Coś się kończy, coś zaczyna

- To będzie kosztować cztery korony – powiedział przewoźnik do zakapturzonego mężczyzny.

Przybysz włożył w otwartą dłoń zapłatę.

Obaj wsiedli w łodzi, po czym przewoźnik odbił wiosłem od pomostu. Zgodnie z umową podał nieznajomemu pęto kiełbasy z kawałkiem chleba.

Płynęli w ciszy przez rzekę spowitą poranną mgłą, tak gęstą, że po krótkiej chwili nie było już widać pomostu, ani pochodni przytwierdzonej na jego krańcu. Tylko doświadczony przewoźnik wiedział jak płynąć w odpowiednim kierunku. Pęto kiełbasy oraz chleb szybko znikały w ustach wygłodniałego skulonego z zimna mężczyzny. Upłynęło dużo czasu gdy mgła opadła i można było rozejrzeć się po rzece. Była tak szeroka, że drzewa na lądzie ledwo było widać.

Z nadzieją wpatrywał się w zachodni brzeg, który oznaczał dla niego wolność. Ledwo zdołał uciec, zmylając prześladowców, co pozwoliło mu dotrzeć do rzeki, która stanowiła jednocześnie granice między dwoma królestwami.

W południe przybili do zachodniego brzegu. Pożegnali się po czym przewoźnik odpływając krzyknął jeszcze;

- Nigdy się nie spotkaliśmy – po czym mocno szarpnął wiosłami odpływając szybko.

Mężczyzna przytroczył swój miecz do pasa i ruszył przed siebie w głąb lasu.

Pod wieczór dotarł do osady ogrodzonej palisadą. Wrota były zamknięte. Strażnicy z baszty kazali czekać do rana.

Spędził noc nieopodal palisady ogrzewając się przy ognisku, owinąwszy szczelnie płaszczem całe ciało. Kilka razy przysnął. We śnie był jeszcze młody, nie cierpiał głodu ani braku pieniędzy. Gdy się przebudzał, wsadzał rękę pod płaszcz chwytając medalion w nadziei, że żmija zacznie drgać. Jednak medalion już od wielu lat był zimny i nieruchomy jak śmierć. Potwory były już przeszłością, ludzie nauczyli się jak z nimi walczyć. Wytępili je wszystkie do nogi a duchy, upiory i zjawy skryły się w ludzkich snach, głowach i lękach z czasem nazywane zabobonami. Nie było już zleceń dla wiedźminów, tym samym stali się bezużyteczni. Wspomniał swojego mentora, nauczyciela, trenera… przyjaciela, który opowiadał wiele razy o Białym Wilku, niegdyś żywą legendę. Razem bronili Kaer Morhen. Był jednym z najlepszych szermierzy, mistrzem miecza. Opowiadał mu nie tylko o Białym Wilku, ale też o jego bliskich. Jego mentor jednak, nie żył już od kilku dekad. Był już starym wiedźminem, kiedy przemierzał szlak, nie był już tak szybki jak kiedyś. Zginął dobrą wiedźmińską śmiercią, broniąc podróżną rodzinę przed Mantikorą. Wspominał dokładając do ogniska, jak kiedyś jeżdżąc od jednej wiedźmińskiej warowni do kolejnej, szukając śladów, odpowiedzi, gdzie może znaleźć innych wiedźminów. Spotkał za to Regisa, który powiedział mu, że jest ostatnim żyjącym wiedźminem. Więcej nie spotkał już Regisa, po którym, też ślad zaginął. Potem przestał już szukać. Błąkał się od wsi do wsi, szukając jakichkolwiek zleceń. Dawniej zlecano mu wybicie watahy wilków w okolicznym lesie za kilka koron, jednak później już nawet wilków zabrakło. Ludzie zaczęli polować na nie, podobnie jak na dziki, niedźwiedzie i inne drapieżniki.

Z czasem z braku pieniędzy, zaczął najmować się jako płatny zabójca. Przez kilka lat żył z takich zleceń, jednak w końcu zaczęło pojawiać się coraz więcej listów gończych z jego wizerunkiem i obietnicą pokaźnej nagrody.

Pogrążony we wspomnieniach w końcu usnął kładąc się przy samym ognisku.

 

***

 

Obudził się w zimnym lochu na ziemi wyłożonej słomą, z potwornym bólem głowy. Przez mgłę pamiętał tylko, jak próbował się uwolnić, z zarzuconej na niego sieci, jakieś opary uniemożliwiały mu otworzyć oczy, dusiły, wypalały od środka gardło. Potem poczuł ból od uderzenia w głowę i stracił przytomność.

 

Jeszcze tego samego dnia wywlekli go zakutego w łańcuchy na nadgarstkach i kostkach z lochu i wyprowadzili na plac pełen ludzi. Niektórzy patrzyli na niego ze zdziwieniem i przerażeniem w oczach, inni śmiali się i szydzili. Idąc w kierunku podwyższenia na którym siedzieli władcy tej osady, zobaczył znajomą postać, śmiejącą się szeroko i wznoszącą wysoko pokaźny, ciężki mieszek z pieniędzmi. Był to przewoźnik, który przewiózł go łodzią na zachodni brzeg.

 

Sąd uznał, że jest poszukiwanym wiedźminem, po medalionie i podobiźnie na listach gończych. Na razie zostanie umieszczony w lochu do czasu aż nie zbudują szafotu.

 

- Jakie jest twoje ostatnie życzenie? - spytał sędzia.

Wiedźmin spojrzał się po tłumie, który na chwile zamilkł.

- Chce zostawić po sobie spisaną historię – powiedział oschle.

 

***

 

Skryba siedział przy stole obok celi wiedźmina.

 

- Jesteś gotowy do pisania? - spytał Wiedźmin.

- Tak

Wiedźmin zamyślił się na dłuższą chwilę i przypomniał sobie co opowiadał mu jego mentor ze szkoły Cechu Żmii.

 

Gdy Yennefer z Vengerbergu próbowała ocalić magią konającego na ziemi ukochanego. Miłość jaką w tym momencie czuła, była tak prawdziwa, tak mocna, czysta i potężna, że razem znaleźli się poza światem.

Obudzili się na kwiecistej łące pod jabłonią. Spędzili ten czas tak, jak tylko zakochani mogą najmocniej, zatracając się w miłości. W tamtej chwili spełniło się marzenie Yennefer, na które tak długo czekała. Potem obudziła się w sypialni w Novigradzie a dziewięć miesięcy później, urodziłem się ja. Moja matka zmarła podczas porodu. Trafiłem do sierocińca, skąd zabrał mnie wiedźmin ze szkoły Cechu Żmii - Letho.

 

- Zatytułuj „ Coś się kończy, coś zaczyna” - polecił skrybie.

 

Nazywam się Edgar i jestem ostatnim wiedźminem. Oto historia mojego życia, syna Geralta z Rivii, wiedźmina zwanego Białym Wilkiem, mistrzem miecza, który był żywą legendą. Zabity przez chłopa widłami o którym wiadomo tylko tyle, że nazywał się Rob i miał dług w wysokości trzech koron w lokalnej karczmie...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Yourofsky 3 miesiące temu
    Przez brak komentarzy nie wiem czy dobrze napisałem tekst, czy zrozumiale?

    Dopisałem cos od siebie z uniwersum WIEDŹMINA Sapkowskiego. Myślę że popełniłem błąd wychodząc z założenia ze chociaż 30 % z opowiczyków zna , lub słyszało cos o Wiedźminie, więc powinno być to dla nich zrozumiałe.
  • Yourofsky 3 miesiące temu
    Muszę jeszcze dodać ( bo tu nie da sie edytować komentarzy ), że nawet jak ktoś tylko pobieżnie zna uniwersum Wiedźmina to skąd ma zrozumieć, dlaczego medalion cechu żmii miałby drżeć i w ogóle co to za żmija ? Przecież Wiedźmin z filmu i książek miał medalion cechu wilka. I kim był Regis albo Letho.

    Stąd może brak komentarzy.

    Napiszcie co o tym myślicie - czy moje podejrzenia są słuszne ?

    P.S. Ja obejrzałem, przeczytałem i grałem we wszystko co ma związek z Wiedźminem itp i brakowało mi czegoś nowego. jednak nic nowego nie powstało. Więc z braku laku sam napisałem coś nowego :)
  • Pan Buczybór 3 miesiące temu
    *"Pożegnali się [przecinek] po czym przewoźnik odpływając krzyknął jeszcze;" - i dwukropek na końcu zamiast średnika
    *"szarpnął wiosłami [przecinek] odpływając szybko."
    *"Wytępili je wszystkie do nogi [przecinek] a duchy"
    *"Jego mentor jednak, nie żył już od kilku dekad." - zbędny przecinek
    *"Spotkał za to Regisa, który powiedział mu, że jest ostatnim żyjącym wiedźminem. Więcej nie spotkał już Regisa, po którym, też ślad zaginął. " - te dwa zdania obok siebie to brzydkie powtórzenie. I w drugim zdaniu zbędny przecinek przed "też"
    *"Z czasem z braku pieniędzy, zaczął najmować się jako płatny zabójca." - zbędny przecinek
    *"jak próbował się uwolnić, z zarzuconej na niego sieci, jakieś opary uniemożliwiały mu otworzyć oczy, dusiły, wypalały od środka gardło." - przy "z zarzuconej" zbędny przecinek i od "jakieś opary" zacząłbym nowe zdanie
    *"Wiedźmin spojrzał się po tłumie" - raczej "rozejrzał się"
    *"przypomniał sobie [przecinek] co opowiadał"
    *"w Novigradzie [przecinek] a dziewięć miesięcy później, urodziłem się ja." - przed "urodziłem" zbędny przecinek

    Z Wiedźmina znam tylko trzecią grę, pierwszą książkę i polską adaptację serialową (fragmentarycznie).
    Błędów jest dosyć sporo, a pewnie jest nawet więcej - nie jestem ekspertem i nie wszystko widzę. Przede wszystkim szwankuje interpunkcja. Tak poza tym piszesz poprawnie, nawet ciekawie konstruujesz narrację.
    No i samo opowiadanie jest nawet niezłe, choć krótkie i takie dość mocno skrótowe. I w ogóle robienie z głównego bohatera syna Geralta pewnie w oczach wielu fanów jest świętokradztwem, ale takie już chyba są prawidła fanfików xd
    Pozdrawiam
  • Yourofsky 3 miesiące temu
    Dziękuje za komentarz :)

    Błędy poprawie później bo teraz brak na to czasu. U mnie z interpunkcją jest straszny problem i z ortografią też, jednak błędy ortograficzne łatwo poprawia program, niestety z interpunkcją już tak nie jest.

    Celowo napisałem je takie skrótowe żeby podkreślić nieuchronny i szybki ( skrótowy ) koniec wiedźminów. Nie chciałem też opisywać walki, szamotania się itp bo po prostu jestem w tym kiepski i przyznam się, że nawet czytanie opisów walki przez samego mistrza Sapkowskiego jakoś mnie nie rajcuje. Ale za to "Głos rozsądku 4 " - to po prostu moge jeść łyżeczką, zarówno jak czytam i jak słucham z Fonopolis.

    Również pozdrawiam :)
  • Yourofsky 3 miesiące temu
    Jestem.na wyjezdzie wiec trudno mi poprawiać komórką.

    Pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania