"Za Wszelką Cenę" Rozdział 9

Sobota od samego rana upłynęła pod znakiem pośpiechu. Dawid i Laura próbowali jednocześnie dopakować ostatnie rzeczy, przygotować coś na drogę i dopilnować syna, który co chwilę zmieniał zdanie, czy chce zabrać ze sobą samochodzik, piłkę czy jeszcze jedną zabawkę, bez której - jak twierdził - absolutnie nie da się jechać w góry. Dawid kilka razy przypominał mu, żeby założył buty, potem wracał po kurtkę, której nigdzie nie było, a kiedy w końcu wszystko znalazło się przy drzwiach, okazało się, że trzeba jeszcze raz otworzyć walizkę, bo Laura przypomniała sobie o jednej rzeczy. Wyjechali później, niż planowali. Dawid jednak po kilku kilometrach przestał patrzeć na zegarek. Po raz pierwszy od dawna nie musiał nigdzie zdążyć. Nie czekała na niego hala, zgłoszenia ani kolejna rzecz do zrobienia przed końcem zmiany. Mieli pięć dni tylko dla siebie. Do pensjonatu dotarli przed południem. Znajdował się trochę dalej od centrum, w spokojniejszej części miejscowości. Z balkonu widać było fragment gór, a syn ledwo wszedł do pokoju, od razu zaczął sprawdzać każdy kąt. Dawid odstawił ostatnią torbę i wyprostował plecy.

- Następnym razem jedziemy z jedną walizką.

Laura spojrzała na niego znad otwartej torby.

- Jasne.

- Mówię poważnie.

- Ja też.

Dawid pokręcił głową z lekkim uśmiechem. Po krótkim odpoczynku wyszli. Pierwszego dnia nie planowali żadnej dłuższej trasy. Chcieli po prostu przejść się po okolicy, zjeść coś i spokojnie wejść w urlop. Syn przez większość drogi maszerował kilka kroków przed nimi, co chwilę zatrzymując się przy czymś, co wydawało mu się interesujące. Kamień, kałuża, pies po drugiej stronie ulicy — wszystko było wystarczającym powodem, żeby na moment stanąć. Dawid i Laura szli obok siebie. W pewnym momencie Dawid objął ją ramieniem. Laura spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem, ale od razu się uśmiechnęła i przysunęła bliżej.

- Lepiej? - zapytała.

Dawid zerknął na nią i przez chwilę nic nie odpowiadał, jakby rzeczywiście sprawdzał, czy coś się zmieniło.

- Zdecydowanie.

- A mówiłam, że potrzebujesz odpoczynku.

Dawid uniósł lekko brwi.

- Jeszcze nawet dobrze nie zaczęliśmy.

Laura przyjrzała mu się przez moment.

- A już wyglądasz normalniej.

- Dzięki.

- Nie ma za co.

Dawid parsknął cicho i przyciągnął ją odrobinę mocniej do siebie. Laura odpowiedziała tym samym uśmiechem. Ruszyli dalej. Dawid przez chwilę patrzył na syna, a potem na Laurę. Było spokojnie. Zwyczajnie. I właśnie tego potrzebował. Reszta dnia minęła bez pośpiechu. Zjedli obiad, trochę jeszcze pospacerowali, a później wrócili do pensjonatu. Syn zasnął szybciej niż zwykle. Dawid usiadł na chwilę przy stole, podczas gdy Laura jeszcze odkładała kilka rzeczy na miejsce. Po chwili jego wzrok zatrzymał się na pudełku leżącym obok jednej z toreb.

- Ty naprawdę to zabrałaś?

Laura odwróciła się i spojrzała w jego stronę.

- A co?

Dawid sięgnął po planszówkę i uniósł ją lekko.

- Myślałem, że od dwóch lat tylko przekładamy ją z szafki na szafkę.

Laura uśmiechnęła się.

- Dlatego ją spakowałam.

Dawid przez moment patrzył na pudełko.

Kiedyś potrafili siedzieć nad planszą pół wieczoru, dogryzając sobie przy każdym ruchu i kłócąc się o zasady, których każde z nich było pewne na sto procent. Ostatnio nawet nie pamiętał, kiedy grali razem po raz ostatni.

- To co? - Laura usiadła naprzeciwko niego. - Nadal boisz się przegrywać?

Dawid parsknął śmiechem.

- Widzę, że urlop dobrze ci zrobił. Od razu zrobiłaś się odważniejsza.

- Czyli grasz?

- Rozkładaj.

Kilka minut później plansza leżała już między nimi. Szybko wróciły stare przyzwyczajenia. Laura próbowała zaglądać mu w karty, Dawid oskarżał ją o naginanie zasad, a ona z pełnym przekonaniem twierdziła, że po prostu nie potrafi przegrywać. Śmiali się więcej, niż Dawid się spodziewał. I przez chwilę naprawdę było jak kiedyś. Bez pośpiechu. Bez obowiązków. Bez ciągłego przerywania czegoś, bo trzeba było zrobić kolację, wykąpać syna albo przygotować rzeczy na następny dzień. Kiedy skończyli, Laura oparła się wygodniej na krześle.

- Brakowało mi tego.

Dawid spojrzał na nią i lekko się uśmiechnął.

- Mi też.

I naprawdę tak myślał. Od kilku tygodni miał wrażenie, że każdy dzień wygląda podobnie. Praca, dom, obowiązki, sen i znowu od początku. Teraz w końcu mieli czas. Na odpoczynek. Na siebie. Był przekonany, że właśnie tego im brakowało.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania