Zabójcza intryga - Prolog

,,Kolejna zdrada, kolejny nóż w plecy, kolejna śmierć''. Te słowa przez cały czas słyszałam w swojej głowie, idąc cicho przez las. Ukrywałam się między drzewami, przechodząc z jednego cienia do drugiego.

 

Miałam za zadanie zabić jednego z naszych dawnych towarzyszy. Według informacji dostarczonych mi przez samego dowódcę Gildii, zdrajca podobno zamieszkiwał chatkę w pobliskim lesie. Ciekawiło mnie kim była ta osoba, ale nie byłam,aż tak odważna, żeby pytać się o takie rzeczy. Szef zabójców był okrutny i nie wiedział co to litość. Kiedy ktoś otrzymywał od niego zadanie, musiał je wypełnić, inaczej rzadko wychodził o własnych siłach po zameldowaniu porażki.

 

Rozmyślając, w końcu doszłam do jakiejś chatki. Podeszłam bliżej, chowając się w krzakach i przyjrzałam się otoczeniu. Chata była zaniedbana, z mnóstwem powyrywanych desek. Wyglądała na całkowicie opuszczoną. Nie dostrzegłam również żadnego ruchu wokół domku. To natomiast mi się nie spodobało. Panowała całkowita cisza, żadnego wiatru, żadnego pohukiwania sów. Postanowiłam w końcu ruszyć się i zbadać tą chatkę.

 

Nagle poczułam dłoń zaciśniętą na moich ustach. Błyskawicznie chwyciłam sztylet i zamachnęłam się na napastnika. Uskoczył, wyciągając nóż.

 

- Nie chce Ci zrobić krzywdy. Rzuć broń!

 

- Ahaa... Kusząca propozycja, ale podziękuję.

 

Natarłam na niego z zamiarem zabicia. Cięłam w okolicy żeber. Postać zrobiła unik i chwyciła moją dłoń. Poczułam ostry ból w prawym nadgarstku. Sztylet wypadł mi z ręki. ,,Wykręcona dłoń to nie jest najmilsze uczucie na świecie'' - pomyślałam.

 

Kopnęłam go w kolano i wymierzyłam lewego sierpowego. Pięść przecięła powietrze. Po chwili poczułam silne uderzenie w żebra. Zgięłam się wpół, tracąc oddech. Następnie dostałam z prawego, prostego w twarz.

 

Napastnik puścił moją dłoń, a ja ciężko upadłam na ziemię, czując krew lecącą z nosa. Zbir przygwoździł mnie do podłoża, przystawiając sztylet do gardła.

 

- Mogliśmy to zrobić po dobroci, bez walki. Widzę jednak, że preferujesz drugą opcję.

 

- Czego chcesz?!

 

- Rozmowy, ale najpierw... - odsunął sztylet od gardła i uderzył mnie rękojeścią w głowę. Ostatnie co poczułam to przenikliwy ból, a później pochłonęła mnie ciemność.

Średnia ocena: 2.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • elenawest 01.02.2016
    Lecimy z błędami.
    "Kolejna zdrada, kolejny nóż w plecy, kolejna śmierć. Te słowa przez cały czas słyszałam w swojej głowie(,) idąc cicho przez las. Ukrywałam się między drzewami, przechodząc z jednego cienia do drugiego.

    Miałam za zadanie zabić jednego z naszych dawnych towarzyszy. Według informacji dostarczonych mi przez samego dowódcę Gildii,(spacja)zdrajca podobno zamieszkiwał chatkę w pobliskim lesie. Ciekawiło mnie kim była ta osoba, ale nie byłam,(bez spacji) aż tak odważna, żeby pytać się o takie rzeczy. Szef zabójców był okrutny i nie wiedział co to litość. Kiedy ktoś otrzymywał od niego zadanie(,) musiał je wypełnić, inaczej rzadko wychodził o własnych siłach po zameldowaniu porażki. Byłam,(bez spacji) więc pod ogromną presją.

    Rozmyślając(,) w końcu doszłam do jakiejś chatki. Podeszłam bliżej, chowając się w krzakach i przyjrzałam się otoczeniu. Chata była zaniedbana(,) z mnóstwem powyrywanych desek. Wyglądała na całkowicie opuszczoną. Nie dostrzegłam również żadnego ruchu wokół domku. To natomiast mi się nie spodobało. Panowała całkowita cisza, żadnego wiatru, żadnego pohukiwania sów. Postanowiłam w końcu ruszyć się i zbadać tą chatkę.

    Nagle poczułam dłoń zaciśniętą na moich ustach. Już miałam wyciągać sztylet, ale napastnik był o wiele szybszy ode mnie. Obrócił mnie twarzą do siebie i zanim dojrzałam kto to(,) dostałam z prawego sierpowego. Upadłam na ziemię lekko oszołomiona. Z nosa poleciała krew. Chciałam znowu wstać, ale zanim udało mi się to zrobić(,) postać usiadła na mnie i przystawiła sztylet do gardła. Nie dość, że udało się temu gościowi tak łatwo mnie podejść i zbić(,) to jeszcze trzymał mi przy gardle mój sztylet. Kipiałam z gniewu oraz przerażenia. Nie mogłam wykonać żadnego ruchu, byłam przygwożdżona do podłoża. Spojrzałam na tego człowieka. Cały był ubrany na czarno, a na twarzy miał maskę, oczywiście również czarną.

    - Czekałem na ciebie. Myślałem, że już nie przyjdziesz. Porozmawiamy sobie, bardzo szczerze.

    Po tych słowach odsunął sztylet od gardła i uderzył mnie z całej siły rękojeścią w głowę. Ostatnie co poczułam(,) to ostry ból. Później ogarnęła mnie ciemność."

    Trochę błędów jest, głównie interpunkcyjnych. Co do samego tekstu, to w ogóle mnie nie porwał. Wydawał się taki suchy, emocji było zdecydowanie za mało, akcji też nawet biorąc pod uwagę, że to prolog. Zostawiam słabiutkie 3
  • Broman1206 01.02.2016
    Dziękuję, że ktoś mi przynajmniej pokazuje błędy. Na przyszłość będę starała się zwracać bardziej uwagę. Co do tekstu, postaram się, żeby nie był taki suchy. :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania