"Za Wszelką Cenę" Rozdział 4
Na stołówce było już tłoczno. Większość stolików była zajęta, a przez salę przewijały się kolejne osoby korzystające z krótkiej przerwy. Dawid rozejrzał się po pomieszczeniu i po chwili zauważył Grzegorza siedzącego przy jednym ze stolików pod ścianą. Przed nim stał kubek z kawą i niemal puste pudełko ze śniadaniem. Dawid podszedł do niego i usiadł naprzeciwko. Grzegorz spojrzał na niego z wyraźnym zaciekawieniem.
- No i co?
Dawid wyjął kanapki i wzruszył ramionami.
- Rozczaruję cię. Nadal musisz mnie oglądać.
- Ehhh… szkoda.
- Też się cieszę, że mnie widzisz.
Grzegorz parsknął pod nosem, dopił kawę i odsunął pudełko po śniadaniu. Oparł się wygodniej o ścianę, przymknął oczy i przez chwilę siedział w ciszy. Dawid spokojnie jadł, popijając kanapki herbatą. Wokół nich słychać było rozmowy innych pracowników, brzęk sztućców i jednostajny szum ekspresu stojącego po drugiej stronie stołówki. Po chwili Dawid przerwał ciszę.
- Zmienili mi w zasadzie tylko nazwę stanowiska, więc dalej musisz się ze mną męczyć. - Wziął łyk herbaty. - Wiedziałeś, że mamy nową w HR-ach?
Grzegorz nawet nie otworzył oczu.
- Oho. Zaczyna się.
Dawid zatrzymał kanapkę w połowie drogi do ust i spojrzał na niego badawczo.
- O co ci chodzi?
- O nic. Kompletnie o nic.
Grzegorz otworzył oczy, wyprostował się na krześle i przez chwilę patrzył na kolegę z lekkim uśmiechem.
- No i co dalej z tą nową?
Dawid zmarszczył brwi.
- Nic. Po prostu mamy nową. Magda.
Na twarzy Grzegorza natychmiast pojawił się jeszcze szerszy uśmiech.
- Zapamiętałeś imię. No proszę.
- Ty, detektyw… przestań szukać dziury w całym.
- Ja niczego nie szukam.
- Właśnie widzę.
- Sam mi dostarczasz materiał.
Dawid pokręcił głową i wrócił do jedzenia.
- Człowiek nie może ci nic powiedzieć.
- Może. Tylko musi się później liczyć z konsekwencjami.
- Dlatego powinienem siedzieć sam.
- Za późno. Już za dużo wiem.
Dawid zaśmiał się pod nosem.
- Idiota.
- Ale za to spostrzegawczy.
Dawid już nie odpowiadał. Dokończył śniadanie, dopił herbatę i spojrzał na zegarek.
- Dobra, koniec odpoczynku. Maszyna sama się nie złoży.
- A szkoda. Byłoby łatwiej.
Wstali od stolika i ruszyli z powrotem na halę. Reszta przedpołudnia minęła im przy rozebranej maszynie. To, co rano wyglądało na szybką robotę, jak zwykle zaczęło zajmować więcej czasu, niż zakładali. Jedna zapieczona śruba nie chciała puścić, później okazało się, że trzeba wyczyścić jeszcze kilka elementów, zanim będą mogli zacząć składać wszystko z powrotem. Dawid lubił takie naprawy. Kiedy miał przed sobą konkretny problem, mógł skupić się tylko na nim. Część po części, śruba po śrubie. Bez biegania od jednej awarii do drugiej i telefonów z kolejnych linii z pytaniem, kiedy maszyna znowu ruszy.
- Podaj trzynastkę - rzucił Grzegorz, wyciągając rękę spod osłony.
Dawid sięgnął do wózka narzędziowego.
- Płaska czy oczkowa?
- Oczkowa.
- Masz.
Przez kilka następnych minut pracowali w ciszy.
- Trzymaj to.
- Trzymam.
- Wyżej.
- Wyżej się nie da.
- Da się.
- To sobie trzymaj sam.
- Wiedziałem, że na ciebie można liczyć.
Dawid uśmiechnął się i poprawił chwyt. W ten sposób mijały kolejne godziny. Krótkie rozmowy, żarty i przede wszystkim praca. Temat HR-u i Magdy nie wrócił ani razu. Dopiero pod koniec zmiany, kiedy maszyna była już prawie złożona, Grzegorz odłożył klucz na bok i otarł dłonie szmatką.
- No.
Dawid nawet na niego nie spojrzał.
- Co „no”?
- I co z tą Magdą?
Dawid zatrzymał się na chwilę.
- Jaką Magdą?
- Nie udawaj teraz głupiego.
- A co ma niby być?
- No właśnie ja cały dzień czekam na puentę.
Dawid spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Jaką puentę?
- Wracasz z HR-u i praktycznie pierwsze, co słyszę, to: „mamy nową, Magda”. Myślałem, że ta historia do czegoś prowadzi.
Dawid pokręcił głową.
- Ty naprawdę masz za mało roboty.
- Możliwe. No ale?
- Ale co?
- Jaka jest?
Dawid zastanowił się przez sekundę.
- Normalna. Sympatyczna. Nie taka nadęta jak niektóre osoby z biur.
Grzegorz powoli pokiwał głową.
- Mhm.
- Co „mhm”?
- Nic.
- Grzesiek…
- Przecież nic nie mówię.
- Ale widzę tę twoją minę.
Grzegorz zaczął się śmiać.
- Dawid, ja tylko słucham.
- No to słuchaj sobie ciszy.
Dawid wrócił do dokręcania osłony.
- Sympatyczna… - powtórzył jeszcze Grzegorz pod nosem.
Dawid odwrócił się w jego stronę.
- Chcesz zaraz dostać tym kluczem?
- Dobra, dobra. Już pracuję.
Obaj się zaśmiali i po chwili ponownie skupili na maszynie. Kilka minut przed końcem zmiany skończyli składanie. Dawid jeszcze raz sprawdził wszystkie mocowania, pozbierał narzędzia i odłożył je na wózek. Kiedy wychodził z hali, czuł w nogach cały dzień pracy. Nic nadzwyczajnego. Zwykłe zmęczenie po kilku godzinach spędzonych przy maszynie. Po południu również nie miał specjalnie czasu, żeby odpocząć. Dom, codzienne obowiązki, kilka rzeczy do zrobienia, które jak zwykle czekały właśnie na niego. Wieczorem, kiedy w końcu usiadł na kanapie, przez moment miał wrażenie, że dopiero teraz naprawdę skończył pracę. Oparł głowę o zagłówek i przymknął oczy. Jutro znowu pobudka o piątej. Westchnął cicho. Zwykły poniedziałek.
Komentarze (1)
Słyszałeś kiedyś rozmowę chłopów na robocie?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania