedynie hałas zza grobu
Ponoć po śmierci, kiedy człowiek umiera, nic nie ma. Czarna pustka. W sytuacji Marty było zupełnie inaczej. Trafiła do nieba i widziała tam wszystko. Wydawało się jej to niesamowite. Chciała wcześniej przed tym uciec, ale nie mogła. Przed śmiercią poznała jadąc autostopem pewnego chłopaka - Filipa.
Czy to przeznaczenie?
Po krótkiej ciszy zaczęli rozmawiać. O różnych sprawach. Okazało się, że mieli jedną wspólną znajomą. To miasto było małe, położone obok jeszcze mniejszych wsi, więc ludzie się znali. Za oknem deszcz lał strumieniami, wiatr bujał samochodem jak łajbą. Po pewnym czasie znudzona rozmową Marta postanowiła posłuchać muzyki. Odpięła pasy i pochyliła się, usiłując wyciągnąć słuchawki z kieszeni. Szturchnęła przypadkiem Filipa w szyję. Miał w ustach papierosa. Wyleciał mu z ust i wylądował na kolanach. - Ja pierdole! - zaklął. - Zrobiła mi się dziura w spodniach! - Próbowała go przeprosić, samochód ślizgał się na mokrej jezdni, wszędzie było pełno dymu. Nagle coś zabłysło w oddali. Filip coś krzyknął, spróbował zahamować, ale nie mógł. Samochód wypadł z drogi i uderzył w drzewo. Minęło kilka bolesnych minut... A potem całe życie przeleciało Marcie przed oczami, i słyszała odgłosy temu towarzyszące. Były to odgłosy które towarzyszyły jej w różnych momentach jej życia. Potem nastąpiła cisza. Marta i Filip nie mogli już nic zrobić. Nie mogli już rozmawiać, nie mogli nic. Poczuli się obco, jakby wydarto ich dusze siłą z własnych ciał, ujrzeli obraz samych siebie. Czuć było jedynie przejmujący chłód wiatru i hałas jakby zza grobu.
Komentarze (1)
Opowiadanie z tytułem idealnie pasują do dzisiejszej pogody.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania