Żądełko
Całą wiosnę, całe lato,
no i prawie całą jesień,
nie pracując, jedząc za to,
wyglądała jak ten szerszeń !
Pszczółki pewnej to historia,
bajką może być nazwana,
jej morałem nie teoria,
z życia wszakże jest zabrana !
Otóż zaraz po wylęgu,
jedna z pszczółek, czyli ona,
wyfrunęła już bez lęku,
reszta była przerażona !
Bo za wcześnie, chłód na dworze,
młoda przy tym i głupiutka,
w razie czego kto pomoże,
kiedy wroga gdzieś napotka ?!
Jestem, świeża, szybka, zwinna,
kocham wolność, przestrzeń, kwiaty,
dużo uczyć się powinnam,
nie mam skrzydeł przecież z waty !
Myśląc sobie, tak latała,
ignorując głos natury,
wciąż przyjaciół spotykała,
rosnąc w oczach z miniatury !
Siostry ciężko pracowały,
nektar znosząc do ich domu,
drugie cele zalepiały,
by nie padły potem z głodu !
A Żądełko nasze małe,
- takie imię otrzymała,
już szczęśliwe było całe,
gdy wtem zima ją zastała !
Ruchy mocno spowolniały
i skrzydełka jakieś sztywne,
coraz trudniej nosić chciały,
łatwo było też o krzywdę...
Kiedy kwiaty już umarły,
a chłód dotknął przeraźliwy,
myśli smutne doń dotarły,
- zginę w mrozie przenikliwym !
Ta ostatnia niczym brzytwa,
której wnet się uczepiła,
- jeśli jeszcze chwilę wytrwam...,
więc ostatni plan lepiła !
Resztką sił tam doleciała,
widząc w ulu swój ratunek,
lecz zamknięty wlot zastała,
jakże słony był rachunek...
Stoi, chodzi, puka, chlipie,
prosząc, by straż otworzyła,
już najgorsze jej nie minie,
- po coś matko mnie s tworzyła ?
Wtem coś w ulu jakby drgnęło,
lufcik lekko się uchylił,
kilka pszczół niebogę wzięło,
- czy ktoś może się pomylił ...?
Nie, to nie był sen cudowny,
litość zdjęła wszystkich szczera,
gest okazał się wymowny,
bo natura też wybiera !
Ciepło ula, sióstr i matki,
nakarmiono naszą pszczółkę,
nóżki były nie jak z watki,
brzuszek zmienił się w beczułkę !
Gdy do formy powróciły,
kiedy wszystko przemyślała,
pracowała z całej siły,
wszak odwdzięczyć się im chciała !
Pomagała i sprzątała,
wszystkim, wszystko, co potrzeba,
nawet dziury połatała,
by śnieg nie wpadł prosto z nieba !
Jako rzekłem, była duża,
taka piękna i dorodna,
jej niestraszna żadna burza,
w tym do matki swej podobna !
Gdy wezwała Matka matkę,
gdy nastała raptem wiosna,
odsłoniły pszczoły klapkę,
by już każda nektar niosła !
Jeszcze jedno ma zadanie,
pora, którą większość lubi,
wydać życie w każdym stanie,
by ciągłości nie zagubić !
I z Żądełka ulem także,
identycznie było również,
na królową roju wszakże,
ją wybrano – radzę – uwierz !
Liczne, silne jej potomstwo,
co wydała dla natury,
wyglądało nie na skąpstwo
i nie były to tortury !
Bohaterka w tej przygodzie,
już królowa, matka pszczela,
odwdzięczyła się przyrodzie
i to prawda była szczera !
A robotnic tego roku,
pracowitszych od poprzednich,
podziwiało aż do zmroku,
stworzeń masa dzionków letnich !
Jaka płynie z tego mądrość,
którą warto zapamiętać,
szansa dana broni godność,
można więcej się nie lękać !
A Żądełko królowało,
bardzo długo, pracowicie,
małe pszczółki nauczało,
całe swoje, piękne życie !
Żongler
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania