Za Wszelką Cenę - Rozdział 14

Poniedziałek przywitał Dawida zdecydowanie zbyt wcześnie. Po tygodniu bez budzika ustawionego na piątą pierwsze sekundy po jego dźwięku były wyjątkowo brutalne. Przez chwilę leżał z zamkniętymi oczami, próbując przypomnieć sobie, dlaczego właściwie musi wstawać. Westchnął, wyłączył alarm i podniósł się z łóżka. Niecałą godzinę później wszystko wyglądało już dokładnie tak, jak przed urlopem. Ten sam parking. Te same szafki. Ten sam kubek z kawą. I ten sam Grzegorz, który zauważył Dawida niemal od razu.

- Wrócił Romeo!

Dawid spojrzał na niego.

- Tęskniłeś?

- Ja?! Absolutnie! Ale niektórzy na pewno.

Dawid od razu wyczuł, do czego zmierza Grzesiek. Postanowił więc szybko odbić piłeczkę.

- A jak tam Ania? Byliście w końcu na kawie?

Grzegorz skrzywił się teatralnie.

- Nie, bo byłem zajęty.

- Niesłychane! - Dawid udał zaskoczenie. - Zamieniam się w słuch. Cóż tak bardzo cię pochłonęło, że nie zwracałeś uwagi na swoją Anię?

- Po pierwsze, nie moją, a po drugie, byłem zajęty pracą, bo ciebie nie było.

Dawid popatrzył na kolegę i wybuchnął śmiechem.

- Czym byłeś zajęty?

- Pracą - odpowiedział Grzegorz powoli, wyraźnie akcentując każdą sylabę.

- Bidulek. Jak ty to przeżyłeś?

- Ledwo, ledwo, ale jakoś żyję.

Grzegorz przez chwilę przyglądał się koledze.

- Wypoczęty?

- W miarę.

- Czyli nie.

- Dlaczego?

- Bo jak człowiek wraca po urlopie wypoczęty, to znaczy, że źle wykorzystał urlop.

Dawid pokiwał głową.

- Mądrości życiowe od szóstej rano.

- Ja jestem człowiekiem renesansu.

- Mhm, ta... — mruknął Dawid. — Idziemy?

Oparł się o swój wózek narzędziowy, spoglądając w kierunku drzwi warsztatu. Brakowało mu tego. Nie pracy. Grześka trochę. Pierwsze godziny minęły szybko. Kilka drobnych zgłoszeń, jedna wymiana czujnika i dużo więcej gadania, niż wymagała tego sytuacja. Przy kolejnym zleceniu Grzegorz przykucnął obok maszyny i zerknął na Dawida.

- Góry były?

- Były.

- Śnieg?

- Nie.

- Niedźwiedzie?

- Też nie.

- To po co jechałeś?

Dawid spojrzał na niego z góry.

- Żeby odpocząć od ciebie.

- I wystarczyło?

- Nie.

- Czyli zauważasz, kiedy mnie nie ma.

- Niestety.

Kilka minut później skończyli robotę i ruszyli dalej.

- A młody? - zapytał Grzegorz.

- Zadowolony. Najbardziej z drewnianego samochodziku za dwadzieścia złotych.

- Czyli standard. Wydajesz kilka tysięcy na urlop, a największą atrakcją jest kawałek drewna.

- Dokładnie.

- Dzieci są ekonomicznie brutalne.

- Przynajmniej nie marudzą o rachunki.

- Jeszcze.

Tuż przed dziesiątą Grzesiek zaparkował wózek i ściągnął rękawice robocze. Dawid zrobił to samo.

- Prawie dziesiąta. Pora iść na śniadanie. To znaczy ja idę na śniadanie, a ty...

- Przestań - przerwał mu szybko Dawid.

- No co?! Leć na tę stołówkę. Magda cały tydzień płakała za tobą z tęsknoty.

Dawid przez chwilę patrzył na kolegę, po czym pokręcił głową.

- Idiota.

Grzesiek roześmiał się głośno. Po chwili obaj ruszyli w swoje strony.

Na stołówce było spokojniej niż zwykle. Magda siedziała przy jednym ze stolików z kubkiem latte przed sobą. Kiedy zobaczyła Dawida, od razu się uśmiechnęła.

- No proszę. Wróciłeś.

- Niestety.

- Aż tak źle?

- To dopiero piąta godzina mojego powrotu do rzeczywistości. Jeszcze się przyzwyczajam.

Magda zaśmiała się cicho.

Dawid zrobił sobie kawę i usiadł naprzeciwko niej.

- I jak góry?

- Dobrze. Naprawdę dobrze.

- Pogoda dopisała?

- Przez większość czasu tak. Trochę chodziliśmy, trochę zwiedzaliśmy. Młody miał więcej energii niż my oboje razem.

- Czyli standard.

- Dokładnie.

Magda upiła łyk latte.

- Odpocząłeś?

Dawid zastanowił się przez moment.

- Chyba tak.

- „Chyba” nie brzmi przekonująco.

Uśmiechnął się.

- Wiesz, jak to jest z urlopem z dzieckiem. Człowiek odpoczywa trochę inaczej.

- Czyli wracasz do pracy odpocząć po urlopie.

- Coś w tym stylu.

Magda pokiwała głową.

- Ale było warto?

Dawid przez chwilę się zastanawiał. Z jakiegoś powodu przypomniała mu się nieudana rozmowa z Laurą podczas pobytu w górach.

- Było - odpowiedział w końcu.

Przez chwilę siedzieli w ciszy. Nie była niezręczna. Po prostu znajoma. Magda obracała kubek w dłoniach.

- Fajnie, że już wróciłeś.

Dawid spojrzał na nią. Powiedziała to zupełnie zwyczajnie. Bez uśmiechu z podtekstem. Bez znaczącego spojrzenia. Po prostu.

- Dzięki.

Magda wzruszyła lekko ramionami.

- Jakoś dziwnie było bez tych kaw.

Dawid uśmiechnął się pod nosem.

- Przyzwyczaiłaś się.

- Najwyraźniej.

- Niedobrze.

- Tragicznie.

Oboje się zaśmiali. Potem rozmowa zeszła na zwykłe rzeczy. Co działo się w firmie przez ostatni tydzień, kto był na urlopie, kto zdążył się z kimś pokłócić i czy ekspres na stołówce nadal działał bez zarzutu. Kilka minut później Dawid wstał.

- Dobra, trzeba wracać.

- Pewnie.

Magda również podniosła się z krzesła, biorąc kubek do ręki.

- To jutro?

Dawid spojrzał na nią.

- Jak zwykle.

- Dziesiąta.

- Dziesiąta.

Kiedy wrócił na halę, Grzegorz stał oparty o swój wózek z miną człowieka, który właśnie czekał na najlepszą część dnia. Dawid zobaczył go już z daleka.

- Nie.

- Jak randka?

- Kawa bardzo dobra. Potrzebowałem tego.

Grzegorz ruszył obok niego.

- Kawy czy Magdy?

- Jaki humorek dzisiaj! Ktoś tu chyba się wyspał albo wypoczął przez ten tydzień.

- Nie zmieniaj tematu.

- Zajmiesz się w końcu robotą?

- Co?

- Pytam, czy zajmiesz się w końcu robotą.

Grzegorz zatrzymał się na sekundę.

- Cały tydzień robiłem za dwóch. Teraz muszę troszkę odpocząć.

Dawid spojrzał na niego. Grzegorz uśmiechnął się szeroko.

- Nienawidzę cię - rzucił Dawid.

- Też tęskniłem.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania