"Za Wszelką Cenę" Rozdzaił 11

Dawid obudził się wcześniej niż reszta. Przez chwilę leżał nieruchomo, patrząc w sufit. Obok niego Laura spała jeszcze spokojnie, odwrócona lekko w jego stronę. Z drugiego pokoju nie dochodził żaden dźwięk. Spojrzał na telefon. Było jeszcze wcześnie. Nie czuł już senności. Ostrożnie wysunął się spod kołdry, ubrał rzeczy do biegania i bez większego zastanowienia postanowił wyjść. Lubił biegać rano. Szczególnie wtedy, kiedy w głowie miał za dużo myśli. Na zewnątrz było chłodniej niż poprzedniego dnia. Powietrze miało w sobie coś świeżego, czego brakowało w mieście. Dawid przez pierwszych kilka minut biegł spokojnie, pozwalając mięśniom przyzwyczaić się do wysiłku. Droga lekko prowadziła pod górę. Po jednej stronie ciągnęły się drzewa, po drugiej co jakiś czas otwierał się widok na niżej położone zabudowania. Nad nimi, jeszcze częściowo przykryte poranną mgłą, wznosiły się góry. Dawid przyspieszył. Przez chwilę skupiał się wyłącznie na oddechu i rytmie kroków. Właśnie tego potrzebował. Ciszy. Kilkunastu minut, podczas których nikt niczego od niego nie chciał. Po paru kilometrach zwolnił i przeszedł do marszu. Zatrzymał się przy drewnianej barierce biegnącej wzdłuż drogi. Oparł dłonie o jej górną część i spojrzał przed siebie. Wyjazd był udany. Nie miał właściwie żadnego powodu, żeby twierdzić inaczej. Spędzali czas razem. Śmiali się. Chodzili po górach. Bawił się z synem. Laura była obok niego praktycznie cały dzień. Wczoraj wieczorem też było dobrze. Przytuliła się do niego podczas filmu. Rozmawiali. Żartowali. A jednak scena sprzed telewizora wracała mu do głowy. Nie samo odsunięcie Laury. Bardziej to, jak niewiele dla niej znaczył ten moment. Podszedł do niej. Objął ją. Pocałował w szyję. Dla niego było w tym coś więcej. Dla niej najwyraźniej nie. Dawid pokręcił lekko głową.

- Daj spokój - mruknął sam do siebie.

Przez moment poczuł się nawet trochę głupio. Przecież byli razem od lat. Mieli dziecko. Wspólny dom, codzienność, obowiązki. Nie mogli zachowywać się przez całe życie tak samo jak na początku związku. Nie będzie wiecznych motyli w brzuchu, spontanicznych wyjazdów i całowania się przy każdej możliwej okazji. Tak po prostu wyglądało życie. Może naprawdę za dużo o tym myślał. Może zaczął szukać problemu tam, gdzie go nie było. Westchnął i odepchnął się od barierki. Ruszył dalej. Tym razem nie biegł już tak szybko. Po kilku minutach myśli zaczęły ustępować miejsca zwykłemu zmęczeniu. I dobrze. Kiedy wrócił do pensjonatu, Laura już nie spała. Siedziała przy stole z kubkiem kawy, a syn bawił się na podłodze kilkoma samochodzikami. Laura spojrzała na Dawida, kiedy wszedł.

- Gdzie byłeś?

- Pobiegać.

Przyjrzała mu się przez moment.

- Na urlopie?

Dawid zdjął buty.

- Właśnie dlatego.

Laura pokręciła głową z lekkim uśmiechem.

- Normalny człowiek na urlopie śpi dłużej.

- Nigdy nie twierdziłem, że jestem normalny.

- To akurat prawda.

Dawid podszedł do stołu i pochylił się, całując ją krótko w czubek głowy. Laura spojrzała na niego kątem oka.

- Kawę ci zrobić?

- Najpierw prysznic.

- Dobry pomysł.

Dawid uśmiechnął się i ruszył w stronę łazienki. Poranny bieg zrobił swoje. Czuł się spokojniejszy. Właściwie sam nie wiedział, po co aż tyle myślał o poprzednim wieczorze. Po śniadaniu wyszli z pensjonatu. Tego dnia nie planowali żadnego konkretnego szlaku. Chcieli przejść się po okolicy, znaleźć coś dla syna i po prostu nie siedzieć w pokoju. Mały od rana miał zdecydowanie więcej energii niż oboje rodzice razem. Dawid przez dobre kilkanaście minut próbował przekonać go, że kamienie leżące przy drodze nie muszą wszystkie trafić do kieszeni kurtki. Bez większego powodzenia.

- Jeszcze jeden - powiedział syn.

- Ostatni.

Mały schylił się po następny. Laura spojrzała na Dawida.

- Wiesz, że on nie rozumie pojęcia „ostatni”?

- Zaczynam podejrzewać.

- Ty też kiedyś taki byłeś.

Dawid odwrócił się do niej.

- Skąd możesz wiedzieć?

- Znam cię wystarczająco długo.

- To nie jest argument.

Laura uśmiechnęła się i złapała go za rękę. Szli tak przez chwilę. Dawid spojrzał na ich splecione dłonie. Jeszcze rano zastanawiał się, czy czegoś między nimi brakuje. Teraz wydało mu się to trochę absurdalne. Przecież było dobrze. Telefon zawibrował w kieszeni mniej więcej godzinę później. Dawid wyciągnął go, kiedy zatrzymali się przy niewielkiej kawiarni. Na ekranie pojawiło się imię Grześka. Otworzył wiadomość od Grzegorza :

-Jak tam urlop, Romeo? Bo Magda chyba tęskni. Siedzi sama na stołówce.

Dawid mimowolnie się uśmiechnął. Laura stała kilka kroków dalej z synem, próbując przekonać go, że nie potrzebuje drugich lodów przed obiadem. Dawid szybko odpisał :

Lepiej pilnuj Ani. Może w końcu zaprosisz ją na kawę zamiast potykać się o własne nogi.

Zmieniasz temat. Podejrzane.

Dawid parsknął cicho i schował telefon.

- Co cię tak bawi? - zapytała Laura.

Spojrzał na nią.

- Grzesiek.

Laura od razu pokiwała głową.

- To już wszystko wyjaśnia.

- Niestety.

- Co tym razem?

- Nic ważnego. Jak zwykle uważa, że beze mnie cały dział się rozpada.

Laura uniosła brwi.

- A nie rozpada?

Dawid spojrzał na nią z udawanym oburzeniem.

-Ty też?

- Po prostu pytam.

- Wspaniale. Nawet na urlopie nie mam wsparcia.

Laura uśmiechnęła się i podała mu rękę.

- Chodź, bohaterze hali. Twój syn właśnie próbuje negocjować kolejne lody.

Dawid schował telefon do kieszeni i ruszył z nią dalej. Przez następne kilka godzin nie wracał myślami ani do pracy, ani do wiadomości Grześka. Poszli na krótki spacer, później zjedli obiad. Syn zasnął na chwilę w samochodzie podczas krótkiego przejazdu, więc Dawid i Laura przez kilkanaście minut siedzieli w ciszy, nie chcąc go budzić. Laura oparła głowę o fotel i zamknęła oczy.

- Mogłabym tak siedzieć godzinę.

- Ambitne plany na urlop.

- Nie przeszkadzaj.

Dawid uśmiechnął się i spojrzał przez szybę. Było spokojnie. I chyba pierwszy raz od dawna naprawdę zaczynał się do tego spokoju przyzwyczajać. Później ruszyli dalej. Dopiero wczesnym popołudniem, kiedy Laura weszła z synem do niewielkiego sklepu, a Dawid został na moment przed wejściem, zupełnie bez powodu przypomniała mu się poranna wiadomość. Magda chyba tęskni. Siedzi sama na stołówce. Uśmiechnął się pod nosem. Grzesiek oczywiście jak zwykle gadał głupoty. Mimo wszystko przez chwilę przemknęło mu przez głowę, czy Magda rzeczywiście była dziś o dziesiątej na stołówce. Czy usiadła przy tym samym stoliku. Czy piła swoje latte. Dawid zmarszczył lekko brwi. Dopiero po chwili dotarło do niego, że właściwie właśnie zaczął się nad tym zastanawiać. Spojrzał w stronę sklepu. Laura stała przy kasie, trzymając syna za rękę. Dawid schował dłonie do kieszeni. Nie było w tym przecież nic dziwnego. Grzesiek przed chwilą o niej napisał. Normalne, że później o niej pomyślał. Drzwi sklepu otworzyły się. Laura wyszła pierwsza.

- Gotowy?

Dawid spojrzał na nią i uśmiechnął się.

- Jasne.

Podszedł do nich i wziął syna za drugą rękę. Ruszyli dalej.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania