Ząb
Wszedł spokojnie, z uśmiechem usiadł na fotelu, zgodnie z planem pozwolił sobie zaaplikować znieczulenie. Kiedy jednak dentystka zaczęła gmerać przy jego ósemce, poczuł niespodziewany, gwałtowny sprzeciw, skradającą się panikę. Zaczął kręcić głową i bełkotać, że nie chce, nie zgadza się. Oto bowiem raz na zawsze miał stracić ząb. I nie była to strata w rodzaju wielu tych, które przeżył w dzieciństwie, zwiastująca coś, co nastąpi po niej - nowy ząb, dorosły ząb na dorosłe życie. Teraz była to strata ostateczna. Następny ząb nie urośnie, coś się bezpowrotnie kończyło. Robił kolejny krok ku starości i śmierci.
Dentystka przerwała pracę. Łzy popłynęły bez jego woli. Dostał do rąk relaksującą piłeczkę. Pożartował na własny temat i po chwili udało mu się opanować. Dobrze, powiedział, może pani działać.
Nawet nie poczuł, kiedy już było po wszystkim.
Komentarze (4)
Niby sobie takie nic, a jednak, kroczek za kroczkiem, zbliża się nieuchronne. Odbieram ten tekst jako fajną przenośnię. To "pożartował sobie na własny temat", to taki meski kryzys wieku średniego w stylu: czterdziestopieciolatek z opaslym sadłem i cienkimi nóżkami wbija się w rurki i zaczyna nosić sluchawki.
Piszesz bardzo elegancko, czyli nie jesteś poczatkujący, wiec mój komentarz pod poprzednim Twoim tekstem też jest przejawem takiego kryzysu ;)
Cieszy mnie, że tu publikujesz. Panująca tu wsobność staje się męcząca. Ożywczy powiew mile widziany.
Pozdrawiam ;)
To bardzo miłe słowa, dziękuję, jednak zajrzałam - ;) - tu raczej na chwilę, bo piszę bardzo mało i bardzo rzadko. Ale cieszę się, że jest takie miejsce, gdzie mogę podzielić się tym, co mam.
Hmm dentyści :)
Temat rzeka...
Ba:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania