zachody
twoje dłonie na mojej twarzy, lekkie muśnięcia,
pod nimi strach, że nie pójdę za blaskiem.
– spójrz na mnie – patrzę, ale nie widzę.
lato sypnęło brązem. ktoś śpiewał, ktoś był głodny,
ktoś kogoś kochał.
a piasek rozgrzewał. chciałeś go pozbierać ze stóp.
po ziarenku.
poszłam dalej.
później odeszło słońce.
Komentarze (4)
Może jednak lepiej było zostać...
Może słońce nadal by świeciło...
Wolę zachody słońca...
A prawda, wczoraj chciałam Cię sprowokować, a Ty żeś sobie poszedł... co to ma w ogóle znaczyć, ja się pytam?
Taki jesteś, dobra, załatwimy to inaczej... xD
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania