"Za Wszelką Cenę" Rozdział 6

Budzik nie zadzwonił. A przynajmniej Dawid go nie usłyszał. Otworzył oczy i przez kilka sekund leżał bez ruchu, jeszcze nie do końca świadomy tego, że coś się nie zgadza. Dopiero kiedy spojrzał na zegarek stojący obok łóżka, sen zniknął natychmiast – Cholera! Było prawie godzinę później niż zwykle. Wstał tak szybko, że niemal zaplątał się w kołdrę. Łazienka, zimna woda na twarz, ubranie. Wszystko w przyspieszonym tempie. Nie było czasu na spokojną kawę ani kilka minut ciszy przed wyjściem. Kilka chwil później zamykał już drzwi mieszkania. Do pracy dotarł z prawie godzinnym opóźnieniem. Kiedy wszedł do warsztatu, Grzesiek stał przy jednym z wózków narzędziowych i przeglądał zgłoszenia na tablecie. Spojrzał na Dawida. Potem bardzo powoli na zegarek. I znowu na Dawida.

- Dzień dobry.

- Nawet nie zaczynaj.

- Ja? - Grzesiek przyłożył dłoń do klatki piersiowej. - Przecież nic nie powiedziałem.

Dawid rzucił torbę obok szafki.

- Znam tę minę.

- Po prostu się martwiłem. Już myślałem, że zostałem sam i będę musiał pracować.

- Spokojnie. Jeszcze trochę i może kiedyś spróbujesz.

Grzesiek pokiwał głową.

- Ładnie. Człowiek przez godzinę robi za dwóch, a jeszcze mu się dostaje.

- Przez godzinę byłeś sam. To nie znaczy, że robiłeś za dwóch.

Grzesiek spojrzał na niego z udawanym oburzeniem.

- Dobra. Widzę, że niewyspany jesteś jeszcze bardziej bezczelny niż zwykle.

- Za to ty od rana w świetnej formie. Szkoda, że tylko do gadania.

- Ktoś musi trzymać poziom tego działu.

Dawid parsknął śmiechem.

- Chodź już, zanim naprawdę zaczniesz wierzyć w to, co mówisz.

Kilka minut później obaj byli na hali. Pierwsza godzina minęła Dawidowi wyjątkowo szybko. Spóźnienie sprawiło, że praktycznie od razu wpadł w rytm pracy. Jedno zgłoszenie, później drugie, krótka rozmowa z operatorem i powrót do warsztatu po potrzebne narzędzia. Po porannym pośpiechu wszystko stopniowo wróciło do normy. Tuż po dziesiątej Dawid kończył sprawdzać jeden z czujników. Wyprostował się i spojrzał na zegarek, 10:02.

- Idę po kawę - rzucił do Grześka.

- Tylko ustaw budzik, żebyś wiedział, kiedy wrócić.

Dawid nawet się nie odwrócił, pokręcił głową i ruszył w stronę stołówki. Tym razem kawa była mu naprawdę potrzebna. Wszedł do środka, podszedł do ekspresu i postawił kubek pod dyszą. Latte. Kiedy urządzenie zaczęło mielić ziarna, Dawid przetarł dłonią twarz.

- Ciężki poranek?

Odwrócił się. Kilka kroków dalej stała Magda z kubkiem w dłoni. Patrzyła na niego z lekkim uśmiechem.

- Wyglądasz, jakby dzień trwał już co najmniej dwanaście godzin.

Dawid uśmiechnął się do niej.

- Cześć. I tak też się czuję.

Magda podeszła bliżej.

- To aż tak źle? Zarwana noc czy po prostu poranek postanowił cię dzisiaj nie oszczędzać?

- Ciężki poranek. Wczorajszy basen z synem chyba zmęczył mnie do tego stopnia, że dziś zaspałem do pracy.

Ekspres skończył przygotowywać kawę. Dawid odstawił swój kubek i wyciągnął rękę w stronę Magdy. Podała mu swój bez słowa.

- Czyli jednak aktywny tata - rzuciła.

Dawid ustawił jej kubek pod ekspresem. Latte. Bez cukru. Magda zauważyła to od razu. Zapamiętał. Niby drobiazg, ale zrobiło jej się odrobinę przyjemniej.

- Basen, praca, maszyny… zaczynam rozumieć, skąd ten brak czasu na książki.

Oparła się lekko o blat.

- Syn lubi wodę czy bardziej ty go do tego ciągniesz?

- Na razie to ja go ciągnę. Zdecydowanie bardziej woli rower albo piłkę.

Patrzył przez chwilę, jak ekspres napełnia jej kubek.

- Czyli bardziej ląd niż woda.

- Zdecydowanie.

- Ile ma lat?

Dawid spojrzał na nią.

- Trzy.

Sięgnął po gotową kawę i podał jej kubek. Magda odebrała go, lekko kiwając głową.

- Trzy lata… To już chyba taki wiek, że energii ma za dwóch.

Upiła pierwszy łyk.

- To pewnie po pracy nie masz za bardzo szans na spokojne siedzenie.

Dawid zaśmiał się.

- Oj, zdecydowanie nie.

Przepuścił Magdę przodem i oboje ruszyli w stronę wolnego stolika. Magda zauważyła ten gest. Gentleman. Nie spodziewała się po nim żadnej konkretnej postawy, ale ten drobiazg dopisała gdzieś z tyłu głowy do obrazu, który powoli sobie o nim budowała. Usiedli naprzeciwko siebie.

-Przy trzylatku chyba w ogóle nie da się spokojnie siedzieć - powiedziała Magda - Człowiek wraca z pracy i zaczyna drugi etat.

Uśmiechnęła się lekko.

- Chociaż skoro zabierasz go na basen, rower i piłkę, to chyba sam sobie trochę dokładasz roboty. Dawid przez chwilę patrzył na Magdę.

- Nie jestem raczej typem rodzica, który rzuci tablet i ma z głowy.

Magda pokiwała głową.

- I dobrze. Tablet czasem ratuje życie, ale chyba łatwo zrobić z tego sposób na wszystko. Upiła łyk kawy.

- Poza tym brzmisz, jakbyś naprawdę lubił spędzać z nim ten czas, a nie tylko odhaczał obowiązek.

- To prawda. Lubię.

Kiedy mówił o synu, w jego głosie było coś innego niż wtedy, kiedy opowiadał o pracy czy sporcie. Więcej ciepła. Mniej ironii. Magda zauważyła to bez większego zastanowienia. Czyli naprawdę się angażuje.

- To słychać - odpowiedziała.

Przez chwilę obracała kubek w dłoniach.

- Złapał już trochę twojego sportowego bakcyla? Piłka, bieganie, coś w tym kierunku?

Dawid zastanowił się.

- Ciężko powiedzieć. Na razie ma pełno energii i milion pomysłów, które najchętniej realizowałby wszystkie jednocześnie. Magda zaśmiała się cicho. Dawid przez moment się zawahał.

- Jeśli nie masz ochoty, to oczywiście nie odpowiadaj, ale… ty nie chciałabyś dzieci? Wiem, że na razie nie trafił się nikt odpowiedni, ale gdyby ktoś był?

Magda na moment spuściła wzrok na kubek. Odważnie. Znamy się właściwie chwilę. Pytanie było bardziej osobiste niż wszystko, o czym rozmawiali wcześniej, ale nie poczuła się nim urażona. Rozmowa z Dawidem od początku płynęła na tyle naturalnie, że po krótkiej chwili uznała, że może odpowiedzieć.

- Chciałabym. Ale nie za wszelką cenę i nie dlatego, że „już wypada”. Z odpowiednią osobą… tak, zdecydowanie.

Podniosła wzrok.

- Wolę poczekać trochę dłużej, niż potem całe życie zastanawiać się, po co tak bardzo się spieszyłam.

Dawid przez moment nic nie mówił. Jej odpowiedź wydała mu się rozsądna. Dojrzała. W gruncie rzeczy bardzo podobna do tego, jak sam patrzył na ważne życiowe decyzje. Bez robienia czegoś tylko dlatego, że inni tego oczekują.

- Bardzo dojrzała postawa.

Po chwili uśmiechnął się.

- Dobra, zrobiło się przez chwilę bardzo poważnie.

Magda poczuła lekką ulgę. Dobrze, że nie drążył.

- Trochę - przyznała.

- Jak praca? Jak koleżanki z działu? Odnajdujesz się tutaj powoli?

Magda od razu wróciła do swobodniejszego tonu.

- Powoli tak. Dziewczyny są w porządku, jeszcze wszystkiego się uczę, ale już przynajmniej nie czuję się tak, jakbym co pięć minut musiała pytać, gdzie coś jest. Upiła łyk kawy.

- Najgorzej było pierwszego dnia. Nowa firma, nowe twarze, każdy coś chce, a ty jeszcze próbujesz zapamiętać, kto jest kim. Spojrzała na Dawida z lekkim rozbawieniem.

- Chociaż muszę przyznać, że stołówkę znalazłam wyjątkowo szybko.

- To prawda. Nie da się ukryć.

- No widzisz. Człowiek może nie znać jeszcze połowy procedur, ale najważniejsze miejsca szybko zapamiętuje.

Przez chwilę patrzyła na niego.

- A poza tym zaczynam podejrzewać, że o dziesiątej tutaj jest po prostu najlepsza pora dnia.

Dawid spojrzał na nią z uśmiechem, ale też odrobinę uważniej.

- Skąd takie podejrzenie?

Magda uniosła lekko brwi.

- Bo jest spokojniej niż później, kawa smakuje lepiej, a człowiek ma chwilę, żeby nie myśleć o tabelkach, procedurach i tym, kto czego od niego chce - Uśmiechnęła się.

- Jak na razie całkiem dobrze mi się ta pora sprawdza.

Dawid przez chwilę się zastanawiał. Przez moment przemknęło mu przez głowę, że może nie mówiła wyłącznie o kawie. Zaraz jednak uznał, że nie ma sensu doszukiwać się czegoś w zwykłym zdaniu.

- To prawda. Mi też ta pora bardzo odpowiada.

Magda zatrzymała na nim wzrok odrobinę dłużej. Przez krótką chwilę zabrzmiało to tak, jakby również nie chodziło mu wyłącznie o latte. Odrzuciła jednak tę myśl prawie natychmiast. Po prostu dobrze im się rozmawiało.

- To dobrze się składa.

Sięgnęła po kubek.

- Przynajmniej jedno z nas nie będzie musiało przekonywać drugiego, że dziesiąta to dobra pora na kawę.

Po chwili dodała:

- Chociaż po wczorajszym zaczynam podejrzewać, że dwadzieścia minut znowu może być trochę ambitnym planem. Dawid zerknął na zegarek.

- Już minęło dwadzieścia sześć.

Magda również sprawdziła godzinę.

- No proszę. Czyli znowu jesteśmy konsekwentni.

Dopiła kawę.

- Chyba naprawdę powinniśmy przestać mówić „tylko dwadzieścia minut”, bo ewidentnie nie umiemy się tego trzymać. Oboje przez moment spojrzeli na siebie z tym samym lekkim zdziwieniem. Rozmowa po prostu płynęła. Ani jedno, ani drugie nie kontrolowało czasu.

- Będziemy oboje poszukiwani - powiedział Dawid.

Dopił resztę latte i wstał od stolika. Razem wyszli ze stołówki.

- Świetnie - powiedziała Magda. - Kilka dni w nowej firmie, a już mam wspólnika do przedłużania przerw.

Przez chwilę szli razem korytarzem, aż dotarli do miejsca, w którym ich drogi się rozchodziły. Magda zatrzymała się.

- Dobra, uciekam, zanim naprawdę ktoś zacznie mnie szukać.

Spojrzała na niego.

- Do zobaczenia, Dawid.

- Do zobaczenia.

Magda ruszyła w stronę biur. Dobrze jej się z nim rozmawiało. Tyle. Bez żadnych dodatkowych znaczeń. Dawid wrócił na halę. Reszta zmiany minęła bez większych niespodzianek. Kilka bieżących zgłoszeń, drobna awaria, trochę pracy przy jednym z napędów i standardowe docinki Grześka, który najwyraźniej uznał, że poranne spóźnienie Dawida daje mu materiał przynajmniej do końca dnia. Po pracy Dawid wrócił do domu. Nie zdążył nawet na dobre usiąść, kiedy syn pojawił się obok niego.

- Tata, rower!

Dawid spojrzał na niego.

- Teraz?

Mały pokiwał głową tak energicznie, jakby inna odpowiedź w ogóle nie wchodziła w grę. Dawid westchnął teatralnie.

- No dobra. Przekonałeś mnie.

Kilka minut później byli już na zewnątrz. Syn jechał na swoim małym rowerze, a Dawid szedł kilka kroków za nim, co chwilę przypominając, żeby zwolnił, uważał na krawężnik albo patrzył przed siebie. Dawid pokręcił głową, ale sam się uśmiechał. Lubił te chwile. Zmęczenie po pracy gdzieś znikało, kiedy widział, ile radości synowi sprawia zwykłe jeżdżenie w kółko po osiedlowych alejkach. Do domu wrócili dopiero późnym popołudniem. Później wszystko potoczyło się już swoim zwyczajnym rytmem. Kolacja. Kąpiel syna. Kilka rzeczy do przygotowania na następny dzień. Krótka rozmowa z żoną w kuchni, podczas której każde z nich jednocześnie zajmowało się czymś innym. Wieczór minął szybciej, niż Dawid zdążył zauważyć. Kiedy mieszkanie w końcu ucichło, było już późno. Syn spał. Żona również. Dawid stał jeszcze przez chwilę w kuchni, dopijając wodę. Spojrzał w stronę ciemnego salonu. Dopiero wtedy dotarło do niego, że właściwie znowu prawie nie mieli dziś czasu tylko dla siebie. Kilka zdań po jego powrocie. Chwila w kuchni. Parę drobnych spraw do ustalenia. I tyle. Przez moment poczuł lekkie ukłucie niezadowolenia. Zaraz jednak sam je od siebie odsunął. Tak wyglądało życie. Praca, dziecko, dom, obowiązki. Nie dało się codziennie znaleźć godziny tylko dla siebie. Za kilka dni mieli wyjechać. Pięć dni w górach. Bez pracy, bez hali, bez codziennego pośpiechu. W końcu będą mogli trochę zwolnić. Pobyć razem. Dawid był przekonany, że właśnie tego im brakowało. Zgasił światło w kuchni i poszedł spać.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania