żaden języka
pomarańcze na szafce, a ktoś
mi paznokcie obgryza, dokładnie, aż boli, obok opioid
na popołudnie, obok na duchowe obciążenia, w ustach na teraz,
teraz rozpieszcza. a oni są
i ze współczucia wzrok odwracają
i ze współczuciem w oczy żadne patrzą, a żadne jak moje...
odwraca budda, krok za nim
twój bóg, mokosz, każdy, gorszy. potem mój,
lecz wpierw rany mi liże, zlizuje sól ze skóry, z żeber zwapniałych
po serce odleżałe, resztę odmawia. ja
czuję się trochę, mnie trochę
golgocze.
Komentarze (15)
Twój tytuł bardzo pasuje, ale mój jest dla mnie, dla tego wiersza - ważny. Dlatego mimo, że pewnie dla innych nie jest nawet jasny, to musi zostać taki jakie jest.
Traktujmy siebie i swoje pisanie równo i z szacunkiem, i będzie dobrze :)
Ale nie modlitwę.
Pomocy odmawia. Więc pacierzyk zostaje dla nas.
A farmakologia jak amen w pacierzu.
Dzięki za wejście w tekst, za odczuwanie i rozumienie.
Nie masz za co, czekam na kolejne 👌
Nie wiem czy dobrze. Trudny wiersz...
Tutaj jest wszystko, bo mniej byłoby zbyt małe, niewystarczajace - dlatego wiersz może przytłoczyć.
Dzięki, że wchodzisz w treść.
to że bierzesz z wiersza wszystko, że rozumiesz, że tak trzeba - dziękuję bardzo.
Strasznie chaotyczne komentarze dziś piszę... ale chcę żebyś wiedziała, że to dla mnie ważne, że takim go widzisz.
kawał serducha
Dobrego czasu życzę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania