"Za Wszelką Cenę" Rozdział 19
Czwartek minął bez większych wydarzeń. Dawid i Grzesiek zajmowali się bieżącymi naprawami, a o dziesiątej Dawid jak zwykle spotkał się z Magdą przy kawie. Rozmawiali swobodnie, pożartowali i wrócili do swoich obowiązków. Wszystko wyglądało tak samo jak wcześniej. Piątek zapowiadał się spokojnie. W planie mieli wymianę śruby napędowej osi X w jednej z obrabiarek. Nic szczególnego. Robili to już wielokrotnie i zwykle cała operacja zajmowała im trzy, najwyżej cztery godziny. Tym razem od początku wszystko szło nie tak.
- No i pięknie - mruknął Dawid, próbując odkręcić kolejną śrubę mocującą osłonę.
Ani drgnęła. Zwiększył nacisk na klucz, ale śruba nadal stawiała opór.
- Grzesiek, podaj mi przedłużkę.
- Znowu?
- A jak myślisz?
Grzesiek sięgnął do wózka narzędziowego.
- Coś czuję, że dzisiaj szybko nie skończymy.
- Nie zapeszaj.
Po kilku próbach śruba w końcu puściła z charakterystycznym trzaskiem. Dawid odetchnął i zabrał się za następną. Ta również nie chciała się odkręcić.
- No przecież to są jakieś jaja.
Grzesiek spojrzał na niego z rozbawieniem.
- Widzę, że kolega dzisiaj w świetnym humorze.
- Jest piątek. Człowiek już myślami przy weekendzie, a tutaj każda pieprzona śruba zapieczona.
- Spokojnie, jeszcze tylko osiem godzin.
Dawid odwrócił się w jego stronę.
- Ty naprawdę potrafisz poprawić człowiekowi humor.
- Od tego jestem.
Przez następną godzinę walczyli z demontażem osłon. Śruby puszczały z ogromnym oporem, a kiedy wreszcie udało im się odkręcić mocowania, okazało się, że jeden z elementów osłony blokuje się o sąsiedni. Dawid próbował wysunąć go pod odpowiednim kątem. Bez skutku.
- Trzymaj tutaj - polecił Grześkowi.
- Trzymam.
- Trochę wyżej.
- Wyżej się nie da.
- No to przechyl w swoją stronę.
Grzesiek poprawił chwyt. Osłona przesunęła się o kilka centymetrów i ponownie się zaklinowała. Dawid wypuścił powietrze.
- Ja pierdolę. Kto to tak poskładał?
- Pewnie jakiś fachowiec.
- Bardzo śmieszne.
Musieli odkręcić dodatkowy element, żeby w ogóle dostać się do mocowania śruby napędowej. Praca, którą planowali skończyć przed dziesiątą, przeciągała się coraz bardziej. Kilka minut później zabrał się za ostatnie mocowanie, które uniemożliwiało im wyjęcie starej śruby napędowej. Założył nasadkę i powoli zwiększył nacisk.Śruba nawet nie drgnęła.
- No chodź, kurwa...
Docisnął mocniej. Nagle rozległ się suchy trzask. Klucz gwałtownie stracił opór. Dawid zachwiał się lekko i spojrzał na nasadkę. W środku tkwił urwany łeb śruby. Reszta została w gwintowanym otworze. Przez sekundę patrzył na nią bez słowa.
- No kurwa mać!
Grzesiek odwrócił się natychmiast.
- Co jest?
Dawid pokazał mu nasadkę.
- No zobacz! Od szóstej się z tym pierdolimy! Każda śruba zapieczona, osłony nie chcą wyjść, a teraz jeszcze to!
Rzucił klucz na wózek narzędziowy. Metal uderzył o metal z głośnym brzękiem.
- Cztery godziny roboty! Cztery! A my jeszcze nawet starej śruby nie wyciągnęliśmy!
Grzesiek podszedł bliżej i zajrzał do mocowania.
- No, ładnie się urwała.
Dawid spojrzał na niego.
- Serio? Tyle masz do powiedzenia?
- A co mam powiedzieć? Trzeba będzie ją wyciągnąć.
- No wiem, że trzeba!
Grzesiek przez chwilę milczał.
- Dobra, stary. Wiem, że cię wkurzyło, ale darcie się nam jej nie wykręci.
Dawid przetarł dłonią twarz.
- Wiem.
Jeszcze raz spojrzał na urwaną śrubę.
- Mam już dzisiaj dość tej maszyny.
Grzesiek zerknął na zegarek.
- Dobra. Idę po wiertła i wykrętaki. Może uda się ją ruszyć bez większej zabawy.
- Dobra. Ja skoczę po kawę. Muszę na chwilę zejść z hali, bo zaraz mnie szlag trafi.
- Tylko nie zniknij na pół godziny.
Dawid spojrzał na niego.
- Ty się lepiej módl, żeby ten kawałek śruby dało się normalnie wyciągnąć.
- Czyli mam się modlić?
- Możesz spróbować.
Grzesiek uśmiechnął się i ruszył w stronę warsztatu. Dawid zdjął rękawice, umył ręce i skierował się do stołówki.
Magda siedziała przy jednym ze stolików. Przed nią stał kubek latte, a obok leżał telefon.
Kiedy zobaczyła Dawida, uśmiechnęła się.
- No proszę. Już myślałam, że dzisiaj cię nie zobaczę.
- Niewiele brakowało.
Podszedł do ekspresu i przygotował sobie kawę.
- Ciężki dzień? - zapytała.
- Nawet nie pytaj. Od rana jedna maszyna robi nam pod górkę.
Dawid usiadł naprzeciwko niej i sięgnął po kanapkę. Magda przyjrzała mu się uważniej. Wyglądał na zmęczonego. Miał lekko zmarszczone brwi i co chwilę spoglądał na telefon, jakby spodziewał się kolejnego wezwania.
- To chyba nie najlepszy sposób na rozpoczęcie weekendu - zauważyła.
- Zdecydowanie nie.
- Ale przynajmniej jeszcze parę godzin i wolne.
- O ile uda nam się to wszystko poskładać.
- Aż tak źle?
- Mieliśmy tylko wymienić śrubę napędową osi X. Trzy, cztery godziny roboty. A od rana wszystko się blokuje. Na koniec jeszcze urwałem łeb jednej śruby.
Magda uniosła brwi.
- Czyli naprawdę nie twój dzień.
- Delikatnie mówiąc.
Magda pokiwała głową. Przez chwilę rozmawiali o pracy. Dawid odpowiadał na jej pytania, ale był mniej rozmowny niż zwykle. Magda postanowiła zmienić temat.
- A swoją drogą, jak tam nogi po środowym spacerze? Doszedłeś już do siebie?
Dawid spojrzał na nią i lekko się uśmiechnął.
- Spokojnie. Aż takiej kondycji jeszcze nie straciłem.
- To dobrze. Bo zaczynałam się martwić.
- Niepotrzebnie.
Magda roześmiała się.
- Wiesz, że w środę chyba pierwszy raz od dawna przeszłam tyle kilometrów, nawet tego nie zauważając?
- No, trochę nam zeszło - odpowiedział Dawid, dopijając łyk kawy.
- Trochę - powtórzyła z uśmiechem.
Przez chwilę czekała, aż coś doda. Może przypomni sobie jeden z ich żartów. Może nawiąże do rozmowy nad stawem. Ale Dawid sięgnął po telefon.
- Kurczę, już prawie dziesiąta dwadzieścia.
- Musisz wracać?
- Tak. Grzesiek pewnie już przyniósł narzędzia. Chciałbym to wreszcie skończyć.
Magda skinęła głową.
- Jasne.
Dawid wstał od stolika.
- Dzięki za towarzystwo. I miłego weekendu, gdybyśmy się już dzisiaj nie widzieli.
- Dzięki. Tobie też.
Uśmiechnął się i ruszył w stronę wyjścia. Magda odprowadziła go wzrokiem. Nie wydarzyło się nic niezwykłego. Dawid był miły. Żartował. Normalnie z nią rozmawiał. A jednak czegoś jej zabrakło. Jeszcze w środę spędzili razem niemal dwie godziny. Rozmawiali o sprawach osobistych, śmiali się, spacerowali bez pośpiechu. W czwartek wszystko było jak zwykle. Dzisiaj natomiast miała wrażenie, że Dawid chciał jak najszybciej wrócić do swoich obowiązków. Przecież ma ciężki dzień przypomniała sobie. To było całkowicie zrozumiałe. Dopiła kawę i wróciła do biura.
Przed południem Dawidowi i Grześkowi udało się wreszcie usunąć urwaną śrubę z mocowania. Zajęło im to kolejną godzinę, ale przynajmniej obyło się bez uszkodzenia gwintu. Kiedy wreszcie mogli kontynuować demontaż, dalsza praca poszła już znacznie sprawniej. Zamontowali nową śrubę napędową osi X, sprawdzili ustawienia i zaczęli składać osłony. Tym razem żaden element się nie zablokował. Dawid uruchomił obrabiarkę w trybie ręcznym i sprawdził ruch osi. Następnie wykonali kilka próbnych cykli. Wszystko działało prawidłowo.
- No. Wreszcie.
Grzesiek odłożył narzędzia.
- Czyli weekend uratowany.
- Jeszcze nie zapeszaj.
- Ty to naprawdę potrafisz cieszyć się życiem.
Dawid roześmiał się i zaczął zbierać narzędzia. Dopiero po chwili przypomniał sobie poranną kawę z Magdą. Zauważył, że była dzisiaj nieco spokojniejsza niż zwykle. Może też ma gorszy dzień? Przez moment zastanawiał się, czy nie napisać do niej później. Ostatecznie schował telefon i wrócił do pracy. Miał jeszcze raport do uzupełnienia i kilka rzeczy do sprawdzenia przed końcem zmiany. Magda kończyła właśnie przygotowywać dokumenty dla nowych pracowników, kiedy jedna z koleżanek zajrzała do jej biura.
- Magda, idziemy jeszcze po kawę. Dołączysz?
- Dzięki, ale dzisiaj już piłam.
- Okej. To miłego weekendu!
- Wzajemnie.
Drzwi się zamknęły. Magda odłożyła dokumenty i sięgnęła po telefon. Otworzyła rozmowę z Dawidem. Na ekranie nadal widniały ich środowe wiadomości.
„Możemy. Tylko tym razem bez Grześka, bo psychicznie nie wytrzymam?”
Uśmiechnęła się. Wtedy wszystko wydawało się takie proste. Napisała do niego, zaproponowała spotkanie, a on bez wahania się zgodził. Spędzili razem naprawdę przyjemne popołudnie. Przypomniała sobie, jak opowiadał o swojej pracy, jak żartował nad stawem i jak uważnie słuchał, kiedy wspomniała o dawnym związku. Dzisiaj natomiast miał głowę zajętą czymś zupełnie innym. Może po prostu był zmęczony? To najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie. Ale pojawiła się też inna myśl. Może po środowym spacerze Dawid zaczął się zastanawiać, czy nie spędzają ze sobą zbyt dużo czasu? Przecież miał żonę i dziecko. Może doszedł do wniosku, że powinien zachować większy dystans. Magda oparła się wygodniej o krzesło. Nie miała żadnego powodu, by tak uważać. Dawid nie powiedział niczego, co mogłoby wskazywać na zmianę jego nastawienia. A jednak dzisiaj pierwszy raz poczuła niepewność. Jeszcze kilka dni temu nie zastanawiała się, czy Dawid chce z nią rozmawiać. Po prostu rozmawiali. Teraz zaczynała zwracać uwagę na to, jak długo przy niej siedzi, co mówi i czy sam szuka kontaktu. Zamknęła wiadomości i odłożyła telefon. Może to ja źle zrozumiałam nasze ostatnie spotkanie? - Pomyślała przez chwilę. Patrzyła na dokumenty leżące przed nią. A potem przyszło jej do głowy jeszcze jedno pytanie. Dlaczego właściwie tak bardzo zależy mi na tym, żeby dla niego ten spacer znaczył tyle samo co dla mnie?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania