Zabójstwo

Zabiłem cię przyjacielu...

Lecz nie była to ma wina!

Winić będę brak lampek do wina.

Kuriera, który zostawiał w skrzynce same awiza.

Sąsiada co brzuchem o drzwi z rana się ocierał.

Lokal z kebabem co przed mym głodem się zamykał.

Dziewczynę, która kosza dała przy klasie.

Dzieciaka który powtórzył żart głośniej.

I tych nieznośnych którzy dopiero po echu się zasmiali.

Tubkę od pasty która pusta stała przed randką.

Wagę która zacięła się na stu gdy chciałem wsypać sto dwadzieścia mąki.

Światła czerwone gdy chciałem przebiec przez tę głupią drogę.

Polonistkę, która kazała znać syzyfowe prace od belki.

Dzieci które po rozwodzie nie powiedziały mi dzięki.

Winię kwiaty którę zwiędły w doniczce.

Zwiędniesz i ty zanim do stu policzę!

 

Drogi przyjacielu leżę w mej krwi.

Zimne twe dłonie, a i tak swym ciałem cię obronię!

Napisałbym list, że intencje nie były wrogie.

Wybaczyłem ci, gdy płakałeś za kobietą w urodziny moje.

Twoje ciało spoczęło wtedy na kanapie mojej.

Zapomniałem, gdy sprzedałeś obrazy po babulce.

Gdy gadałeś za plecami, by przypodobać się Julce.

Wybaczyłem, że przystawiałeś się do żony.

Kiedyś spotkamy się i opatrzę twe rany.

Rozgrzeszę duszę!

Odpływam powoli słysząc kroki.

Proszę uciekaj! Wiej! W nogi!

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania