Zabójcza intryga - Rozdział 2
Lodowaty śmiech wypełnił pomieszczenie. Czarne oczy Dowódcy wpatrywały się we mnie.
- Poznałaś swojego brata, prawda? Wielka szkoda, że będzie musiał umrzeć na twoich oczach.
- On... On t-tego nie z-zrobił. - usłyszałam swój głos i wymierzyłam sobie mentalnego kopniaka. Kolejny zimny śmiech.
- Tak myślisz? Cóż, mam nagranie potwierdzające, że to twój brat. Chyba, że się pomyliłem, hmm...?
Zaschło mi w ustach. Spojrzałam na Danny'ego. Wiedziałam, że był przerażony, ale jego spojrzenie jednoznacznie informowało mnie, że mam się nie wtrącać. Zacisnęłam pięści i spuściłam głowę.
- Tak myślałem. - głos Dowódcy stał się oschły. Powoli stanął przed Danielem, podniósł zaciśniętą pięść i uderzył. Szef wymierzał ciosy w twarz oraz żebra. Z trudem na to patrzyłam, a to była dopiero pierwsza część egzekucji. Po około 10 minutach Dowódca odsunął się i przyglądał swojemu ,,dziełu''. Daniel ciężko oddychał, ale był przytomny. Został dosłownie zmasakrowany, a podejrzewałam, że jego żebra nie były w lepszym stanie.
- Jakieś ostatnie życzenia, zdrajco?
Danny zdołał się uśmiechnąć i plunął w twarz Dowódcy krwią.
- Obyś zgnił w piekle, Blaze.
Po raz pierwszy usłyszałam imię Szefa. Spojrzałam na niego. Jego twarz, wyrażała jedynie furia. Ewidentnie nie chciał, by ktokolwiek znał jego prawdziwe imię. Wziął jeden ze swoich sztyletów i przyłożył go do dłoni Daniela. Uśmiechnął się do niego i patrząc mu prosto w oczy bez żadnej litości, odciął mu palec.
Krzyk mojego brata wypełnił pomieszczenie. Zacisnęłam mocniej pięści. Dowódca odcinał kolejne palce, a mój brat krzyczał próbując się wyrwać. Nie wytrzymałam, rzuciłam się na oprawcę Daniela.
- Sam, nie! - Ben próbował mnie powstrzymać, ale wyrwałam mu się.
Dowódca usłyszał krzyk i błyskawicznie się odwrócił. Poczułam ostry ból i krew spływającą po policzku. Jęknęłam i upadłam na podłogę. Zanim zdążyłam wstać, mocna dłoń zacisnęła się na moim gardle i uniosła ku górze. Spojrzałam na Szefa z wściekłością.
- No proszę, proszę! Chcesz ratować swojego brata? Możesz zająć jego miejsce albo...Najpierw go zabije i każe Ci patrzeć do końca. Później zajmę się twoim przyjacielem, a na końcu tobą. Więc jak, Sam? Będziesz grzecznie patrzeć czy chcesz umrzeć jak twój brat?
Zrobiłam się biała jak kreda. Jego dłoń mocniej zacisnęła się na mojej szyi. Zaczęłam się powoli dusić.
- Będę... G-grzeczna - wychrypiałam.
Puścił mnie, a ja boleśnie upadłam na ziemię. Zanim cokolwiek udało mi się zrobić jego dłoń chwyciła mój podbródek i uniosła głowę ku górze. Twarz Dowódcy była kilka milimetrów od mojej.
- Jeżeli jeszcze raz mi przeszkodzisz to pożałujesz, że żyjesz - syknął.
Nie wiem czy to w ogóle było możliwe, ale miałam wrażenie, że zbladłam jeszcze bardziej. Szef wpatrywał się we mnie jeszcze chwilę, po czym puścił. Ben pomógł mi wstać i stanął obok mnie trzymając mocno za ramię.
Blaze naciął kawałek skóry Daniela, po czym chwycił i zaczął rwać. Mój brat krzyczał, dopóki nie stracił głosu. Po godzinie Danny był martwy, a efekt był makabryczny. Inaczej nie dało się tego opisać. Szef obdarł go przecież żywcem ze skóry.
Dowódca odwrócił się i spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
- Możecie odejść. - głos mojego mistrza był obojętny.
Czym prędzej wyszłam nie odwracając się za siebie. Słyszałam tylko kroki Bena za sobą.
Wyszłam z bazy Gildii i szłam przed siebie. W pewnym momencie czarnowłosy chwycił mnie za ramię i przyciągnął do siebie. Osunęłam się na kolana i wybuchłam płaczem. Byłam wdzięczna swojemu przyjacielowi za to, że nie mówił, że wszystko będzie dobrze lub jest mu przykro. Był zabójcą, wiedział, że takie słowa nie pomagają, tylko pogarszają sprawę.
Po kilku minutach uspokoiłam się na tyle, że byłam zdolna chodzić. Ben pomógł mi wstać i zaproponował, że zaprowadzi mnie do domu i przygotuje kolację. Zgodziłam się bez większego entuzjazmu. Poszliśmy w stronę centrum, a po 20 minutach marszu weszliśmy do mieszkania.
- Może pójdziesz się ogarnąć, a ja w tym czasie coś ugotuję?
- Jak tak bardzo chcesz, to pójdę.
- No to ruszaj się, mam Ci wysłać specjalne zaproszenie?
- Ehh... Dobra, już idę. Nie musisz się tak rzucać.
- Ja się wcale nie...
- Oszczędź sobie - powiedziałam dobitnie. Nie miałam ochoty na rozpoczynanie bezcelowych sprzeczek.
Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i przebrałam w luźniejsze ciuchy. Opatrzyłam również swoją ranę na policzku. Zwykłe rozcięcie, nic groźnego, ale na wszelki wypadek, obmyłam ją.
Wyszłam z łazienki i weszłam do jadalni. Moim oczom ukazał się niezgorszy widok.
Stół pokryty był białym obrusem, a na nim stały czerwone świece oraz kieliszki wypełnione... Uśmiechnęłam się. Ben i jego poczucie humoru. Kieliszki wypełnione były sokiem jabłkowym niczym białe wino. Na talerzach znajdował się złocisty kurczak oraz porcja warzyw. Wszystko wyglądało i pachniało wybornie.
Ben wybiegł z kuchni mając na sobie różowy fartuszek z napisem ,, I love ponies''. Parsknęłam śmiechem.
- Podejrzewam, że twój autorytet może mocno ucierpieć.
Spojrzał w dół na swój ubiór i wykonał pozę modela.
- I jak myślisz? Nadawałbym się na modela?
- Ee... Taaak... Oczywiście.
Wymieniliśmy spojrzenia i wybuchnęliśmy śmiechem. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Musiałam stwierdzić, że gotował lepiej niż mogłabym sobie wyobrażać. Rozmawialiśmy o wszystkim, ale unikaliśmy tematu Danny'ego jak ognia.
W pewnym momencie zapadła cisza, a Ben przysunął się do mnie bliżej i pocałował. Byłam zdziwiona, ale odwzajemniłam pocałunek. Lekko się odsunął, oparł swoje czoło o moje i powiedział cicho:
- Kocham Cię, Sam. Nie pozwolę, aby ktoś Cię skrzywił ponownie w taki sposób. Obiecuję!
Spojrzałam mu w oczy. Byłam już uczennicą zabójcy 2 lata,więc potrafiłam czytać mowę ciała. Mówił prawdę, naprawdę zrobi wszystko, aby mnie chronić. Uśmiechnęłam się i szepnęłam.
- Ja też Cię kocham, Ben. Dziękuję za wszystko - nasze usta złączyły się ponownie w pocałunku.
Komentarze (3)
Co część to coraz bardziej obniżasz poziom... Sory, ale 1
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania