"Za Wszelką Cenę" - Rozdział 1

Budzik zadzwonił o piątej. Dawid wyłączył go niemal odruchowo, zanim dźwięk zdążył wyrwać ze snu resztę mieszkania. Przez kilka sekund leżał bez ruchu, patrząc w ciemny sufit. Obok żona spała odwrócona na bok, przykryta kołdrą prawie po samą głowę.

Westchnął cicho.

- Poniedziałek.

Wstał z łóżka i skierował się do łazienki.

Przemył twarz zimną wodą, a potem przez chwilę patrzył na swoje odbicie w lustrze. Trzydzieści lat. Blond włosy, które rano jak zwykle układały się dokładnie nie tak, jak powinny, i twarz, która bez zarostu sprawiała, że często dawano mu mniej lat, niż miał naprawdę.

Nie był szczególnie wysoki - miał około metra osiemdziesięciu - ani przesadnie umięśniony. Zwyczajna sylwetka faceta, który więcej czasu spędzał pomiędzy maszynami niż na siłowni.

Przeczesał włosy dłonią.

- Może być.

Ubrał się, zgasił światło i wyszedł z łazienki. W kuchni przygotował drugie śniadanie do pracy. Chwilę później stanął na środku salonu i odruchowo poklepał się po kieszeniach spodni.

Portfel. Klucze. Telefon. Karta firmowa.

- Dobra, wszystko. Można iść.

Przed wyjściem, jak każdego ranka, zajrzał jeszcze do pokoju syna. Chłopiec spał spokojnie. Dawid zatrzymał się w drzwiach na kilka sekund, po czym cicho wyszedł z mieszkania i zamknął za sobą drzwi.

O tej porze drogi były jeszcze prawie puste. Dawid lubił jazdę samochodem, a tę krótką poranną przejażdżkę szczególnie. Nie było korków, ludzi zmieniających pas bez kierunkowskazu ani nikogo siedzącego mu na zderzaku. Radio grało znacznie głośniej, niż powinno, a światła kolejnych latarni przesuwały się po szybie jednostajnym rytmem.

Przez kilkanaście minut nie musiał z nikim rozmawiać. Nie musiał niczego naprawiać. Nikt niczego od niego nie chciał.

Tylko on, droga i muzyka.

Zaparkował pod zakładem kilka minut przed szóstą. Na parkingu stało już kilkanaście samochodów należących do pracowników nocnej zmiany oraz kilka tych, których właściciele, podobnie jak on, zaczynali pracę rano.

Zgasił silnik, wysiadł i ruszył w stronę firmowej bramy. Przy wejściu odbił kartę, rejestrując rozpoczęcie pracy.

Kilka minut później, przebrany już w robocze ubrania, wszedł na warsztat. Zostawił swoje rzeczy w szafce i skierował się do niewielkiej salki konferencyjnej, w której zazwyczaj odbywały się zebrania kierowników. Rano jednak służyła im przede wszystkim jako miejsce na pierwszą kawę i szybkie rozeznanie w planie dnia.

W środku czekał już Grzegorz.

Trudno było go nie zauważyć. Miał prawie dwa metry wzrostu, szczupłą sylwetkę i ciemne włosy, które zwykle układały się trochę przypadkowo. Podobnie jak Dawid nie nosił zarostu.

Przywitali się krótkim uściskiem dłoni. Dawid usiadł na krześle, oparł głowę o ścianę i zamknął oczy.

- Uuu, ciężka noc, widzę - zaczął Grzegorz. - Ale patrząc na twoją minę, to raczej syn nie dał ci spać niż żona.

Przesunął po blacie kubek w jego stronę.

- Trzymaj. Zrobiłem ci kawę.

Dawid otworzył oczy i sięgnął po kubek.

- Z twoimi umiejętnościami obserwacji i łączenia faktów powinieneś zostać detektywem.

Upił łyk kawy.

- Coś w planie?

- Tak. I raczej nie będziesz zadowolony. Śruba osi Z. Linia produkcyjna trzynaście, operacja druga.

Dawid wypuścił powietrze i ponownie oparł głowę o ścianę.

- Fantastycznie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania