"Za Wszelką Ceną" Rozdział 7
Czwartek od początku zapowiadał się inaczej niż poprzednie dni. Jeszcze przed szóstą Dawid i Grzesiek siedzieli przy pierwszej kawie, ale tym razem żaden z nich nie miał szczególnej ochoty przeciągać poranka. Mieli zaplanowaną konkretną robotę - wymianę siłownika przeciwwagi na jednej z obrabiarek. Kilka minut po szóstej odstawili kubki. Bez większych rozmów zabrali potrzebne narzędzia, przygotowali wózki i ruszyli na halę. Po dojściu do maszyny niemal od razu weszli w rytm pracy. Najpierw ustawili głowicę w odpowiedniej pozycji. Dawid obserwował jej ruch na panelu, a Grzesiek stał przy maszynie i kontrolował, czy wszystko znajduje się dokładnie tam, gdzie powinno.
- Jeszcze kawałek - rzucił.
Dawid przesunął głowicę.
- Teraz?
Grzesiek spojrzał jeszcze raz.
- Dobra. Zostaw.
Podparli głowicę lewarkiem, upewnili się, że stoi stabilnie, a potem wyłączyli maszynę i zabezpieczyli ją przed przypadkowym uruchomieniem. Dopiero wtedy mogli zacząć właściwą pracę. Ściąganie osłon zajęło im kilka minut. Jedna po drugiej trafiały na bok. Potem przyszła kolej na przewody hydrauliczne prowadzące do siłownika. Tym razem to Grzesiek wszedł głębiej w maszynę. Dawid został na zewnątrz, przy wózku narzędziowym.
- Siedemnastkę.
Dawid bez słowa sięgnął po odpowiedni klucz i podał mu go. Po chwili Grzesiek wysunął rękę z wnętrza maszyny.
- Dziewiętnastkę.
Dawid zamienił narzędzie. Pracowali niemal bez rozmów. Nie dlatego, że coś było nie tak. Po prostu nie było potrzeby mówić więcej. Po latach wspólnej pracy jeden zwykle wiedział, czego za chwilę będzie potrzebował drugi. Grzesiek odkręcał kolejne elementy, a Dawid odbierał śruby, uchwyty i fragmenty osłon, odkładając je po kolei na wózek.
- Trzymaj.
Dawid przejął od niego odkręcony przewód.
- Mam.
Po chwili ponownie sięgnął po narzędzie, zanim Grzesiek zdążył o nie poprosić.
- To chciałem.
- Wiem.
- Czasem jednak się przydajesz.
Dawid tylko pokręcił głową.
- Pracuj.
Grzesiek parsknął pod nosem i zniknął ponownie we wnętrzu maszyny. Dawid właśnie odkładał na wózek kolejną odkręconą część, kiedy kątem oka zauważył kogoś idącego wzdłuż linii. Podniósł głowę. To była Magda. Szła w stronę biur znajdujących się po drugiej stronie hali. W jednej ręce trzymała cienką teczkę, drugą poprawiła identyfikator wiszący na smyczy. Kiedy znalazła się na wysokości maszyny, spojrzała w stronę Dawida. Ich wzrok spotkał się niemal od razu. Magda zwolniła na moment.
- Jak zwykle dziesiąta?
Dawid uśmiechnął się lekko.
- Tak jak zwykle.
Przez krótką chwilę patrzyli na siebie. Nic więcej. Tylko szybki uśmiech, krótkie spojrzenie i coś zupełnie naturalnego w tym, że oboje wiedzieli już, co wydarzy się o dziesiątej. Magda ruszyła dalej. Dawid przez moment patrzył w jej stronę, po czym wrócił do wózka narzędziowego.
Grzegorz odprowadził Magdę wzrokiem, po czym zerknął na zegarek. Przez chwilę nic nie mówił, ale uśmiech pojawiający się na jego twarzy wystarczył Dawidowi, żeby wiedzieć, że zaraz się zacznie.
- No proszę. Dziesiąta. Można według ciebie zegarki ustawiać.
Dawid spojrzał na niego z rozbawieniem. Znał ten ton aż za dobrze.
- Zazdrościsz, że ktoś chce ze mną pić kawę?
Grzegorz prychnął i sięgnął po klucz leżący na wózku.
- Tobie? Skąd. Po prostu widzę, że trzymasz poziom.
Dawid zmrużył lekko oczy.
- Jaki poziom?
Grzegorz celowo zrobił krótką pauzę. Kącik ust drgnął mu jeszcze mocniej.
- Dojrzały.
Dawid przez sekundę patrzył na niego bez słowa, po czym pokręcił głową.
- Ty się lepiej nie odzywaj. Tobie wystarczy, że Ania z prototypów przejdzie obok i nagle zapominasz, jak się chodzi.
Uśmiech Grzegorza na moment zniknął.
- Bez przesady.
Dawid od razu zauważył, że trafił.
- Ostatnio mało się o wózek nie zabiłeś.
Grzegorz machnął ręką, jakby cała sytuacja nie była warta dalszego komentarza.
- Przypadek.
- Jasne. - Dawid pokiwał głową z przesadną powagą. - A ja przypadkiem piję kawę o dziesiątej.
Grzegorz parsknął śmiechem.
- Czyli jednak coś jest na rzeczy.
- Jest. - Dawid wzruszył ramionami. - Ty lubisz młodsze, ja starsze. Każdy ma swoje problemy.
Grzegorz spojrzał na niego z miną człowieka, który właśnie dostał do ręki kolejny argument.
- Ja przynajmniej nie mam stałej godziny.
Dawid nawet nie potrzebował chwili na odpowiedź.
- Nie. Ty masz stażystkę.
Grzegorz otworzył usta, jakby chciał coś odpowiedzieć, ale po sekundzie tylko pokręcił głową i zaśmiał się pod nosem. Dawid uśmiechnął się z satysfakcją. Tym razem punkt należał do niego. Po krótkiej wymianie zdań obaj wrócili do pracy. Grzegorz ponownie wszedł głębiej w maszynę, a Dawid został przy wózku, podając mu kolejne narzędzia i odbierając demontowane elementy. Temat Magdy i stażystki szybko zniknął, zastąpiony przez odgłos kluczy, odkładanych śrub i krótkie techniczne polecenia. Przez następne kilkadziesiąt minut pracowali niemal bez przerwy. Kiedy zbliżała się dziesiąta, Dawid zerknął na zegarek. 9:57. Odłożył trzymany klucz na wózek i ściągnął rękawice.
- Dobra. Idę po kawę.
Grzegorz wysunął głowę zza maszyny i spojrzał na niego z wymownym uśmiechem. Dawid zauważył to od razu.
- Nawet nic nie mów.
Grzegorz uniósł ręce.
- Nic nie mówię.
Dawid pokręcił głową i ruszył w stronę stołówki.
Na stołówce było jeszcze spokojnie. Dawid podszedł do ekspresu i postawił pod nim kubek. Kilka chwil później drzwi się otworzyły. Magda weszła do środka, a kiedy go zobaczyła, uniosła lekko swój kubek.
- Widzę, że jednak punktualny.
Dawid spojrzał na nią z uśmiechem.
- Zawsze staram się być punktualny.
- To już zauważyłam.
Podeszła bliżej. Dawid wyciągnął rękę po jej kubek. Magda podała mu go bez słowa. Dawid ustawił kubek pod ekspresem i wybrał latte.
- Widzę, że nawet nie muszę już składać zamówienia.
- Trudne nie było. Latte bez cukru.
- Jeszcze trochę i zacznę się przyzwyczajać do takiej obsługi.
Dawid zerknął na nią z rozbawieniem.
- Uważaj, bo potem będziesz rozczarowana, jak któregoś dnia każę ci zrobić sobie samej.
Magda uniosła brwi.
- To byłoby bardzo nieprofesjonalne.
- Zgłoś do HR-u.
Przez sekundę patrzyła na niego całkowicie poważnie.
- Pomyślę, do kogo.
Dawid parsknął śmiechem. Kiedy obie kawy były gotowe, ruszyli w stronę swojego stolika. Dawid odstawił przed Magdą jej kubek, później swój i usiadł naprzeciwko. Magda upiła pierwszy łyk.
- To co właściwie robiliście rano? Jak przechodziłam, Grzesiek wyglądał, jakby połowę dnia zamierzał spędzić w środku tej maszyny.
- Wymieniamy siłownik przeciwwagi.
Magda spojrzała na niego pytająco.
- Powinnam wiedzieć, co to znaczy?
- Nie.
- Doskonale.
Dawid się uśmiechnął.
- W dużym uproszczeniu pomaga utrzymać głowicę tam, gdzie powinna być. Stary zaczął puszczać, więc wymieniamy.
- Czyli jednak coś zrozumiałam.
- Jestem świetnym nauczycielem.
- Nie rozpędzaj się. Powiedziałeś dwa zdania.
Dawid uniósł kubek.
- Od czegoś trzeba zacząć.
Magda pokręciła głową z lekkim uśmiechem.
- I długo wam to zajmie?
- Pewnie większość zmiany. Ale dzisiaj przynajmniej bez biegania od jednej awarii do drugiej. Mamy swoje zadanie i spokojnie robimy.
- Czyli dobry dzień.
Dawid zastanowił się przez sekundę.
- W utrzymaniu ruchu? Bardzo dobry.
Magda zaśmiała się cicho.
- U mnie też spokojniej. Zaczynam już przynajmniej wiedzieć, kto jest kim.
- Czyli powoli się zadomawiasz.
- Powoli. Chociaż nadal zdarza mi się, że ktoś mówi nazwisko, a ja patrzę na niego z miną, jakbym doskonale wiedziała, o kim rozmawiam.
Dawid uśmiechnął się szerzej.
- Jeszcze miesiąc i będziesz udawać całkiem profesjonalnie.
Magda zmrużyła oczy.
- Dziękuję za wsparcie.
- Zawsze do usług.
- Ty po pięciu latach pewnie znasz tutaj wszystkich.
- Bez przesady. Ale sporo osób. Ciężko przejść przez zakład i z nikim się nie przywitać.
- To zauważyłam. - Magda odstawiła kubek. - Ja pierwszego dnia trzy razy pytałam, którędy wrócić do HR-u.
Dawid uniósł brwi.
- Trzy?
- Trzy. Za drugim razem byłam już prawie pewna, że wiem. To był błąd.
Dawid zaśmiał się.
- Mogłaś dzwonić.
- Do kogo?
Wzruszył ramionami.
- Chociażby do mnie.
Magda na moment uniosła brwi. Nie spodziewała się tej odpowiedzi.
- Po jednym spotkaniu miałam zadzwonić do człowieka z utrzymania ruchu i powiedzieć: „Dzień dobry, zgubiłam się, proszę mnie znaleźć”?
- Brzmi całkiem rozsądnie.
- Tobie może.
- Przynajmniej miałbym co robić.
- Jasne. Ratownik zagubionych pracowników biurowych.
- Mogę wpisać do zakresu obowiązków.
Magda pokręciła głową i sięgnęła po kawę.
- Zapamiętam na przyszłość.
Przez chwilę siedzieli w ciszy. Dawid upił kilka łyków i oparł się wygodniej na krześle.
- A poza odkrywaniem nowych korytarzy? Jakieś plany po pracy?
Magda westchnęła cicho.
- Dzisiaj raczej zwyczajnie. Zakupy, trochę ogarnę mieszkanie, może wieczorem książka.
- Czyli żadnych wielkich atrakcji.
- Nie codziennie muszę mieć atrakcje.
- A w weekend?
Magda zastanowiła się.
- Jeszcze nie wiem. Koleżanka próbuje mnie namówić na wyjazd.
- Gdzie?
- I właśnie tutaj zaczyna się problem. - Uśmiechnęła się. - Od trzech dni ustalają, gdzie chcą jechać.
- „Ustalają”?
- Cztery osoby i każda ma pomysł, ale żadna nie chce powiedzieć wprost: „chcę tam”.
Dawid spojrzał na nią z rozbawieniem.
- A ty?
- Napisałam, że chcę pojechać do Wrocławia. Jeśli im pasuje, jadę z nimi. Jeśli nie, znajdę sobie coś innego.
Dawid przez chwilę przyglądał jej się uważniej.
- Konkretnie.
Magda wzruszyła ramionami.
- A po co komplikować prostą rzecz?
- Nie każdy tak potrafi.
- Wiem.
Powiedziała to spokojnie, bez cienia przechwałki.
- Ja po prostu nie lubię zgadywania. Jeśli chcę gdzieś jechać, mówię, że chcę. Jeśli nie mam ochoty, też mówię. Nie widzę sensu wymyślać pięciu wymówek, żeby ktoś przypadkiem nie pomyślał czegoś złego.
Dawid powoli skinął głową.
- To akurat szanuję.
Magda spojrzała na niego.
- Bezpośredniość?
- Bardziej to, że wiesz, czego chcesz. -Przez moment zastanowił się nad własnymi słowami. - I nie robisz z tego wielkiej filozofii.
Magda lekko się uśmiechnęła.
- Chyba tak mam. Nie znaczy, że zawsze muszę postawić na swoim.
- To już brzmi mniej imponująco.
Magda parsknęła śmiechem.
- Poczekaj, jeszcze nie skończyłam.
- Słucham.
Odstawiła kubek.
- Jak cztery osoby chcą czterech różnych rzeczy, to przecież ktoś musi odpuścić albo trzeba znaleźć piątą opcję. Ale najpierw każdy powinien powiedzieć, czego naprawdę chce. Inaczej przez trzy dni wszyscy piszą „mi obojętnie”, a potem połowa jest niezadowolona.
Dawid roześmiał się.
- Dobra, to znam.
- No właśnie. - Magda wskazała na niego lekko palcem. - Wolę usiąść, powiedzieć: „ja chcę tego, ty chcesz tego, to co możemy zrobić?”, niż bawić się w domyślanie. Dawid przez chwilę nic nie mówił. Spokojny sposób, w jaki to powiedziała, spodobał mu się bardziej niż sama historia o weekendzie. Nie chodziło o to, że zawsze musiała mieć rację. Wręcz przeciwnie. Brzmiała jak ktoś, kto wiedział, czego chce, ale jednocześnie potrafił zaakceptować, że druga osoba może chcieć czegoś zupełnie innego. Lubił takie podejście u ludzi.
- To mamy podobnie - powiedział w końcu.
Magda lekko przechyliła głowę.
- Ty też taki konkretny?
- Staram się. Nie lubię przeciągania liny dla samego przeciągania. Jak jest problem, to lepiej zastanowić się, co z nim zrobić.
Magda pokiwała głową.
- Dokładnie.
Przez chwilę patrzyli na siebie, jakby oboje właśnie odnotowali kolejną wspólną cechę. Dawid pierwszy sięgnął po kubek.
- Czyli Wrocław?
- Jeśli reszta w końcu podejmie decyzję.
- A jak nie?
Magda wzruszyła ramionami.
- To może pojadę sama.
Dawid uniósł brwi.
- Sama?
- A co w tym dziwnego?
- Nic. Po prostu pytam.
- Jak mam ochotę gdzieś pojechać, nie będę siedziała w domu tylko dlatego, że akurat nikt nie może.
Dawid uśmiechnął się pod nosem.
- Czyli naprawdę jesteś konkretna.
- Ostrzegałam.
- Nie brzmiało jak ostrzeżenie.
- Jeszcze mnie za krótko znasz.
Powiedziała to z tak spokojną miną, że przez moment Dawid nie wiedział, czy żartuje. Po chwili zobaczył uśmiech w jej oczach.
- Dobra - powiedział. - Zapamiętam.
Magda napiła się kawy.
- A ty? Weekend?
- Raczej przygotowania do wyjazdu.
- Wyjazdu?
- W przyszłym tygodniu mam urlop. Jedziemy na kilka dni w góry.
Magda na moment zatrzymała kubek przy ustach.
- O, fajnie. Całą rodziną?
- Tak. Żona, młody i ja.
- To trochę odpoczniesz.
Dawid zrobił sceptyczną minę.
- Przy trzylatku ostrożnie używałbym słowa „odpoczniesz”.
Magda się zaśmiała.
- Dobra, argument przyjmuję.
- Ale zmiana otoczenia dobrze zrobi.
- Góry są zawsze dobrym pomysłem.
- Lubisz?
- Bardzo. Chociaż bardziej chodzenie niż zdobywanie wszystkiego, co ma powyżej dwóch tysięcy metrów.
- Czyli jednak masz granice.
Magda spojrzała na niego z udawaną powagą.
- Oczywiście. Po prostu sama je sobie ustalam.
Dawid zaśmiał się.
- To już zdążyłem zauważyć.
Przez chwilę pili kawę w ciszy. Dawid zerknął na zegarek.
- No i znowu.
Magda odruchowo zrobiła to samo.
- Ile?
- Trzydzieści trzy minuty.
Zmarszczyła lekko brwi.
- Niemożliwe.
- Możliwe.
Przez chwilę oboje patrzyli na zegarek z autentycznym zdziwieniem.
Dawid naprawdę miał wrażenie, że usiedli najwyżej kilkanaście minut wcześniej.
- To chyba już nie przypadek - powiedziała Magda.
- Co?
- Że za każdym razem siedzimy dłużej, niż planujemy.
Dawid spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- Dobrze się gada.
Magda zatrzymała na nim wzrok na krótką chwilę. Miło było to usłyszeć.
- Z tobą też.
Dawid dopił resztę kawy.
- Ale chyba powinniśmy wracać, zanim twoje koleżanki zaczną podejrzewać, że uciekłaś z firmy.
- Albo zanim Grzesiek rozpocznie akcję poszukiwawczą.
Dawid parsknął śmiechem.
- Uwierz mi. On dokładnie wie, gdzie jestem.
- Aż tak?
- Niestety.
Magda podniosła się od stolika.
- To może nie będę pytać.
- Bardzo dobra decyzja.
Ruszyli razem w stronę wyjścia. Przy drzwiach Magda skręcała w stronę biur, Dawid miał wrócić na halę.
- To do jutra - powiedziała.
Dawid spojrzał na nią z lekkim uśmiechem.
- Jak zwykle?
Magda odpowiedziała tym samym.
- Jak zwykle.
Po powrocie ze stołówki Dawid i Grzegorz wrócili do wymiany siłownika. Przez następne godziny pracowali niemal bez przerwy. Nowy element trzeba było zamontować, podłączyć przewody hydrauliczne i dokładnie sprawdzić wszystkie mocowania. Pod koniec zmiany maszyna była gotowa. Dawid uruchomił ją i przez chwilę obserwował ruch głowicy.
- Wygląda dobrze.
Grzegorz wyprostował się i przeciągnął plecy.
- Czyli możemy iść do domu i udawać, że coś dzisiaj zrobiliśmy.
Dawid spojrzał na niego.
- Ty udajesz. Ja zrobiłem.
Dawid parsknął śmiechem i zaczął odkładać narzędzia na wózek. Po pracy dzień potoczył się już swoim zwyczajnym rytmem. W domu syn niemal od progu przedstawił Dawidowi plan popołudnia, w którym znalazły się piłka, rower i samochodziki. Laura dorzuciła do tego śmieci i ruszającą się półkę w łazience. Kilka godzin później Dawid miał za sobą wszystkie punkty obu list. Wieczorem uśpił syna i cicho wyszedł z jego pokoju. Laura stała przy stole w salonie, układając rzeczy przygotowane na wyjazd. Obok leżała otwarta torba i sterta ubrań. Dawid podszedł do niej od tyłu, objął ją w pasie i pocałował w szyję. Laura uśmiechnęła się lekko. Położyła dłoń na jego ręce i przez moment przesunęła po niej palcami.
- Daj spokój, mam jeszcze trochę rzeczy do zrobienia przed wyjazdem.
Wysunęła się z jego objęcia i sięgnęła po kolejną bluzę. Dawid został obok jeszcze przez chwilę, po czym odszedł w stronę kanapy. Laura dalej pakowała. On włączył telewizor. Wieczór potoczył się dalej swoim zwyczajnym rytmem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania