"Za Wszelką Cenę" Rozdział 20

Sobotni poranek zaczął się od małego zamieszania.

- Tata! Wstawaj!

Dawid otworzył jedno oko. Przy łóżku stał jego trzyletni syn, trzymając w rękach czerwony samochodzik.

- Co jest, młody?

- Jedziemy!

- Gdzie?

- Do parku!

Dawid spojrzał na zegarek. Dochodziła ósma.

- Człowieku, jest sobota. Daj ojcu jeszcze chwilę pożyć.

Mały roześmiał się i wdrapał na łóżko. Laura, która właśnie wychodziła z łazienki, spojrzała na nich z rozbawieniem.

- Obiecałeś mu wczoraj, że pojedziemy.

- Ale nie mówiłem, że o ósmej rano.

- To trzeba było negocjować warunki.

Dawid pokręcił głową i spojrzał na syna.

- Dobra, szefie. Daj mi pół godziny.

- Teraz!

- Widzę, że po mamie masz talent do negocjacji.

Laura roześmiała się.

- Bardzo śmieszne.

Dawid złapał syna i zaczął go łaskotać. Mały zanosił się śmiechem, próbując wyrwać się z jego objęć.

- Dobra! Dobra! Jedziemy!

- No widzisz - powiedziała Laura. - Od razu trzeba było się zgodzić.

Dawid spojrzał na żonę.

- Ty się tak nie ciesz. Jeszcze ciebie złapię.

- Nawet nie próbuj.

Uśmiechnęła się i wyszła do kuchni. Dawid przez chwilę patrzył za nią, po czym wstał i zaczął się ubierać. Po całym tygodniu pracy potrzebował takiego dnia. Bez awarii, telefonów od kierowników i zapieczonych śrub. Tylko rodzina i trochę odpoczynku.

Do parku dotarli przed południem. Syn niemal natychmiast pobiegł w stronę placu zabaw, a Dawid ruszył za nim. Laura została kilka kroków z tyłu, niosąc niewielki plecak z napojami i przekąskami.

- Tata, patrz!

Chłopiec wspiął się na niewielką konstrukcję i z dumą pomachał ojcu.

- Widzę, widzę. Tylko ostrożnie.

- Sam!

- Wiem, że sam.

Dawid stanął obok zjeżdżalni i poczekał, aż syn zjedzie na dół. Mały natychmiast pobiegł na górę.

- Jeszcze raz!

- No jasne. Przecież dopiero zaczynamy.

Laura usiadła na pobliskiej ławce i przez chwilę obserwowała ich z uśmiechem. Dawid po kilku minutach sam zaczął wygłupiać się z synem, udając, że nie może go dogonić.

- Szybciej, tata!

- Nie mogę! Za stary już jestem!

- Szybciej!

Laura roześmiała się.

- Dawid, nie przesadzaj. Jeszcze trzydziestki dobrze nie przeżyłeś, a już narzekasz.

- Zapraszam do pracy przy obrabiarce przez osiem godzin. Zobaczymy, jak będziesz biegać.

- Ja mam swojego szefa w domu. Wystarczy.

Wskazała głową na syna. Dawid zaśmiał się i usiadł obok niej, kiedy mały na chwilę zajął się zabawą z innymi dziećmi.

- No. Pięć minut przerwy.

Laura podała mu butelkę wody.

- Proszę, sportowcu.

- Dziękuję.

Upił kilka łyków i oparł się wygodniej. Laura przysunęła się do niego.

- Fajnie, że udało nam się dzisiaj wyrwać.

- No. Pogoda też dopisała.

- Młody będzie miał co wspominać.

Dawid spojrzał na syna, który właśnie próbował przekonać innego chłopca do wspólnej zabawy.

- O ile wcześniej nas nie wykończy.

Laura zaśmiała się i oparła głowę o jego ramię. Dawid objął ją. Przez chwilę siedzieli w milczeniu, obserwując plac zabaw. Lubił takie momenty. Laura była blisko. Syn szczęśliwy. Nie musieli się nigdzie spieszyć ani rozmawiać o rachunkach, zakupach czy kolejnych obowiązkach. Spojrzał na żonę. Uśmiechała się, obserwując ich syna. Pocałował ją w skroń.

- Co? - zapytała.

- Nic. Tak po prostu.

Odwzajemniła uśmiech i ponownie oparła głowę o jego ramię. Chwilę później mały przybiegł do nich, domagając się wspólnego spaceru. Dawid wstał i podał Laurze rękę.

- Chodź, bo kierownik czeka.

Ruszyli razem alejką. Było mu dobrze. I tego dnia naprawdę nie potrzebował niczego więcej.

W niedzielę Magda pojechała do rodziców. Obiecywała im tę wizytę od kilku tygodni, ale zawsze coś wypadało. Praca, spotkania ze znajomymi albo zwykłe zmęczenie. Tym razem postanowiła nie odkładać tego dłużej. Kiedy weszła do domu, mama przywitała ją uśmiechem.

- No, wreszcie jesteś.

- Przecież dzwoniłam wczoraj.

- Telefon to nie to samo.

Magda roześmiała się i przytuliła matkę.

- Wiem, mamo.

- Chodź, obiad już prawie gotowy.

W salonie siedział ojciec, oglądając jakiś program w telewizji.

- O, córka marnotrawna.

- Cześć, tato.

Podeszła i pocałowała go w policzek.

- Widzę, że wszyscy dzisiaj bardzo mili.

- Zawsze jesteśmy mili - odpowiedział z uśmiechem.

Magda pokręciła głową i usiadła obok niego. Popołudnie mijało spokojnie. Zjedli razem obiad, porozmawiali o rodzinie, pracy i planach na najbliższe tygodnie. Magda opowiedziała o nowej firmie, ludziach, których zdążyła poznać, i obowiązkach, które stopniowo przejmowała.

- Czyli jesteś zadowolona? - zapytał ojciec.

- Tak. Na razie bardzo.

- To najważniejsze.

- Trochę się obawiałam tej zmiany, ale chyba dobrze zrobiłam.

Mama uśmiechnęła się.

- Mówiłam ci, że czasami trzeba zaryzykować.

- Wiem, mamo.

- Tylko ty zawsze musisz wszystko pięć razy przemyśleć.

- Ktoś w tej rodzinie musi być rozsądny.

Ojciec odłożył filiżankę.

- Na mnie nie patrz.

Wszyscy troje się roześmiali. Po obiedzie ojciec wrócił do salonu, a Magda pomogła mamie posprzątać kuchnię.

- A tak poza pracą? - zapytała mama, wycierając talerz. - Co u ciebie?

- Wszystko dobrze.

- Z kimś się ostatnio spotykasz?

Magda westchnęła z uśmiechem.

- Mamo...

- No co? Pytam tylko.

- Wiem. Ale naprawdę wszystko u mnie dobrze.

- Ja nie mówię, że nie.

Mama odłożyła talerz do szafki.

- Po prostu dawno nie opowiadałaś o nikim nowym.

Magda przez chwilę milczała. Przed oczami niespodziewanie stanął jej Dawid. Środowy spacer. Jego żarty. Sposób, w jaki słuchał, kiedy opowiadała o poprzednim związku. Uśmiechnęła się mimowolnie.

- Poznałam trochę nowych osób w pracy - odpowiedziała.

- To dobrze.

Mama przyjrzała jej się przez moment.

- I co, ktoś ciekawy?

Magda odwróciła się do zlewu.

- Mamo, daj spokój.

- Dobrze, dobrze. Już nic nie mówię.

Nie drążyła tematu. Magda była jej za to wdzięczna. Ale pytanie pozostało gdzieś z tyłu głowy.

Do mieszkania wróciła wczesnym wieczorem. Odstawiła torebkę, zdjęła kurtkę i przebrała się w wygodne ubrania. Przez chwilę zastanawiała się, czy włączyć jakiś serial. Ostatecznie sięgnęła po kryminał, który kupiła podczas wyprawy do galerii. Usiadła na kanapie i otworzyła książkę. Czytała przez kilkanaście minut, kiedy telefon leżący na stoliku zawibrował. Spojrzała na ekran. Wiadomość od koleżanki. Odpisała krótko i odłożyła urządzenie. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że zanim zobaczyła nazwisko nadawcy, przez ułamek sekundy pomyślała o Dawidzie. Zmarszczyła brwi. Dlaczego właściwie miałby do mnie pisać w niedzielę? Przecież miał rodzinę. Najprawdopodobniej spędzał weekend z Laurą i synem. Nie umawiali się na żaden kontakt. Nie miała powodu oczekiwać wiadomości. Mimo to poczuła lekkie rozczarowanie. Odłożyła książkę. Przypomniała sobie piątkową kawę. Dawid był wtedy wyraźnie zmęczony. Opowiadał o problemach w pracy, o naprawie, która przeciągała się od rana. Nawet kiedy próbowała nawiązać do ich spaceru, odpowiadał krótko. Wiedziała, że miał ciężki dzień. A jednak przez cały weekend kilka razy wracała myślami do tamtej rozmowy. Może w środę źle odczytała jego zachowanie? Może dla niego ich spotkanie rzeczywiście było tylko zwykłym wyjściem z koleżanką? Magda oparła głowę o kanapę. Przecież nawet jeśli tak było, nie powinno mieć to większego znaczenia. Dobrze się dogadywali. Lubili wspólne rozmowy. Nie składali sobie żadnych obietnic. Nie było między nimi niczego, co dawałoby jej prawo oczekiwać od Dawida szczególnego zainteresowania. A jednak chciała, żeby myślał o niej inaczej niż o pozostałych koleżankach z pracy. Ta świadomość zaskoczyła ją bardziej, niż się spodziewała. Wzięła telefon i otworzyła ich rozmowę. Ostatnie wiadomości pochodziły ze środy. Przeczytała je jeszcze raz. Uśmiechnęła się, przypominając sobie jego żarty. Mogła przecież napisać. Zapytać, jak minął weekend. Czy udało mu się odpocząć po piątkowej naprawie. To byłoby całkowicie naturalne. Przez chwilę trzymała telefon w dłoni. Ostatecznie jednak go odłożyła.Po co mam do niego pisać? - pomyślała. Nie chciała sprawiać wrażenia, że szuka kontaktu za wszelką cenę. Zresztą może właśnie tego Dawid próbował uniknąć? Może podczas ostatniego spaceru powiedziała za dużo. Może zdradziła przed nim więcej, niż powinna. Przypomniała sobie, jak opowiadała o dawnym związku. Dawid słuchał uważnie. Nie oceniał jej decyzji, nie próbował doradzać. Nie wypytywał też o rzeczy, o których nie chciała mówić. Przy nim czuła się swobodnie. I chyba właśnie tego zaczynało jej brakować. Nie samej kawy. Nie żartów. Tego, że mogła opowiadać mu o swoim życiu i miała wrażenie, że naprawdę go to interesuje. Magda wstała z kanapy i podeszła do okna. Na zewnątrz powoli zapadał zmrok. Kilka osób wracało ze spacerów, ktoś wyprowadzał psa, a na parkingu właśnie zatrzymywał się samochód. Jeszcze miesiąc temu nie znała Dawida. Nie wiedziała nawet o jego istnieniu. Teraz potrafiła przypomnieć sobie jego uśmiech, sposób mówienia, niemal każde spotkanie przy kawie. Wiedziała, że ma trzyletniego syna, lubi sport i pracę przy maszynach. Pamiętała historię o jego dawnej kontuzji, a nawet to, jak żartował z Grześka. I cieszyła się na myśl, że jutro znowu go zobaczy. Ale po raz pierwszy radości tej towarzyszyła niepewność. Odwiedziła ją myśl - Co, jeśli jutro znowu będzie taki jak w piątek? Przecież nic jej nie obiecywał. Nie byli parą. Nie miała prawa oczekiwać, że poświęci jej więcej uwagi niż komukolwiek innemu. A mimo to perspektywa, że ich znajomość mogłaby powoli wrócić do zwykłego „cześć” na korytarzu, sprawiała jej przykrość. Magda odwróciła się od okna. Dopiero teraz zaczynała rozumieć, dlaczego tak bardzo przejęła się jego piątkowym zachowaniem. Nie bała się utraty wspólnych kaw. Bała się, że Dawid przestanie szukać jej towarzystwa, że dla niego ich spotkania nie będą już niczym szczególnym, że któregoś dnia spojrzy na nią dokładnie tak samo jak na wszystkie inne kobiety w pracy. I wtedy przyszła jej do głowy myśl, której dotychczas nie dopuszczała - Przecież on zaczyna być dla mnie kimś więcej niż tylko kolegą. Stała przez chwilę nieruchomo. Dawid miał żonę. Dziecko. Własne życie. Wiedziała o tym od początku. Nie szukała takiej znajomości. Nie planowała się w nic angażować. A jednak coraz trudniej było jej udawać przed samą sobą, że chodzi wyłącznie o sympatycznego mężczyznę, z którym lubi rozmawiać. Wróciła na kanapę i sięgnęła po książkę. Nie otworzyła jej. Przez dłuższą chwilę patrzyła na okładkę, aż w końcu zadała sobie pytanie, którego odpowiedzi nagle zaczęła się obawiać. Czy ja naprawdę zaczynam się w nim zakochiwać?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania