"Za Wszelką Cenę" Rozdział 18

Magda zamknęła ostatni dokument i spojrzała na zegarek. Dochodziła czternasta. Poranne zebranie przeciągnęło się znacznie bardziej, niż zakładała. Później doszło kilka pilnych spraw związanych z nowymi pracownikami i nawet nie zauważyła, kiedy minęła pora obiadowa. Sięgnęła po kubek stojący obok monitora. Kawa dawno wystygła. Uśmiechnęła się pod nosem. Przypomniała sobie poranne spotkanie z Dawidem na hali i jego zapewnienie, że jakoś przeżyje brak wspólnej kawy. Odłożyła kubek i wzięła telefon. Przez chwilę zastanawiała się, czy napisać. W końcu otworzyła ich rozmowę.

„No i przepadła nam dzisiaj dziesiąta ? Przeżyłeś?”

Odpowiedź przyszła po kilku minutach.

„Ledwo. Grzesiek już chciał organizować pomoc psychologiczną.”

Magda zaśmiała się cicho.

„To może nadrobimy po pracy? Znam fajną kawiarnię niedaleko parku. Kończę o szesnastej.”

Wysłała wiadomość, zanim zdążyła się nad nią dłużej zastanowić. Odłożyła telefon i wróciła do dokumentów. Po chwili ekran ponownie się rozświetlił.

„Możemy. Tylko tym razem bez Grześka, bo psychicznie nie wytrzymam. 16:15 przed kawiarnią? Wyślę ci adres.”

„Pasuje. Do zobaczenia.”

Magda uśmiechnęła się i odłożyła telefon. Nie potrzebowała dzisiaj kolejnej kawy. Po całym dniu siedzenia w biurze chętniej poszłaby na spacer. Ale pomyślała, że przyjemnie będzie znowu porozmawiać z Dawidem.

Dawid odczytał ostatnią wiadomość, siedząc już w samochodzie przed zakładem. Przypomniał sobie słowa Grześka.

„Mam wrażenie, że to zaczyna być coś więcej niż zwykła kawa”.

Schował telefon do kieszeni. Grzesiek potrafił czasami przesadzać. Znali się od lat i Dawid wiedział, że przyjaciel lubił dopatrywać się różnych rzeczy tam, gdzie ich nie było. A jednak dzisiaj mówił zupełnie poważnie. Dawid przez chwilę patrzył przed siebie, po czym uruchomił silnik. Nie zamierzał rezygnować z przyjemnej znajomości tylko dlatego, że Grzesiek coś sobie wyobrażał. Poza tym naprawdę miał ochotę zobaczyć się z Magdą. Do domu wrócił jak zwykle po czternastej. Zjadł obiad, pobawił się chwilę z synem i pomógł mu naprawić plastikową ciężarówkę, z której po raz kolejny odpadło koło. Przed wyjściem powiedział Laurze, że musi jeszcze wyskoczyć do miasta i wróci przed wieczorem. Nie pytała o szczegóły. Poprosiła tylko, żeby nie zapomniał o umówionej kąpieli syna.

- Spokojnie, będę - zapewnił.

Kilka minut później ponownie siedział w samochodzie.

Magda czekała przed niewielką kawiarnią przy parku. Kiedy zobaczyła Dawida, schowała telefon do torebki i uśmiechnęła się.

- No proszę. Jednak żyjesz.

- Ledwo, ale udało się dotrwać do szesnastej.

- To dobrze. Już miałam wyrzuty sumienia.

- Powinnaś. Zostawić człowieka samego przy kawie...

- Straszne rzeczy.

- Nie masz pojęcia.

Roześmiali się i weszli do środka. Magda zamówiła latte bez cukru, Dawid również wybrał swoją ulubioną kawę.

- Siadamy? - zapytał, wskazując wolny stolik przy oknie.

- Wiesz co? Może weźmiemy na wynos? Cały dzień siedziałam przy biurku. Chętnie trochę pochodzę.

- Mi pasuje.

Po kilku minutach wyszli z kawiarni i ruszyli w stronę parku. Dzień był przyjemny. Na alejkach spacerowało trochę ludzi, kilka osób biegało, a niedaleko placu zabaw młoda para próbowała przekonać swojego psa, że aportowanie patyka nie polega na uciekaniu z nim w przeciwną stronę. Dawid obserwował ich przez chwilę.

- Patrz. Zupełnie jak z moim młodym.

Magda roześmiała się.

- Też nie chce oddawać zabawek?

- Nie. Jak mówię, żeby szedł w jedną stronę, to natychmiast biegnie w drugą.

- Czyli charakter po tacie?

- Bardzo możliwe.

Przez pierwsze kilka minut rozmawiali o pracy. Magda opowiedziała o zebraniu, a Dawid o porannych żartach Grześka. Kiedy wspomniał, że kolega nadal nazywa go Romeem, Magda niemal zakrztusiła się kawą.

- On naprawdę nie odpuści?

- Nie ma szans. Znam go pięć lat.

- To może powinnam z nim porozmawiać?

- Błagam, nie. Jeszcze uzna, że przysłałem cię, żebyś mnie broniła.

Magda pokręciła głową z rozbawieniem. Minęli niewielki plac i weszli na spokojniejszą alejkę.

- A tak właściwie - odezwał się Dawid - dlaczego zmieniłaś pracę?

Magda spojrzała na niego.

- Dopiero teraz pytasz?

- Wcześniej byłem zajęty wybieraniem książek pod twoim nadzorem.

- No tak. Bardzo odpowiedzialne zadanie.

Uśmiechnęła się, ale po chwili spoważniała.

- Pracowałam kilka lat w poprzedniej firmie. Na początku było naprawdę dobrze. Dużo się nauczyłam, miałam fajnych ludzi wokół siebie. Tylko później wszystko zaczęło wyglądać tak samo.

- Znudzili ci się?

- Nie ludzie. Bardziej sama praca. Doszłam do takiego momentu, że praktycznie nic nie było mnie już w stanie zaskoczyć. Każdy nowy problem okazywał się starym problemem, tylko z innym nazwiskiem.

Dawid zaśmiał się.

- Brzmi znajomo.

- Właśnie. A ja nie chciałam za dziesięć lat obudzić się w tym samym miejscu i zastanawiać, dlaczego nigdy nie spróbowałam czegoś innego.

- To dlaczego tak długo czekałaś?

Magda przez chwilę przyglądała się alejce przed nimi.

- Bałam się.

Dawid spojrzał na nią z lekkim zaskoczeniem.

- Ty?

- A co w tym dziwnego?

- Nie wiem. Sprawiasz wrażenie osoby, która zawsze wie, co robi.

Magda roześmiała się krótko.

- To tylko wrażenie. Lubię mieć wszystko zaplanowane. Wiedzieć, czego się spodziewać. A zmiana pracy oznaczała, że muszę zacząć od początku. Nowi ludzie, nowe zasady, nowe obowiązki. Nie wiedziałam nawet, czy będę zadowolona.

- Ale jednak zaryzykowałaś.

- Tak. I na razie nie żałuję.

Dawid pokiwał głową.

- To chyba najważniejsze.

Magda zerknęła na niego.

- A ty? Nigdy nie myślałeś o zmianie pracy?

- Czasami. Jak każdemu, zdarza mi się mieć wszystkiego dosyć. Ale ogólnie lubię to, co robię. Poza tym nie chciałbym zaczynać wszystkiego od nowa bez konkretnego powodu.

- Czyli też cenisz stabilność.

- Pewnie. Szczególnie kiedy ma się rodzinę.

Magda przytaknęła. Dawid powiedział to zupełnie naturalnie. Nie narzekał na obowiązki ani nie przedstawiał rodziny jako przeszkody. Po prostu była częścią jego życia, którą brał pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Podobało jej się to. Przez jakiś czas szli w milczeniu. Magda wskazała niewielką alejkę prowadzącą w stronę stawu i skręcili między drzewa. Rozmowa zeszła na przeprowadzki i mieszkania. Dawid opowiadał o dawnych planach remontowych, które zawsze zajmowały więcej czasu, niż zakładał. Magda wspomniała, że od kilku lat mieszka sama, choć początkowo planowała swoje życie zupełnie inaczej.

- Inaczej? - zapytał Dawid.

- Miałam kiedyś zamieszkać z kimś na stałe.

Dawid spojrzał na nią. Magda przez moment zastanawiała się, czy kontynuować.

- Byłam w związku przez kilka lat. Myślałam, że zbudujemy razem coś trwałego. Ale ostatecznie nam nie wyszło.

- Rozstaliście się?

- Tak.

- Co się stało?

Magda zwolniła kroku.

- Chyba po prostu chcieliśmy od życia czegoś innego. Tylko bardzo długo nie chcieliśmy tego zauważyć.

Nie wyglądała na zdenerwowaną, ale Dawid dostrzegł, że nie był to dla niej całkowicie obojętny temat.

- On chciał czegoś innego niż ty?

- Oboje. - Uśmiechnęła się lekko. - Ja chciałam jak najszybciej wszystko poukładać. Dom, konkretne plany, żadnych zmian. A on jeszcze nie był na tym etapie.

- Nie mogliście tego pogodzić?

- Próbowaliśmy. Tylko w pewnym momencie zauważyłam, że właściwie każde z nas czeka, aż drugie zmieni zdanie.

Dawid słuchał.

- Nie był złym człowiekiem - dodała Magda. - Naprawdę dobrze mu życzę. Po prostu chyba nie pasowaliśmy do siebie tak bardzo, jak nam się wydawało na początku.

Zatrzymała się na chwilę przy barierce otaczającej staw.

- Najtrudniejsze było chyba przyznanie przed samą sobą, że coś, w co włożyłam tyle czasu i uczuć, jednak się nie udało.

Dawid stanął obok niej.

- Musiało być ciężko.

- Było. Szczególnie że przez długi czas myślałam, że może powinnam bardziej się postarać. Albo zaczekać. Albo z czegoś zrezygnować.

- A teraz?

Magda spojrzała na wodę.

- Teraz wiem, że dobrze zrobiłam. Nie chciałam zostać z kimś tylko dlatego, że byliśmy już razem kilka lat.

Dawid przez chwilę milczał.

- Rozumiem.

Nie próbował jej pocieszać ani przekonywać, że na pewno spotka kogoś lepszego. Nie wypytywał też o szczegóły rozstania. Magda była mu za to wdzięczna. Po chwili sama zmieniła temat, wskazując na kaczkę, która z ogromną determinacją próbowała odebrać kawałek jedzenia drugiej.

- Zobacz. Nawet tutaj są konflikty.

Dawid roześmiał się.

- Zaraz będziesz musiała przeprowadzić mediację.

- Po godzinach nie pracuję.

- To dobrze. Bo one chyba nie mają budżetu na HR.

Magda zaśmiała się i ruszyli dalej.

Droga powrotna zajęła im więcej czasu, niż zakładali. Przy jednym z rozwidleń Magda zaproponowała krótszą trasę do kawiarni, ale Dawid zauważył alejkę prowadzącą przez niewielki ogród.

- A tamtędy da się przejść?

- Da się. Tylko trochę nadłożymy.

- To co, idziemy?

Magda spojrzała na zegarek, po czym schowała telefon.

- Chodźmy.

Sama była zaskoczona, jak łatwo przyszła jej ta decyzja. Zwykle po pracy lubiła wrócić do domu, przebrać się i mieć chwilę spokoju. Dzisiaj nie przeszkadzało jej, że spacer się przedłuża. Przeciwnie. Dawid opowiadał właśnie zabawną historię o jednej z dawnych awarii, kiedy musieli z Grześkiem przez pół godziny szukać usterki, która ostatecznie okazała się źle podłączonym przewodem. Magda śmiała się, próbując wyobrazić sobie minę jego kolegi. Przyglądała się Dawidowi, kiedy mówił. Jego gestom, uśmiechowi, temu, jak potrafił z pełną powagą opowiadać największe głupoty. W pewnym momencie Dawid urwał.

- Co?

- Nic.

- To czemu tak patrzysz?

Magda uśmiechnęła się trochę szerzej.

- Zastanawiam się, jakim cudem wy tam w ogóle cokolwiek naprawiacie.

- Ciężką pracą i ogromnym talentem.

- Oczywiście.

Dawid roześmiał się i dokończył historię. Magda odwróciła wzrok.

„Dobrze, że nie zapytał, o czym naprawdę pomyślałam.”

Kiedy dotarli z powrotem w okolice kawiarni, telefon Dawida zawibrował.

Wyjął go z kieszeni. Laura.

- Przepraszam, muszę odebrać.

- Jasne.

Odszedł kilka kroków.

- Cześć, kochanie.

Magda odwróciła się w stronę ulicy. Nie zamierzała podsłuchiwać, ale bez trudu rozpoznawała ton jego głosu. Był ciepły i swobodny. Dawid przez chwilę rozmawiał z żoną, a potem roześmiał się na coś, co powiedziała.

- Dobra, powiedz młodemu, że pamiętam. Już wracam. Do zobaczenia.

Schował telefon.

- Muszę się zbierać. Młody podobno czeka, aż naprawię mu garaż.

Magda uśmiechnęła się.

- Znowu coś zepsuł?

- Wczoraj go naprawiałem. Najwyraźniej gwarancja się skończyła.

- To chyba kiepski z ciebie fachowiec.

- Reklamacje przyjmuję od poniedziałku do piątku.

Roześmiali się i ruszyli w stronę parkingu. Magda przez chwilę myślała o telefonie Laury. Przypomniał jej coś oczywistego, o czym podczas spaceru właściwie przestała myśleć. Dawid miał swoje życie. Żonę, syna, dom, do którego wracał każdego dnia. A ona była koleżanką z pracy, z którą spędził przyjemne popołudnie. I właśnie tak powinna traktować tę znajomość.

Na parkingu zatrzymali się przy samochodzie Magdy.

- Dzięki za spacer - powiedział Dawid. - Fajnie było.

- Mi też. Chociaż znowu wyszło trochę dłużej, niż planowaliśmy.

- Zaczynam podejrzewać, że ty po prostu nie umiesz pilnować czasu.

Magda spojrzała na niego z udawanym oburzeniem.

- Ja? Przecież to ty chciałeś iść przez ogród.

- A kto się zgodził?

- No dobrze. Tym razem moja wina.

Dawid uśmiechnął się.

- Ale tak serio, cieszę się, że zaproponowałaś to spotkanie.

Magda spojrzała mu w oczy.

- Naprawdę?

- Jasne. Znam cię już trochę, ale dopiero dzisiaj dowiedziałem się o tobie czegoś więcej.

- I nie żałujesz?

- Nie. Chociaż z tym perfekcjonizmem może być ciężko.

- Dawid!

Zaśmiał się.

- Żartuję.

Magda pokręciła głową.

- Z tobą naprawdę nie można normalnie rozmawiać.

- A jednak jakoś wytrzymujesz.

Uśmiechnęła się.

- Jakoś.

Przez chwilę stali naprzeciwko siebie. Magda miała wrażenie, że Dawid chce jeszcze coś powiedzieć. On również przez moment się nie odzywał. W końcu zerknął na zegarek.

- Dobra, uciekam. Do jutra?

- Do jutra.

- I dzięki jeszcze raz.

- Nie ma za co.

Dawid ruszył w stronę swojego samochodu. Magda otworzyła drzwi, ale zanim wsiadła, spojrzała jeszcze w jego stronę. Odwrócił się w tym samym momencie i uniósł rękę na pożegnanie. Odwzajemniła gest. Dopiero kiedy odjechał, usiadła za kierownicą. Przez kilka chwil nie uruchamiała silnika. Spotkanie było udane. Poznała Dawida trochę lepiej, a on po raz pierwszy tak wyraźnie zainteresował się jej życiem. Nie spodziewała się, że rozmowa o dawnym związku przyjdzie jej tak łatwo. Zwykle nie opowiadała o tych sprawach ludziom, których znała od niedawna. A jednak przy Dawidzie nie czuła potrzeby udawania, że wszystko zawsze układało jej się idealnie. Przypomniała sobie, jak słuchał jej nad stawem. Nie przerywał, nie próbował natychmiast doradzać. Po prostu był obok. Uśmiechnęła się. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że przez całe spotkanie ani razu nie pomyślała o Dawidzie jako o pracowniku utrzymania ruchu, którego poznała w HR. Myślała o nim jak o mężczyźnie, z którym naprawdę lubiła spędzać czas. A kiedy zadzwoniła Laura, poczuła coś, czego nie potrafiła od razu nazwać. Nie zazdrość. Przynajmniej nie chciała tak tego określać. Raczej przypomnienie, że Dawid po ich spotkaniu wracał do kogoś, kto był dla niego najważniejszy. Włączyła silnik, ale jeszcze przez moment nie ruszała z miejsca. Przypomniała sobie jego słowa.

„Cieszę się, że zaproponowałaś to spotkanie”.

To przecież nic wielkiego. Zwykłe zdanie. A jednak chciałaby usłyszeć je jeszcze raz. I właśnie wtedy przyszło jej do głowy pytanie, którego wcześniej sobie nie zadawała.

„Czy kiedy Dawid wróci do domu, choć przez chwilę pomyśli jeszcze o mnie?”

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania