"Za Wszelką Cenę" Rozdział 5
Wtorek nie różnił się szczególnie od poprzedniego dnia. Od rana Dawid razem z Grześkiem zajmował się bieżącymi zgłoszeniami. Nie mieli na ten dzień żadnej większej zaplanowanej naprawy, więc przechodzili od jednej drobnej awarii do kolejnej, reagując na to, co akurat postanowiło odmówić współpracy. Kilka minut przed dziesiątą Dawid spojrzał na zegarek. Pora śniadania. Zostawił Grześka przy jednej z maszyn i ruszył w stronę stołówki. Nie umawiał się z nikim. Chciał tylko zrobić sobie kawę, coś zjeść i na chwilę zejść z hali. Na stołówce było spokojniej niż podczas głównej przerwy. Przy kilku stolikach siedzieli pojedynczy pracownicy, gdzieś z boku cicho grało radio. Dawid podszedł do ekspresu, postawił kubek i wybrał latte. Ekspres zaczął mielić ziarna. W tym samym momencie otworzyły się drzwi. Do środka weszła Magda. W jednej ręce trzymała telefon, w drugiej pusty kubek. Przez pierwsze kilka kroków patrzyła jeszcze na ekran, ale gdy podeszła bliżej ekspresu, uniosła głowę. Od razu go rozpoznała. Nie spodziewała się, że tak szybko znowu na niego trafi, ale widok znajomej twarzy po kilku dniach w nowej firmie był całkiem przyjemny.
- O, dzień dobry. - Uśmiechnęła się lekko. - Widzę, że po naszej wczorajszej rozmowie jednak jeszcze pana nie zwolnili.
Dawid odwrócił się w jej stronę.
- Dzień dobry, pani Magdo.
Magda uniosła lekko brwi. Oficjalny ton trochę ją rozbawił. Jeszcze dzień wcześniej sama prowadziła z nim rozmowę jako pracownica HR, więc właściwie trudno było mu się dziwić.
- Aż tak oficjalnie? Wczoraj byłeś u mnie w HR, więc rozumiem, ale tutaj chyba możemy sobie trochę odpuścić. Dawid uśmiechnął się.
- Skoro sama zaproponowałaś, żeby było mniej oficjalnie... jaką kawę pijesz? Spojrzał na jego kubek i wyciągnął rękę w jego stronę. Podała mu kubek niemal odruchowo. Dopiero po chwili dotarło do niej, że Dawid bez pytania przejął przygotowanie również jej kawy. Mały gest, ale sympatyczny.
- Latte też może być. Bez cukru.
Dawid postawił jej kubek pod ekspresem i wybrał odpowiednią kawę.
- I widzę, że szybko przeszliśmy z „pani Magdo” na „dla ciebie” - zauważyła.
- Sama chciałaś mniej oficjalnie.
- Dobra, punkt dla ciebie.
Rozmowa bardzo szybko przestała przypominać tę oficjalną, którą odbyli dzień wcześniej w jej biurze. Magdzie odpowiadało to zdecydowanie bardziej. Ekspres ponownie zaczął pracować.
Kiedy kawa była gotowa, Dawid podał jej kubek. Przez chwilę patrzył na Magdę. Bez żadnej szczególnej myśli. Po prostu na osobę, z którą dzień wcześniej rozmawiał w HR, a którą teraz przypadkiem spotkał na stołówce.
- Wspólna kawa? - zaproponował. Propozycja trochę ją zaskoczyła, ale nie na tyle, żeby musiała się nad nią zastanawiać. Magda zerknęła na wolny stolik pod ścianą.
- Jasne. Czemu nie?
Ruszyli w jego stronę.
- Tylko uprzedzam - dodała, siadając naprzeciwko Dawida. - Mam jakieś dwadzieścia minut, zanim ktoś w HR przypomni sobie, że istnieję.
- Dwadzieścia minut chyba wystarczy na wypicie kawy.
Magda objęła kubek dłońmi.
- Powinno. Chociaż z kawą bywa różnie. Czasem człowiek wypije ją w pięć minut, a czasem siedzi nad nią pół godziny.
Upiła niewielki łyk.
- I jak tam pierwszy dzień po awansie? Czujesz już tę ogromną różnicę, czy na razie wszystko wygląda dokładnie tak samo jak wczoraj? - Pamiętała z wczorajszej rozmowy, że awans miał dla niego znaczenie, choć sam próbował przedstawiać go jak coś zupełnie zwyczajnego.
- Szczerze? Nic się za bardzo nie zmieniło. Dalej muszę walczyć z maszynami.
- Czyli awans bez czerwonego dywanu?
- Na razie nie zauważyłem.
Uśmiechnęli się.
- A ty jak się odnajdujesz w nowej firmie? - zapytał Dawid. - Czwarty dzień teraz, tak?
Magda skinęła głową.
- Czwarty. Jeszcze liczę dni, więc chyba naprawdę jestem nowa. Na razie dobrze. Dużo nowych twarzy, nowych nazwisk, nowych procedur… czyli standard.
Na moment spojrzała w stronę stołówki.
- Najgorsze jest to, że połowa ludzi patrzy na mnie i od razu myśli: HR, trzeba uważać, co się mówi.
Dawid przyjrzał jej się przez chwilę.
- Nie wyglądasz na osobę, przy której trzeba uważać, co się mówi. Chyba że się mylę.
Magda lekko się uśmiechnęła. Przez moment próbowała zdecydować, czy był to zwykły komentarz, czy komplement. Ostatecznie uznała, że raczej to pierwsze.
- To chyba dobrze, że tak wyglądam. Gorzej, jeśli za tydzień zmienisz zdanie.
- Raczej nie zmienię.
Powiedział to bez zastanowienia. Magda przez moment zatrzymała na nim wzrok, ale szybko wróciła do kawy.
- A u was na hali chyba trochę prościej. Maszyna działa albo nie działa.
Dawid zastanowił się przez moment.
- To zależy, co i z kim trzeba robić. Z dogadywaniem się też bywa różnie. Maszyny potrafią być uparte.
- Ale przynajmniej nie udają, że wszystko jest w porządku, kiedy nie jest.
- Szkoda, że z ludźmi tak nie ma. Byłoby dużo prościej.
Magda na chwilę zatrzymała na nim wzrok, ale nie dopytywała.
- Długo już tutaj pracujesz?
- Niedawno minęło pięć lat. Długo czy niedługo… zależy, jak na to spojrzeć.
- Pięć lat to już chyba wystarczająco, żeby znać ten zakład od podszewki.
- Trochę już widziałem.
- Skoro tyle wytrzymałeś, to chyba nie jest tu aż tak źle.
Dawid roześmiał się lekko.
Jak już człowiek przywyknie do tego całego zamieszania, to nie jest źle. Ogólnie lubię tę pracę. Lubię grzebać przy maszynach, różnego rodzaju urządzeniach. Zawsze mnie to interesowało.
Magda zauważyła, że kiedy mówił o maszynach, nie brzmiał jak ktoś, kto przypadkiem trafił do tego zawodu. Wyraźnie lubił to, co robił.
- To akurat słychać. Jak ktoś mówi o pracy „lubię grzebać przy maszynach”, to raczej nie brzmi jak człowiek, który codziennie odlicza minuty do wyjścia.
Magda oparła się wygodniej o krzesło.
- Zawsze cię to interesowało?
- Zawsze. Towarzyszyło mi to obok sportu.
- Sportu?
- Wszystkiego po trochu. Mam dosyć szerokie zainteresowania. Formuła 1, piłka nożna, siatkówka przy większych imprezach, koszykówka, hokej, igrzyska… właściwie wszystko po trochu. Magda uśmiechnęła się.
- Czyli jesteś z tych, którzy zawsze znajdą coś do oglądania, byle ktoś z kimś rywalizował.
- Coś w tym jest.
- A gdybyś musiał wybrać tylko jedno? Bez wymigiwania się.
- Piłka nożna. - Odpowiedział bez chwili zastanowienia.
-To było podejrzanie szybkie - zauważyła Magda. - Czyli jednak jest numer jeden. Grasz też czy bardziej przeżywasz wszystko z kanapy, a potem tłumaczysz zawodnikom, co zrobili źle?
- Raczej z tych, co przeżywają. Czasem coś amatorsko. Wiek dorastania spędziłem w innym sporcie.
Magda uniosła brwi.
- O, czyli jednak coś przede mną ukrywasz. Jaki sport?
- Biegi sprinterskie. Sto, dwieście metrów i sztafeta cztery razy sto.
Na jej twarzy pojawiło się szczere zaskoczenie. Przez chwilę spojrzała na niego inaczej, jakby właśnie odkryła część jego życia, której zupełnie się nie spodziewała.
- Tego bym nie zgadła. To już brzmi trochę poważniej niż „czasem amatorsko”. Trenowałeś normalnie w klubie? Zawody?
- Tak. -Odpowiedział krótko a Magda na razie nie naciskała.
- Czyli masz za sobą trochę bardziej sportową przeszłość, niż początkowo chciałeś przyznać.
Przez chwilę obracała kubek w dłoniach.
- Brakuje ci tego czasem? Treningów, zawodów, wyjazdów?
Dawid zastanowił się dłużej.
- Tak. Trochę mi tego brakuje. Startów, wyjazdów, nawet tej codziennej rutyny związanej ze sportem.
- W sumie rozumiem. Jak coś przez kilka lat układa ci praktycznie cały dzień, to potem chyba brakuje nie tylko samych zawodów.
- Dokładnie.
- I co sprawiło, że przestałeś?
Dawid uśmiechnął się pod nosem.
- Zabrzmię teraz jak typowy wuefista: „gdyby nie kontuzja, w osiemdziesiątym drugim jechałbym obok Bońka na mundial”.
Magda roześmiała się.
- Dobrze, że sam to powiedziałeś, bo już miałam pytać, czy medal olimpijski też uciekł przez kontuzję.
- Pewnie dwa.
- Minimum.
Dawid również się zaśmiał.
- Ale tak serio, kontuzja. I trochę życie.
Magda spoważniała odrobinę.
- Ciężko było odpuścić?
Dawid przez chwilę patrzył w swój kubek. Magda zauważyła, że po raz pierwszy podczas tej rozmowy odpowiedź nie przyszła mu łatwo. Zrezygnowała więc z żartu.
- Jakiś czas chodziła za mną myśl, że to się kończy. Ale sama myśl, a faktycznie przestać to robić, to zupełnie co innego. Tak… trochę mi zajęło.
Magda pokiwała głową.
- Wierzę. Co innego wiedzieć, że coś kiedyś się skończy, a co innego naprawdę zamknąć ten rozdział. Zwłaszcza jeśli przez kilka lat była to duża część twojego życia.
Po chwili uśmiechnęła się lekko.
- Ale patrząc po tym, jak o tym mówisz, chyba znalazłeś sobie całkiem niezłe zastępstwo. Maszyny, piłka, Formuła 1… chyba nie umiesz się nudzić.
- To prawda. Nie lubię siedzieć i nic nie robić.
Dawid spojrzał na nią. Magda pomyślała, że zaczyna to do niego pasować. Nawet kiedy siedział spokojnie naprzeciwko niej, sprawiał wrażenie człowieka, który zwykle musi mieć czymś zajęte ręce albo głowę.
- A ty? Spacery, trochę sportu, książki, seriale… Jakie książki i seriale lubisz?
Magda zastanowiła się przez moment.
- Z książek najczęściej kryminały i thrillery. Lubię, kiedy coś mnie wciągnie na tyle, że mówię sobie „jeszcze jeden rozdział”, a potem nagle robi się pierwsza w nocy.
Uśmiechnęła się.
- Z serialami podobnie. Kryminały, zagadki, czasami coś psychologicznego. Chociaż nie wszystko musi być mroczne.
Czyli coś byśmy znaleźli wspólnego.
Pierwszy raz podczas rozmowy świadomie zauważyła, że mają kilka wspólnych tematów. Niby nic niezwykłego, ale dzięki temu rozmowa przychodziła jeszcze łatwiej.
- Ty też?
- Owszem. Chociaż ostatnio nie mam za dużo czasu.
- To akurat znam. Człowiek ma listę rzeczy, które chciałby obejrzeć albo przeczytać, a później okazuje się, że doba jednak ma tylko dwadzieścia cztery godziny.
Magda spojrzała na niego.
- To co najczęściej wygrywa, kiedy już masz chwilę dla siebie? Książka, serial czy mecz?
- Mecze. Chętnie dorwałbym jakąś książkę, tylko ciężko wygospodarować chwilę.
- To brzmi bardziej jak problem z czasem niż z chęciami.
- Coś w tym jest.
- Praca aż tyle ci go zabiera czy po pracy masz jeszcze milion innych rzeczy do ogarnięcia?
Nie dopytywała. Sposób, w jaki to powiedział, sugerował, że za tym „milionem” kryje się spora część jego życia poza pracą. Dawid lekko się zamyślił.
- Coś w tym stylu. Milion innych rzeczy.
Dopiero po chwili zerknął na zegarek.
Zmarszczył brwi.
- No ładnie.
- Co?
- Miałaś dwadzieścia minut. Minęło czterdzieści.
Magda również spojrzała na godzinę.
- Czterdzieści?
Roześmiała się.
- No pięknie. Za chwilę naprawdę ktoś z HR zacznie mnie szukać.
Dopijała ostatni łyk kawy i podniosła się od stolika.
- Ale przynajmniej kawa nie zdążyła wystygnąć… aż tak bardzo.
Dawid również wstał.
- Pora chyba wracać.
- Zdecydowanie.
Magda wzięła kubek.
- Dzięki za towarzystwo. Jak na przypadkową kawę całkiem sprawnie poszło nam zmarnowanie czterdziestu minut pracy.
Dawid uśmiechnął się.
- Może jeszcze uda się niebawem pogadać.
Magda zatrzymała na nim wzrok na krótką chwilę.
- Pewnie się uda. Skoro oboje bywamy tutaj przy kawie, to prędzej czy później znowu się trafimy.
Lekko uniosła kubek.
- Do zobaczenia, Dawid.
- Do zobaczenia.
Magda ruszyła w stronę wyjścia. Dawid wyrzucił kubek i kilka chwil później ponownie znalazł się na hali. Hałas maszyn szybko przywrócił go do codzienności. Grzesiek stał przy jednej z linii, oparty o wózek narzędziowy. Kiedy zauważył nadchodzącego Dawida, ostentacyjnie spojrzał na zegarek.
- No, no. Myślałem już, że cię porwali.
- Kawa się trochę przeciągnęła.
Grzesiek spojrzał na niego z udawaną powagą.
- Mhm. Blondi z HR cię zagadała?
Dawid pokręcił głową. Grzesiek przeciągnął „mhm” z przesadną podejrzliwością, wyraźnie zadowolony, że znalazł nowy temat do zaczepki.
- Ty naprawdę nie masz nic lepszego do roboty?
- Mam. Czekam, aż wrócisz i zrobisz to za mnie.
-Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć.
Grzesiek wskazał głową maszynę.
Dobra, Romeo. Koniec przerwy. Czujnik znowu wariuje.
Dawid rzucił mu spojrzenie, które miało jasno mówić, żeby nie przesadzał. Grzesiek odpowiedział niewinną miną, co tylko pogorszyło sprawę.
- Romeo? Weź się lecz.
- Już próbowałem. Nie pomogło.
Dawid parsknął śmiechem i sięgnął po narzędzia. Reszta zmiany minęła szybko. Jedno zgłoszenie przechodziło w następne. Drobna awaria na jednej linii, później problem z czujnikiem na kolejnej, telefon od operatora, kilka minut przy dokumentacji i znowu powrót na halę. Kiedy zbliżał się koniec pracy, Dawid miał wrażenie, że dopiero co wrócił ze stołówki. Przebrał się, pożegnał z Grześkiem i wyszedł przed zakład.
Po drodze do domu zatrzymał się jeszcze w sklepie. Kilka podstawowych rzeczy, szybkie zakupy i znowu samochód.
Kiedy wszedł do mieszkania, żona była w kuchni. Syn bawił się w salonie, otoczony samochodzikami i klockami.
- Cześć.
Dawid odstawił zakupy i podszedł do żony. Pocałował ją krótko w policzek. Lubił ten prosty rytuał powrotu do domu. Nawet jeśli ostatnio ich rozmowy coraz częściej sprowadzały się do tego, co trzeba zrobić i załatwić.
- Jak dzień?
- Długi. A twój?
- Podobnie.
Zaczął wyciągać zakupy z torby. Nie było w tym niczego wyjątkowego. Kilka zdań o pracy, pytanie o syna, rozmowa o tym, co trzeba jeszcze zrobić i co czeka ich w kolejnych dniach. Zwyczajna codzienność. Po obiedzie Dawid przejął część obowiązków. Pobawił się z synem, później posprzątał kuchnię. Kiedy żona przechodziła obok niego, objął ją na moment w pasie.
- Co? - zapytała, uśmiechając się lekko.
- Nic.
Pocałował ją w skroń.
- Tak po prostu.
Przez moment chciał zatrzymać ją przy sobie trochę dłużej, ale po chwili wróciła do swoich zajęć. Wieczorem, kiedy syn już zasnął, usiedli razem na kanapie. Dawid włączył mecz, na który czekał od kilku dni. Przez moment oglądali go w ciszy. Dawid przesunął się bliżej i objął żonę ramieniem. Oparła głowę o jego bark. Lubił takie chwile. Niby wszystko było dobrze. Mieli dom. Rodzinę. Wspólne życie, które budowali od lat. A jednak od jakiegoś czasu Dawid miał wrażenie, że czegoś pomiędzy nimi jest mniej niż dawniej. Nie potrafił powiedzieć czego. Może po prostu za dużo było pracy, obowiązków i ciągłego biegania od jednej rzeczy do następnej. Za kilka dni zaczynał urlop. Może właśnie tego potrzebowali. Więcej czasu. Mniej pośpiechu. Kilku spokojnych dni, podczas których nie trzeba będzie wszystkiego wciskać pomiędzy pracę, zakupy i codzienne obowiązki. Dawid wierzył, że dobrze im to zrobi. Spojrzał na siedzącą obok żonę i lekko ścisnął jej ramię. Uśmiechnęła się do niego. Odpowiedział tym samym. Po kilku minutach podniosła się z kanapy.
- Możesz na chwilę?
- Już idę.
Dawid zerknął na telewizor, westchnął i również wstał. Kiedy wrócił kilkanaście minut później, wynik zdążył się zmienić. Usiadł ponownie i spojrzał na zegarek. Znów cały dzień gdzieś uciekł. Praca, zakupy, dom, syn, kilka rzeczy do zrobienia i kilka chwil z żoną. Przypomniała mu się rozmowa przy kawie. „Chętnie dorwałbym jakąś książkę”. Uśmiechnął się pod nosem. Najpierw musiałby znaleźć na nią czas. Oparł głowę o kanapę i wrócił wzrokiem do meczu. Zwyczajny wtorek. Jutro czekał go kolejny.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania