Zagadka Srebrnego Sygnetu: Śmierć w Zakładach „Polfer”
Zima 1978 roku była wyjątkowo złośliwa. Śnieg w Warszawie nie był biały, lecz szary, przemieszany z pyłem z kominów elektrociepłowni. Kapitan Marek Kowalski stał przed bramą Zakładów Materiałów Magnetycznych „Polfer”. W ręku trzymał legitymację MO, a w ustach dopalał „Sporta”. Obok niego, drepcząc z nogi na nogę, stał Wiktor, który znów „zapomniał” pójść na kółko modelarskie, byle tylko zobaczyć ojca w akcji.
– Zostań przy portierni, Wiktor. To nie jest miejsce dla cywilów, a już na pewno nie dla siódmoklasisty – mruknął Kowalski, poprawiając kołnierz płaszcza.
Miejsce Zbrodni: Pokój 302
Wewnątrz zakładu panował sterylny chłód. Inżynier Jerzy Nowak leżał nieruchomo na podłodze swojego gabinetu. Pokój był zamknięty od wewnątrz – solidne, dębowe drzwi musieli wyważać strażnicy przemysłowi. Na biurku stała niedopita herbata w szklance z koszyczkiem, obok leżały plany nowego typu rdzeni ferrytowych.
– Wygląda na zawał, obywatelu kapitanie – zameldował sierżant Nowak (zbieżność nazwisk przypadkowa). – Żadnych śladów walki. Okno zablokowane, trzecie piętro. Nikt nie wszedł, nikt nie wyszedł.
Kowalski jednak nie wierzył w zawały u czterdziestolatków, którzy nie chorowali. Podszedł do biurka. Jego uwagę przykuł jeden szczegół: na podstawce pod szklankę leżał srebrny sygnet z wygrawerowanym orłem.
Ślady, których nie widać
Kapitan spojrzał na Wiktora, który – oczywiście – nie posłuchał i zaglądał przez ramię ojca.
– Tato, spójrz na instrukcję BHP na ścianie – szepnął chłopak. – Ta czerwona linia przy wentylacji jest przerwana.
Kowalski zmrużył oczy. Rzeczywiście, kratka wentylacyjna pod sufitem była poluzowana. Ale to nie wszystko. Na krawędzi szklanki z herbatą osadził się dziwny, ledwo widoczny biały nalot.
– Nowak! Przynieście mi listę osób, które miały dostęp do magazynu chemikaliów – rzucił kapitan. – I sprawdźcie, czy inżynier miał jakichś wrogów.
Przesłuchanie
Podejrzanych było dwóch:
Magister Adamski – ambitny asystent, który wiecznie narzekał na niskie zarobki i brak przydziału na Fiata 126p.
Sekretarka, pani Halinka – która widziała, jak inżynier chowa sygnet do szuflady na klucz tuż przed końcem zmiany.
Adamski twierdził, że w czasie zgonu był w bufecie, pijąc kawę „plujkę”. Pani Halinka płakała w chusteczkę, zaklinając się, że inżynier był „złotym człowiekiem”.
Rozwiązanie zagadki
Kowalski uśmiechnął się pod wąsem. Podszedł do Adamskiego i poprosił go o pokazanie dłoni.
– Piękny ma obywatel zegarek, polski Błonie. Ale skąd to przebarwienie na palcu serdecznym? Jak po srebrze?
Adamski pobladł.
– To nic... to od pracy w laboratorium.
– Nie, obywatelu Adamski. To od sygnetu, który ukradliście inżynierowi, zanim go zabiliście – powiedział twardo Kowalski. – Wiedzieliście, że inżynier ma rzadki stop srebra, który reaguje z konkretnym kwasem używanym w Polferze. Wpuściliście opary przez wentylację, wiedząc, że inżynier cierpi na astmę. Kiedy zaczął się dusić, spanikowaliście. Weszliście przez zapasowy klucz, który podkradliście pani Halince, zabraliście sygnet, ale w pośpiechu... zostawiliście go na biurku, bo usłyszeliście kroki strażnika. Potem zamknęliście drzwi od środka, wychodząc przez... okno po gzymsie, wykorzystując linkę alpinistyczną.
– Ale drzwi były zamknięte na klucz od wewnątrz! – krzyknął Adamski.
Kowalski wyciągnął z kieszeni zwykły ołówek i kawałek sznurka.
– Stara sztuczka, Adamski. Przekręcenie klucza od zewnątrz przez dziurkę. Uczyli nas tego na kursach, których wy najwyraźniej nie kończyliście. Wiktor zauważył ślady pyłu na parapecie – to był tlenek magnezu z waszych butów gimnastycznych.
Finał
Adamski pękł. Okazało się, że sygnet był przedwojenną pamiątką, wartą na czarnym rynku fortunę, za którą magister chciał kupić wolność i bilet do Wiednia.
Kowalski wyszedł z zakładu, kładąc rękę na ramieniu syna.
– Dobra robota, Wiktor. Ten detal z BHP uratował śledztwo. Może jednak te twoje nudne lekcje do czegoś się przydają?
Wiktor uśmiechnął się szeroko.
– Tato, a kupisz mi teraz te lody „Calypso”?
– Zasłużyłeś. Ale najpierw meldujemy się u mamy. I ani słowa o morderstwie, powiemy, że pomogłeś mi znaleźć zgubiony klucz do archiwum.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania