Niesamowita ta stypa. Świetnie pokazana, szczególarsko. Bardzo obrazowo, to atut.
Na początku jest tylko "śnieżny - śnieżna", bardzo blisko siebie. Potem utonoąłem w tekście.
Bywałem na prawosławnych mszach, to prawie jak trans.
Podobało mi się.
Pozdrawiam ;)
Oj Adamie sprawiłeś lekkie zażenowanie, ale miłe. Śnieżną przeprawę usunęłam i lepiej. Masz rację msza U prawosławnych jest widowiskiem w złotej oprawie. A śpiew wprowadza w stan amokalny. Miłego.
Świetnie mi się czytało, aż ciarki po plecach szły, gdy zdałem sobie sprawę, że za jednym zamachem odbyło się kilka pogrzebów, choć nieboszczyk był tylko jeden. Obecnie można tylko pomarzyć o tak wspaniałej oprawie. Teraz taki jeden po odwaleniu chałtury, który wcześniej skasował na tacy wdowę sponsorkę uroczystości, odjeżdża wózkiem elektrycznym. Stypa też kompletna klapa, o ile podpita orkiestra przez pomyłkę nie zagra "a teraz idziemy na jednego, a teraz idziemy wódkę pić". Pozdrawiam 5:)
Czasy się zmieniają i ludzie. W każdej kulturze inaczej wyglądają obrzędy. Dzisiaj wszędzie rządzi komercja i nawet nieboszczyka firmy pogrzebowe puszczą z torbami. Pozdrawiam serdecznie
Ależ mi się jeść zachciało. Ależ magicznie namalowane.
Wszystko takie, nie do pary. Różne kieliszki, talerze, butelki. Przez to właśnie widać, że wyroby swojskie, nie kupne.
Metrowy talerz z kiełbasą, to niemal na definicję raju mi wygląda.
Uwielbiam Bieszczady, ogólnie góry i klimat dawnych wierzeń. Zwyczajów.
Tutaj oddany perfekcyjnie.
Cytując klasyka: Wincyj, kuuuuurwaaa!!!
Jedna wątpliwość: "Mahoniowa trumna wyniesiona z domu, stała już na ławie przed dziczkami drzew owocowych" - czy tu chodziło o dźwiczki?
Dzięki Can za pochylenie i podkreślenie klimatu. Takie potrawy zajadlo by się. A dziczki? To drzewa owocowe, które same się zasiały i same wyrosły. Nikt nie szczepił i nikt nie pielęgnował. Często rosną takie dzikie i piękne jabłonki rajskie gdzieś w rowie czy w polu. Pozdrawiam
To długo trwał powrót do domu. Przy okazji poznałeś Bieszczady. Moje może ścieżki, chodziłam tam za młodu na obozy wędrowne. A butelki i knoty ze starego prześcieradła to ich cały urok. Pozdrawiam
Wycinek z życia bieszczadzkiej społeczności. Na dodatek pięknie odmalowany. Chociaż to smutne, że Andrzej już nie mógł w tym uczestniczyć. Teraz chyba będę inaczej patrzył na tego typu wydarzenia. Interesujesz się Bieszczadami i ich życiem? Z opowiadania wnioskuję, że tak.
Akurat zaczynałem święta kataru od których gorsza jest tylko biegunka gdyś tekst zamieściła. Bieszczady i Osławica przez którą można suchą nogą przejść po skalnych warstwach wystających z wody...Może to i dobrze Pasjo, żeśmy się nigdy nie spotkali, bo zamiast wspomnień po pierwszej wędrówce mielibyśmy tuzin dziecków do wykarmienia, a sama wiesz jak było w tamtych czasach... Pozdrawiam i dziękuje za przypomnienie ;) 5
Oj Osławica, a dalej Komańcza i hucuły. Tobie przeszedł katar, a mnie po wczorajszym Salwatorze chyba się zaczyna. No nie wiem, jakbyśmy się spotkali. Miłego dnia.
Piękny opis obyczajów bieszczadzkich. Pomimo 5-6 wizyt w Bieszczadach nigdy nie miałam okazji ani uczestniczyć w mszy prawosławnej ani w życiu mieszkańców. Piękne drewniane cerkiewki zazwyczaj były zamknięte i w nie najlepszym stanie.
Twoja opowieść klimatem przypomina uczty z dawnych wieków. Wzruszające opowiadanie. Pozdrawiam!
Dziękuję, tak urok tych małych cerkiewnych budowli przyciąga. Też już dawno tam byłam, ale w tym roku jak wszystko będzie dobrze, mam zaproszenie do Wołkowyji.
Pozdrawiam cieplutko
Komentarze (32)
Bardzo dobry tekst. Podobało mi się, ładnie namalowany obrazek - słowami. Brawo.
Jak miło usłyszeć z twoich dłoni oklaski. Miłego dnia
Tekst ciekawy. Czyta się dobrze. 5
Miło cię gościć w moich progach i podziękować za przeczytanie. Pozdrawiam serdecznie
Niesamowita ta stypa. Świetnie pokazana, szczególarsko. Bardzo obrazowo, to atut.
Na początku jest tylko "śnieżny - śnieżna", bardzo blisko siebie. Potem utonoąłem w tekście.
Bywałem na prawosławnych mszach, to prawie jak trans.
Podobało mi się.
Pozdrawiam ;)
Oj Adamie sprawiłeś lekkie zażenowanie, ale miłe. Śnieżną przeprawę usunęłam i lepiej. Masz rację msza U prawosławnych jest widowiskiem w złotej oprawie. A śpiew wprowadza w stan amokalny. Miłego.
Wypływa z tej treści dużo niepowtarzalnych momentów. 5
Dzięki za przeczytanie i wyłapanie tych momentów. Miłej
Świetnie mi się czytało, aż ciarki po plecach szły, gdy zdałem sobie sprawę, że za jednym zamachem odbyło się kilka pogrzebów, choć nieboszczyk był tylko jeden. Obecnie można tylko pomarzyć o tak wspaniałej oprawie. Teraz taki jeden po odwaleniu chałtury, który wcześniej skasował na tacy wdowę sponsorkę uroczystości, odjeżdża wózkiem elektrycznym. Stypa też kompletna klapa, o ile podpita orkiestra przez pomyłkę nie zagra "a teraz idziemy na jednego, a teraz idziemy wódkę pić". Pozdrawiam 5:)
Czasy się zmieniają i ludzie. W każdej kulturze inaczej wyglądają obrzędy. Dzisiaj wszędzie rządzi komercja i nawet nieboszczyka firmy pogrzebowe puszczą z torbami. Pozdrawiam serdecznie
Ależ mi się jeść zachciało. Ależ magicznie namalowane.
Wszystko takie, nie do pary. Różne kieliszki, talerze, butelki. Przez to właśnie widać, że wyroby swojskie, nie kupne.
Metrowy talerz z kiełbasą, to niemal na definicję raju mi wygląda.
Uwielbiam Bieszczady, ogólnie góry i klimat dawnych wierzeń. Zwyczajów.
Tutaj oddany perfekcyjnie.
Cytując klasyka: Wincyj, kuuuuurwaaa!!!
Jedna wątpliwość: "Mahoniowa trumna wyniesiona z domu, stała już na ławie przed dziczkami drzew owocowych" - czy tu chodziło o dźwiczki?
Dzięki Can za pochylenie i podkreślenie klimatu. Takie potrawy zajadlo by się. A dziczki? To drzewa owocowe, które same się zasiały i same wyrosły. Nikt nie szczepił i nikt nie pielęgnował. Często rosną takie dzikie i piękne jabłonki rajskie gdzieś w rowie czy w polu. Pozdrawiam
No ok. Dlatego zapytałem. Klimat zajebisty.
Kto pyta, nie błądzi. :)
Byłem kiedyś w Bieszczadach na weselu. Trzy tygodnie wracałem do domu. Te butelki z knotem przypomniały mi o tym. Cholera klimat jak u Vegi zarąbisty.
To długo trwał powrót do domu. Przy okazji poznałeś Bieszczady. Moje może ścieżki, chodziłam tam za młodu na obozy wędrowne. A butelki i knoty ze starego prześcieradła to ich cały urok. Pozdrawiam
pasja Bieszczady znam jak własną kieszeń. Kiedyś byłem tam na placówce Dolina Wołosate.
Gregor rozumiem cię bardzo dobrze. Byłam raz w dolinie na ognisku u koniarzy. :)
Różnie kończą się stypy...:) 5
Dzięki za udział w stypie. Pozdrawiam
Wycinek z życia bieszczadzkiej społeczności. Na dodatek pięknie odmalowany. Chociaż to smutne, że Andrzej już nie mógł w tym uczestniczyć. Teraz chyba będę inaczej patrzył na tego typu wydarzenia. Interesujesz się Bieszczadami i ich życiem? Z opowiadania wnioskuję, że tak.
Dziękuję za wizytę i ciekawe spojrzenie. Bieszczady i nie tylko, góry uwielbiam. Takie obrazki są i wcale nie przechodzą w niepamięć. Miłego dnia
Akurat zaczynałem święta kataru od których gorsza jest tylko biegunka gdyś tekst zamieściła. Bieszczady i Osławica przez którą można suchą nogą przejść po skalnych warstwach wystających z wody...Może to i dobrze Pasjo, żeśmy się nigdy nie spotkali, bo zamiast wspomnień po pierwszej wędrówce mielibyśmy tuzin dziecków do wykarmienia, a sama wiesz jak było w tamtych czasach... Pozdrawiam i dziękuje za przypomnienie ;) 5
Oj Osławica, a dalej Komańcza i hucuły. Tobie przeszedł katar, a mnie po wczorajszym Salwatorze chyba się zaczyna. No nie wiem, jakbyśmy się spotkali. Miłego dnia.
A ja przyznam szczerze, że na mszy prawosławnej nie byłam, no ale wszystko przede mną. :)
Obrazek rzeczywiście pięknie namalowany. Kurze, ta wódka, wszędobylska, nieodłączna, zawsze, mnie trochę przeraża. :)
Zawsze można pójść i zobaczyć. A wódka to chyba wpisana w nasze życie. Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam
pasja, pewnie pójdę :) A co do wódki... Tak, ona zawsze była i wszędzie
Amy święta racja . Miłego
pięć i cieszę się że znów mogę Ciebie czytać
Mar dziękuję za odwiedziny i uśmiech. Pozdrawiam
Piękny opis obyczajów bieszczadzkich. Pomimo 5-6 wizyt w Bieszczadach nigdy nie miałam okazji ani uczestniczyć w mszy prawosławnej ani w życiu mieszkańców. Piękne drewniane cerkiewki zazwyczaj były zamknięte i w nie najlepszym stanie.
Twoja opowieść klimatem przypomina uczty z dawnych wieków. Wzruszające opowiadanie. Pozdrawiam!
Dziękuję, tak urok tych małych cerkiewnych budowli przyciąga. Też już dawno tam byłam, ale w tym roku jak wszystko będzie dobrze, mam zaproszenie do Wołkowyji.
Pozdrawiam cieplutko
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania