Zabawa z Piotrem
Pierwsze dwa tygodnie wakacji zawsze były dla mnie udręką, rodzice wywozili mnie po za miasto do babci. Sami przez ten czas wyjeżdżali na urlop żeby odpocząć od pracy, obowiązków i mnie, w domu zostawiali starsze rodzeństwo. Ja musiałem na swój wiek zostać z osobą dorosłą i odpowiedzialną jak moja babcia. Babcia nie była zła, robiła często moje ulubione frytki oraz kurczaka, do tego kompocik z owoców z jej ogródka. Czasami wieczorami rozpalała w nim grilla, siadaliśmy z pieczonymi na nim szaszłykami na werandzie i słuchałem jej historii o tym co w życiu przeżyła. Czasami opowieści były ciekawe, czasami wyjątkowo nudne, lecz słuchałem żeby nie robić jej przykrości. Dnie mijały nudno, powiedziałbym bardzo nudno. Większość dnia zajmowało mi pomaganie babci w ogródku, chodzeniu z nią do sklepu lub kościoła. Nie pozwalała mi sama chodzić po miasteczku, była bardzo nadopiekuńcza. Po kilku godzinach jazdy gdy byliśmy na miejscu, otwarłem drzwi samochodu , wziąłem swoją walizkę i poszedłem z nią przywitać się z babcią. Babcia siedziała w ogrodzie z sąsiadką znad przeciwka, która przychodziła raz na kiedy na kawę i ciasto. Przywitałem się uściskiem i buziakiem z babcią, oczywiście jak co roku mówiła że urosłem i rośnie ze mnie mężczyzna jak tata. Babcia poinformowała że w tym roku nie będę się nudził, bo do przyjaciółki również przyjeżdża wnuczek Piotr i jest w tym samym wieku. Ucieszyła mnie ta wiadomość, będę miał się z kim bawić przez dwa tygodnie, szybciej czas zleci i wrócę do swoich kolegów. Poszedłem się wykapować do swojego pokoju który miałem na poddaszu, był on za dawnych czasów mojego taty. Zjadłem pyszną kolację frytki z kurczakiem, wykąpałem się , umyłem zęby, przeczytałem magazyn o grach komputerowych o nowym Diablo 2 i poszedłem spać. Rano wstałem obudzony przez promienie słoneczne uderzające moją twarz, podniosłem się z łóżka i poszedłem do toalety się ogarnąć. Pobiegłem po schodach na dół do kuchni i babcia już szykowała dla mnie ulubione płatki z mlekiem, po czym powiedziała żebym zjadł, umył miseczkę bo musimy iść na zakupy. Zjadłem, pomyłem, ubrałem buty, zabrałem z szafy wiklinowy koszyk i poszliśmy na targowisko. Babcia kupiła mi piłkę, żebym miał jakoś spędzać ten czas u niej. Gdy wracaliśmy przed domem stała przyjaciółka babci z chłopakiem o rudych włosach, wzroście i posturze taka jak moja. Przedstawiła go jako swojego wnuczka Piotra, że spędza u niej pierwsze wakacje i że możemy się zakolegować. Ucieszyłem się. Nie z powodu nowego kolegi, a że z kimś szybciej czas zleci i wrócę do domu. Piotr był trochę dziwny mało się odzywał, wypowiadał krótkie zdania tylko gdy go o coś zapytałem. Sam się nie odzywał, miał wiecznie głowę spuszczoną w dół, taką smutną bez wyrazu. Na początku myślałem że nie przypasowało mu moje towarzystwo, lecz powoli zaczynał się sam odzywać a jego twarz nabierała uśmiechu. Do wieczora okazał się fajnym przyjacielem wspólnych zabaw, na koniec dnia mieliśmy już swój własny klan łowców demonów. Następnego dnia rano przed piątą rano obudziło mnie uderzanie czegoś w okno, była to moja piłka na dole stał Piotr. Zapytałem go czy wie która godzina, on skinął głową i powiedział że chce mi coś pokazać. Zeszedłem cicho do ogrodu żeby nie obudzić babci, Piotr stał z wózkiem jego babci jaki brała zawsze na targowisko, prosty wózek składający się z koszyka, dwóch rowerowych kół i rury. Miał w nim butelki po mleku, kamienie i dwie petardy własnej roboty o których mi opowiadał. Powiedział że znalazł wylęgarnie demonów, o której opowiedziała mu jego babcia. I że musimy iść tam z rana bo potem za dużo ludzi i zbyt niebezpiecznie, pomyślałem że zbyt wcześnie na zabawę, że babcia się obudzi i zobaczy że mnie nie ma i będę mieć kłopoty. Powiedziałem że kiedy indziej, Piotr tylko westchnął i poszedł powiedział że będzie popołudniu. Przybiłem mu piątkę z lekkim wyrazem grymasu sam ciągnął wózek, ja wróciłem do pokoju dalej spać. Obudziłem się i jak co rano, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie, udałem się z babcią na targ.
Wróciliśmy do domu z koszem pełnych owoców, znajomy sprzedał babci po tańszej cenie bo wybiera się na wakacje i chce wyprzedać towar. Po wypakowaniu zakupów i umyciu owoców, babcia zapytała mnie o Piotra. Pytała jak podoba mi się nowy kolega, jak spędza nam się wspólnie czas. Opowiedziałem babci że wszystko w porządku, że z Piotrem spędza mi się fajnie czas i że dziś pewnie też się pobawimy jak przyjdzie. Babcia powiedziała że po obiedzie da mi parę drobnych, oraz pozwoli z kolegą udać się do miasta żebym pograł trochę na automatach lub kupił słodycze. Mam tylko być uważny i pilnować się nawzajem z Piotrem, żeby nie przychodziły nam do głowy głupie pomysły. Obiecałem to babci i podziękowałem za zaufanie, że wszystko będzie dobrze i wrócę do domu o ustalonej porze. Zjadłem pyszne hamburgery z grilla i czekałem na Piotra w ogrodzie, trochę zacząłem się obawiać o niego. Chciałem już babci powiedzieć o porannych odwiedzinach Piotra, lecz wtedy otwarły się drzwi furtki i zobaczyłem rudowłosego kolegę. Powiedział że babcia dała mu drobne i że możemy udać się w miasto, odpowiedziałem że również dostałem parę monet i moja też się zgodziła. Zaproponowałem że najlepszym rozwiązaniem będzie przejechać się rowerami, on powiedział że lepiej udać się pieszo i musi mi coś pokazać. Zgodziłem się. W drodze zapytałem go o wylęgarnie demonów, odpowiedział że właśnie tam zmierzamy i chce mi ją pokazać. Trochę się zaniepokoiłem bo obiecałem babci że nie wpakuje się w żadne kłopoty, jednak Piotr nalegał że tylko zobaczymy i pójdziemy do miasta na lody i automaty. Szliśmy leśną dróżką wydeptaną przez ludzi, mijaliśmy schronisko oraz opuszczoną fabrykę zabawek która znajdowała się przed pożarem jaki ją spotkał. Piotr opowiadał jak próbował się do niej dostać, lecz stare zakładowe drzwi były nie do ruszenia a okna aż do pierwszego piętra zostały zamurowane. Oddaliśmy się od leśnej dróżki co trochę mnie zaniepokoiło, Piotr wytłumaczył że wylęgarnia leży na uboczy. Obeszliśmy geste krzaki i zobaczyłem stary nieczynny zajazd, pamiętam jak była organizowana tu stypa po moim dziadku. Ogromna sala restauracyjna i niewielki hotelik, gdzie spoczywali zmęczeniu podróżą turyści lub kierowcy ciężarówek. Zajazd od kilku lat był zamknięty przez wybudowane autostrady kilkanaście kilometrów dalej, a droga została zamknięta przez co zajazd przestał być opłacalny i popadł w ruinę. Piotr wytłumaczył mi że właśnie tam jest wylęgarnia, mówił że to nie zabawa czy wymysły. Jednak wiedziałem że to kolejna zabawa z naszej serii klan łowców demonów. Z pensjonatu zaczęły dochodzić trzaski i krzyki, Piotr powiedział że właśnie budzą się do życia i żebym dobrze schował się w krzakach. Ukryliśmy i dostrzegaliśmy okna starego hoteliku, gdy nagle jednym z nich ujrzałem postać z obandażowaną twarzą wydającą z siebie dziwne odgłosy. Twarz była zasłonięta brudnym bandażem z miejscowymi śladami krwi, przestraszyłem się i zacząłem uciekać ile sił w nogach do leśnej dróżki. Piotr biegł za mną mówiąc że nas zauważył i żebym biegł ile sił w nogach, biegłem nie patrząc na gęste krzaki, schronisko, odwróciłem się raz na jakiś czas czy jest ze mną Piotr. Dobiegliśmy do miasta, usiedliśmy w miejscowej lodziarni zamówiliśmy dwa małe pucharki lodów. Zdyszani schłodziliśmy się lodami w ciszy, żaden z nas przez kwadrans nie wydusił do siebie ani słowa. Gdy w końcu spytałem go co to było, odpowiedział że właśnie demony z którymi walczył dziś rano. Mówił mi żebym nie wspominał o tym babci bo tak mi nie uwierzy, że poślą nas do zakładu dla obłąkanych jak jego wujka Darka który słyszał głosy demonów. Że tacy ludzie jak my rodzą się z darem do obserwowania takich zjawisk, i że musimy z tym normalnie żyć jak dwunastoletni chłopcy i walczyć z nimi. Trudno mi było uwierzyć w to co mówi, brałem to trochę jak zabawę, trochę jak rzeczywistość. Po powrocie pogadałem trochę z babcią żeby nie zbudzać podejrzeń, położyłem się lecz nie spałem myślałem tylko o stworze w bandażach. Zaplątał mi strasznie umysł widokiem twarzy otulonej w bandaże przesiąknięte krwią. Pomyślałem że może mnie nawiedza, próbuje obezwładnić mój umysł. W końcu zasnąłem. lecz mój sen nie trwał zbyt długo, obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno.
Obudził mnie dźwięk uderzanej piłki o okno, spojrzałem w dół. Jak poprzedniego ranka był to Piotr, który miał swój wózek pełen szklanych butelek, słoików z jakimś płynem. Powiedział żebym schodził na dół, więc po cichu na paluszkach pokonywałem kolejne stopnie schodów żeby nie obudzić babci. Zapytałem się czy dziś też idzie w to ponure miejsce, odpowiedział że tak i potrzebuje mojej pomocy bo wózek jest ciężki i muszą go w dwóch ciągnąć. Tym razem się zgodziłem było na tyle wcześnie, dodatkowo moja babcia oglądała do późna TCM bo leciał maraton filmów z Bogartem. Mówiła nawet podczas naszej wieczornej pogawędki że pośpimy trochę dłużej, a jakbym wstał to mam ją obudzić lub posiedzieć w ogrodzie. Ubrałem się i wyruszyłem z Piotrem. Latarnie na ulicach jeszcze się paliły, na ulicach nie było żywej duszy. To dobrze nikt nie doniesie mojej babci że widział mnie w okolicy, nie chciałbym żeby było jej przykro lub straciła do mnie zaufanie. Piotr całą drogę się nie odzywał, ciągnął wózek patrząc do przodu. Zapytałem go co znajduje się w słoikach, odparł że jest to środek jaki jego babcia stosowała do usunięcia grzyba z piwnicy. Rozwodnił go pół na pół żeby nie budzić podejrzeń babci lub wujka, a to ma być tylko przed smak przed Armagedonem jaki im zgotujemy przed naszym wyjazdem. Jego głos był trochę dziwny, przerażał mnie bardziej niż wyprawa do miejsca którego zmierzaliśmy. Chciałem go spytać co planuje, lecz skończyła się ścieżka i zostały krzaki. Piotr powiedział że musimy ciągnąć zdecydowanie po nierównym terenie ale cicho żeby nas nie zauważył, od tego zależy czy nam się powiedzie czy nie. Dotarliśmy na miejsce naszej wędrówki, siedzieliśmy w krzakach bardziej gęstych niż ostatnio lecz bliżej okna. Bałem się lecz Piotr położył rękę na moim barku, uświadamiając mnie że robimy dobrze dla świata. Złapał za słoik z cieszą i rzucił go do środka, usłyszałem trzask rozwalającego się szkła słoika i krzyk. Powiedział że mam rzucać zanim się zorientują gdzie jesteśmy, złapałem za słoik i rzuciłem lecz nie trafiłem rozbił się u futrynę drzwi wejściowych. Następnym już nie spudłowałem, trafił idealnie do środka rozbijając się. Zaczęliśmy rzucać resztą zawartości wózka, z wnętrza dobiegały coraz większe krzyki i przekleństwa. Piotr złapał wózek i krzyknął chodu, zaczęliśmy uciekać w stronę starej fabryki. Zapytałem czemu nie kierujemy się w stronę dróżki, opowiedział że oni wiedzą że będziemy uciekać właśnie tam. Miał trochę racji z dróżki można szybko ewakuować się do miasta, do dzielnicy gdzie mieszkały nasze babcie jest jedna droga. Piotr podciągnął siatkę która ogradzała starą fabrykę, powiedział że mam przechodzić bo zna fajny skrót do nas. Przechodząc przez stary plac fabryki patrzeliśmy na boki, zegarek wskazywał że było koło ósmej. Martwiłem się że babcia dowie się o tym co robię, Piotr też nic nie mówił. Dotarliśmy pożegnałem się z Piotrem i otwarłem drzwi furtki, babcia stała w ogrodzie zdziwiona moim wejściem. Spytała gdzie byłem i dlaczego wyszedłem bez jej zgody, odpowiedziałem że byłem na chwile u Piotra. Babcia powiedziała że zawsze jak wychodzę to mam dać jej znać, zakomunikowała też że śniadanie na mnie czeka. Poszedłem zjadłem śniadanie i pomyślałem czy na pewno dobrze robię, czy na pewno to demony czy może moje fantazje. Może Piotr tak na mnie wpływa, zanim go nie spotkałem nie widziałem żadnych demonów. Coraz bardziej znajomość z Piotrem odbija się na mnie, resztę dnia chodziłem przygnębiony, smutny i zdołowany. Podczas obiadu babcia zapytała mnie czy wszystko w porządku, odpowiadałem jej że wszystko dobrze. Nie umiałem znaleźć wytłumaczenia co mnie martwi, sam bałem się powiedzieć prawdę. Babcia wyręczyła mnie mówiąc że pewnie tęsknie za rodzicami i domem, pokiwałem głową bo wydało mi się to najrozsądniejszym rozwiązaniem. Przekonywała mnie że mam się nie martwić, że ma dla mnie zajęcie w postaci uporządkowania piwnicy oraz porządków w ogrodzie. Czas szybciej będzie mi przemijał, i zrobię coś pożytecznego dla babci. Ja widziałem w tym też inny cel, oddalenie się od Piotra i tej całej wylęgarni.
Wieczorem gdy spotkałem się z Piotrem, powiedziałem mu że będziemy mniej się spotykać bo muszę pomóc babci. Dziwnym wyrazem twarzy odpowiedział że w porządku, po chwili jego twarz zrobiła się jeszcze bardziej dziwna. Spojrzał na mnie spod byka w złości, ale cichej i opanowanej powiedział że od tego nie ucieknę. Chciał mnie przekonać że to dopiero się zaczęło, że rozpętaliśmy to piekło i sam nie da rady. Po czym zaczął nazywać mnie tchórzem i nieudacznikiem, i innych obrażających mnie wyzwisk. Odwróciłem się i odszedłem od niego, emanował gniewem grożąc mi że tego pożałuje. Dni wakacji mijały jeden za drugim, przez dzień nie myślałem o tym co spotkało mnie za starą fabryką. Wspomnienia jednak wracały nocą, w snach spotykałem postać która miała owiniętą twarz w bandaże. Z Piotrem kontakt ograniczył się do przywitania i pożegnania, był bardzo zły na mnie. Jednak poczułem małą ulgę gdy się od niego odseparowałem, wylęgarnia demonów była zamkniętym tematem. Podczas porządków w piwnicy znalazłem stary album z fotografiami, obtarłem go z kurzu i postanowiłem że dam babci niespodziankę. Dochodziła już pora obiadu, w piwnicy pozostało mi tylko umyć podłogę. Wychodząc z niej spotkałem Piotra stojącego przed klapą, zapytałem się co tu robi. Piotr powiedział że chce się pogodzić, że powiedział parę słów za dużo i mu przykro. Wyciągnął rękę na zgodę, przyjąłem w końcu każdy popełnia błędy. Zaproponował popołudniowe wyjście do miasta na automaty, że ostatnie dni chciałby spędzić w czyimś towarzystwie. Powiedziałem mu że zapytam babci, i tak uczyniłem zajadając się kurczakiem z frytkami. Babcia się ucieszyła że się pogodziliśmy, zostawiła mi na stoliku parę drobniaków. Po czym usiadła w ogrodzie na swoim leżaku, zagłębiając się w romansidła z miejscowej biblioteki. Piotr stał przed swoim domem, miał swój czerwony plecak z motywami superbohaterów. Spytałem go po co mu plecak, odpowiedział że ma zamiar kupić sobie trochę słodyczy i popcornu. Dziś wieczorem do późnej nocy był w telewizji maraton z horrorami, na który babcia mu pozwoliła. Powędrowaliśmy w stronę miasta, o dziwo nie skręciliśmy w leśną dróżkę na skróty. Spytałem czemu nie wybrał drogi przez starą fabrykę, odpowiedział że nie chce kusić losu. Wiedziałem że chodziło mu o wylęgarnie demonów, dziwiło mnie że nic na ten temat nie wspomina. W salonie gier Piotr był dziwnie spokojny, nie chciał grać w naszą ulubioną bijatykę. Piotr większość czasu spędził na symulatorze motorów, powiedział że idzie kupić słodycze i znikł. Byłem zbyt wciągnięty walka z ostatnim bossem, że nawet nie usłyszałem jak do mnie to mówi. Gdy się zorientowałem go już w salonie nie było, wybiegłem na ulicę. Wychodził z sklepu budowlanego, zapytałem go co tam kupował. Odpowiedział że babcia poprosiła go o zakup środka na krety, zniszczyły jej cały ogródek małe szkodniki. Na koniec odwiedziliśmy sklep którym zakupiliśmy napoje, słodycze i inne przekąski. Gdy Piotr pakował rzeczy do plecaka zauważyłem dziwną butelkę, która znajdowała się na dnie plecaka. W drodze do domu bardziej się rozgadał, wiedziałem że zmierza do jednego tematu. Zapytałem w prost czy chce odwiedzić wylęgarnie demonów, powiedział że chce to uczynić rankiem ostatni raz. Potem rozjedziemy się do domów, i zapomnimy o tym jakby to był sen. Z jednej strony wiedziałem że to złe, z drugiej chciałem zamknąć ten rozdział. Pomyślałem że ostatnia wyprawa utwierdzi mnie w przekonaniu, że człowiek w bandażach to wymysł mojej wyobraźni przez co łatwiej będzie mi zapomnieć. Zaproponował żebym przyszedł do niego na noc, powiem babci że znajduje się u niego i oglądamy horrory będzie dobrą wymówką. Zgodziłem się. Po powrocie zapytałem babci o seans u Piotra, odpowiedziała że spyta się jego babci czy na to przystaje. Po krótkiej rozmowie telefonicznej, powiedziała że naszykuje mi parę smakołyków.
Była godzina koło dwudziestej, pożegnałem się z babcią i przeszedłem do Piotra. Usiedliśmy w dużym pokoju naprzeciwko wielkiego telewizora, poprzynosił miseczki do których wsypywaliśmy zawartość różnych przekąsek. Duże prawie litrowe kubki leżały na tacy, takie zabezpieczenie przed wylaniem na dywan. Babcia Piotra przesiedziała z nami do połowy pierwszego filmu, potem tabletki nasenne jakie brała dawały znać. Wychodząc powiedziała że mamy nie siedzieć zbyt długo, oraz że mamy być grzeczni i nie wpadać na głupie pomysły. Po zatrzaśnięcie się jej pokoju na górze, Piotr powiedział że musimy jeszcze posiedzieć pół godziny. Po tym czasie będzie spała jak zabita, a my będziemy mogli się przygotować do podróży naszego życia. Minęło pół godziny, Paweł wyłączył telewizor i powiedział że idziemy do piwnicy. Zeszliśmy po ciemnych schodach w dół od strony podwórka, na dole Piotr podszedł do płachty pod którą znajdował się stary samochód wujka. Pociągnął ją i otworzył bagażnik, w którym znajdował się arsenał na wyprawę. W skład wchodziło pięć słoików z benzyną, dwie z rozwodnioną trudną na krety i szczury, butelka zakupiona w sklepie z oderwaną naklejką, noga od starego stołu nabita gwoździami, zapałki, stare szmaty oraz stary metalowy krzyż. Spakowaliśmy wszystko na wózek, popatrzyliśmy na siebie i ruszyliśmy w drogę. Byliśmy już przy starej fabryce, Piotr powiedział że przy tak zakrojonej akcji musimy mieć jakaś bazę. Zanim ruszymy musimy mieć miejsce, do którego będziemy kierować się w razie pościgu lub otoczenia. Tak na wszelki wypadek bo pewnie oczekują nas dopiero nad ranę, nie spodziewają się nocnego ataku. Piotr uniósł drut od strony ogromnych krzaków, przecięcie go w takim miejscu zajęło mu kilka dni. Po przejściu odsłonił starą deskę która prowadziła w dół, zakomunikował że musimy szybko wchodzić i zakrywać miejsce ucieczki. Prowadził mnie w dół, do jakiegoś pomieszczania w starej fabryce. Znajdowały się tam ukryte przez niego bandaże, zgrzewka wody oraz duża ilość słodyczy. Na wypadek jak mieliśmy przesiedzieć tutaj kilkanaście godzin, w starej szafie znajdowały się również petardy jego produkcji oraz dwie siekiery. Siekiery znalazł przeczesując fabrykę, znajdowały się w pomieszczeniu socjalnym. Spojrzał na mnie i zapytał czy jestem gotowy, odpowiedziałem czym szybciej to się skończy tym lepiej. Wyszliśmy na zewnątrz, złapałem wózek z krzaków. Chwilę myśleliśmy z której strony podejść, powiedzieliśmy że z takim arsenałem zaatakujemy od środka. Piotr szedł z przodu, w jednej ręce trzymając nogę od stołu, w drugiej słoik z benzyną. Ja z tyłu ciągnąłem wózek zresztą amunicji, niespokojnie odwracając się do tyłu. Byliśmy już przy starym hoteliku, metalowe drzwi dzieliły nad od środka. Piotr pewnym szarpnięciem otworzył drzwi, po czym skłonem głowy pokazał że wchodzimy. W środku śmierdziało tak bardzo, że o mało nie zwymiotowałem. Piotr ciągle pryskał żebym się uspokoił, bo robię za dużo hałasu. Smród, śmieci, resztki jedzenia, krew i resztki zwierząt oraz odchody dawały poczucie przerażenia i bezsilności. W środku dużego pokoju znajdował się ogromny materac, na nim leżała wyziębnięta, brudna, cuchnąca i odrażająca starsza osoba. Piotr powiedział że to demon, ja wiedziałem że to osoba bezdomna. Powiedziałem że to tylko bezdomni tutaj mieszkają, i lepiej jak z stąd pójdziemy. Przyznał mi racje i powiedział żebym kierował się do wyjścia, nic tu po nas. Wyszedłem z tego pokoju i kierowałem się w stronę wyjścia, po chwili spostrzegłem że Piotr nie wyszedł. Zostawiłem wózek i wróciłem do środka, Piotr okładał bezdomną staruszkę kijem po głowie, gwoździe wbijały jej się w twarz. Zamurowało mnie, podbiegłem i szarpnąłem go krzycząc co wyprawia. Kazał mi się zamknąć, powiedział że to właśnie wypędzanie i zanim odkryją zwłoki nas już nie będzie. Uderzyłem go z całej siły w twarz, lecz za słaby byłem żeby zrobić na nim jakieś wrażenie. Uśmiechnął się, wylewając zawartość benzyny na zwłoki i podpalając. Zaszokowany zacząłem uciekać w stronę drzwi, Piotr biegł za mną. Otwarłem drzwi i poczułem uderzenie, przewróciłem się myśląc że Piotr chce mnie zabić. Lecz to było coś gorszego, twarz napastnika była cała w bandażach. Powiedział że co im zrobiliśmy że go okaleczyliśmy słoikami z żrącymi środkami, i teraz podpaliliśmy pomieszczenie gdzie śpi jego żona. Po chwili oczy napastnika stały się puste, ręce osłabły a ciało upadło na bok. Piotr zadał mu śmiertelną raną wbijając kij z gwoździami w potylice, potem mi podziękujesz powiedział. Musieliśmy się pozbyć ciała, więc zawlekliśmy do pokoju gdzie płonęło już jedno. I rzuciliśmy ważącego około 70 kg mężczyznę, i obserwowaliśmy jak ciało staje w płomieniach. Dla podsycenia płomienia rzucaliśmy w ognisko słoiki z benzyną, przez chwile łzy w moich oczach prawie zaczęły się wylewać. Piotr złapał mnie za ramie i spokojnym głosem, oznajmił że musieliśmy tak postąpić. Po chwili ogień chwycił się stropu, zaraz ogień zacznie się bardziej rozpowszechniać i obejmie cały budynek. Wtedy ktoś zaalarmuje straż i nie wytłumaczymy się dlaczego przebywamy o tej porze, wychodząc usłyszeliśmy krzyki wypowiadające imię Horst i zapytanie co się tam dzieje. Piotr powiedział że musimy się czym szybciej wymknąć do domu, tłumacząc że jakby policja pytała to nic nie wiemy. Ślady znajdujące się w starej fabryce, są jakby co z zabaw jakie prowadziliśmy w poprzednim tygodniu. Idąc do domu ciągnąc za sobą stary wózek, przy wyjściu z lasu już było widać jasny błysk palącego się zajazdu. Gdy byliśmy już w domu babci Piotra dobiegała już północ, przysięgliśmy sobie że to co nas spotkało zostanie między nami. Że nie możemy mówić tego nawet naszym znajomym jak przyjedziemy, powiedział że jak się wyda zamkną nas w więzieniu i już nigdy z niego nie wyjdziemy. Piotr jakby nic się nie stało złapał miskę chipsów, włączył tv i oglądał. Mnie ciągle przechodziły koszmarne myśli, wizji spędzenia kilku lat w więzieniu. Uważałem Piotra za człowieka obdartego z uczuć, ale sam nie byłem lepszy. Nie martwiłem się o tych pokrzywdzonych ludzi, lecz co może spotkać mnie. Zasnąłem na dywanie obudziłem się rano przez babcie Piotra, która poinformowała nas o ogromnym pożarze w lesie. Pożar objął cały zajazd, fabrykę i sporą część lasu, popołudniu miejscowa policja i straż mają wydać oświadczenie w tej sprawie. Cały dzień chodziłem struty, babcia myślała że to pewnie bez zarwaną noc. Przyrządziła kurczaka z frytkami, mówiąc że to mój ostatni. Przeraziłem się, trochę bladnąc oraz wyjękując dlaczego ostatni. Opowiedziała z uśmiechem na ustach, że jutro przyjadą po mnie rodzice bo ojciec musi wrócić do pracy trochę wcześniej. Pukanie do drzwi rozległo się po całym domu, strach że policja już wie. Zbiegłem szybko na dół otwierając drzwi, stał w nich Piotr. Przyszedł się pożegnać, oraz przypomnieć o obietnicy jaką złożyliśmy. Pogroził również w łagodnych słowach, że nie był sam i wszystko będzie na nas dwóch jakby co. Podałem mu rękę, choć wolałem mu nią przyłożyć w twarz. Zamknąłem drzwi wróciłem do babci, zjadłem obiad i powiedziałem że udam się do pokoju się zdrzemnąć. Nie spałem, męczyły mnie wizje palących się zwłok, oraz uchodzącego życia z osobnika w bandażach. Obudziłem się późnym popołudniem, przyszedłem do kuchni po szklankę czegoś do picia. Babcia słuchała uważnie radia o przyczynach pożaru, powiedziała że przyczyną byli bezdomni zamieszkujący zajazd. Z śledztwa wynika że rozpalili ognisko w środku, a potem usnęli a płomień objął wszystko wkoło. Do wieczora grałem z babcią w ogródku w karty, podsumowując wakacje spędzone u niej. Obiecała mi że na święta przyjedzie, zrobi pyszną pieczeń z śliwkami i rolady. Gdy już zrobiło się ciemno, wróciliśmy do środka. Komary nie dawały życia w tak późnych porach, umyłem się i położyłem się w łóżku. Rano obudził mnie ojciec wchodzący do pokoju, pytając się jak minęły wakacje i czy tęskniłem. Przywiózł mi pistolet na śruty, od razu informując że tylko do zabaw pod jego nadzorem. Powiedział że zjemy obiad, wypiją kawę, posiedzą chwile z babcią i wyjeżdżamy. Przypomniało mi się o albumie który znalazłem w piwnicy, który na pewno uszczęśliwi babcie. Pobiegłem do piwnicy i złapałem za niego, ponownie rękawem obtarłem kurz na nim. Lecz dam dopiero po obiedzie, przeglądniemy wspólnie w salonie. Pewnie będzie masa niesamowitych opowieści, które przyćmią to co dzieje się w mojej głowie. Po obiedzie siedzieliśmy w salonie, rodzice pili kawę jedząc ciasto, ja zajadałem się lodami. Opowiadali o wakacjach które spędzili wspólnie, babcia znowu mówiła że byłem bardzo grzeczny, bawiłem się w wnukiem sąsiadki. Po skończonych lodach zaniosłem pucharek do kuchni, wróciłem z albumem mówiąc babci że znalazłem go w piwnicy. Babcia uśmiechnęła się, rodzice trochę zmarkotnieli. Babcia otworzyła album wyjaśniając, każde zdjęcie po kolei, po chwili powiedziała że tutaj mój tata i mój wujek jak grają w piłkarzyki na wakacjach w Bułgarii. Zapytałem o jakiego wujka chodzi, przecież tata nie ma brata. Tata powiedział że długa historia i za młody jestem, babcia wtrąciła się że odpowiedni wiek i żebym się w końcu dowiedział. Mój tata miał brata, byli jak dwie krople wody, zawsze nierozłączni. Gdy tata poznał mamę kontakt z bratem się urwał, ten mieszkał u babci i nie chciał się usamodzielniać mimo dorosłego wieku. Pewnego wieczora wyszedł z domu i nigdy już nie wrócił, minęło już dwanaście lat. Policja sprawę zamknęła z poszlak wynikało, że wyjechał do Niemiec Zachodnich. Tata powiedział że z niemieckim imieniem pewnie łatwo było mu się tak zaaklimatyzować, babcia wtrąciła że nie wiadomo czy tam przebywa. Powiedziała również że boli ją jako matkę, że musi się z tym zmagać co noc. Powiedziała również że drzwi nigdy nie będą zamknięte, dla Horsta.
Adam Dyskowiak 04-12-2014
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania