Zaginieni część 2
Ledwo zdążyli na pierwszą lekcję, potem wszystkie zleciały dosyć szybko.
Głównym tematem w szkole były oczywiście zaginięcia. Mówili o nich nawet nauczyciele. Podczas przerwy na lunch, do stolika Kylie dosiadła się jej koleżanka z klasy Nathalie.
- No hej laska, smacznego!- wesoło się przywitała.
- A dziękuję. Jak tam?
- Cała szkoła gada o tych zaginionych, sama nie wiem, ciekawa sprawa.
- Racja, od rana o tym słucham. Jakie jest Twoje zdanie?
Nathalie poprawiła się na krześle.
- Jak dla mnie ten morderca to jakiś wariat. Co mu takie dzieciaki zrobiły? Czemu je porwał?
- Ale nikt tu nie mówił o porwaniu, a morderca to tylko teoria...
- Och no wiem, ale sama pomyśl. W ciągu dwóch miesięcy znika 5 nastolatków z naszego miasta. To aż na kilometr śmierdzi zorganizowaną akcją.
- Ja uważam, że jest za wcześnie na takie oskarżenia. Żaden z przedstawicieli władzy nie mówił o mordercy czy porwaniach. To zaginięcia.
- No dobra, dobra, luz. Tak sobie tylko myślę.
Przerwał im dzwonek na ostatnią lekcję.
Po zakończeniu szkolnych zmagań Kylie udała sie do restauracji razem z Michaelem i Nathalie, po drodze dołączyli do nich jeszcze Mark i Susie, którzy byli parą. W sumie była to ich standardowa ekipa. Kylie oznajmiła, że ona stawia obiad i weszli do chińskiej knajpy. Co tydzień w piątek tak jadali, w różnych miejscówkach.
Tematem rozmowy znowu stały się zaginięcia.
-Ja znałem jedną z tych dziewczyn, które zniknęły. Marthe Johnson.- powiedział Mark.- Była zamknięta w sobie po rozstaniu z chłopakiem, ale czasami pogadaliśmy.
Nathalie posmutniała.
- Biedna... Współczuję jej rodzicom.
- 4 dni później zaginęła jej koleżanka Emily.
Dziwne, pomyślała Kylie.
- Chodziły razem do klasy.
- Kurde, musimy coś z tym zrobić!- oburzył sie Michael.
Wszyscy zebrani dziwnie na niego popatrzyli i wybuchnęli śmiechem.
- A co my możemy zrobić? - Kylie zapytała
- Zacznijmy dochodzenie na własną rękę!- Michael odpowiedział.
- Oszalałeś? Niby jak mamy to zrobić?
- Może udajmy się do domu Marthy, później Emily i poszukamy śladów?
Susie przerwała.
- Mike, mamy po 15 i 16 lat, jak to widzisz? Nie jesteśmy policjantami.
- A tym bardziej, jak chcesz wejść do ich domów?- Mark dodał.
- Dobra, wystarczy. Zmieńmy temat. - zakończyła Kylie.
Dokończyli obiad w spokoju i gdy kelner skierował się w stronę ich stolika usłyszeli krzyk. To krzyczał ktoś z zewnątrz. Mike pierwszy wystrzelił z miejsca na dwór, za nim Mark i reszta.
To co zobaczyli działo się bardzo szybko.
Jakaś kobieta leżała na chodniku wołając o pomoc. Wskazywała na czarną furgonetkę, która pędziła ulicą i skręciła w boczną. Kobieta krzyczała:
- To on! To ten morderca! Porwał mi córkę!
Jednak furgonetki już nie było widać.
Wtedy Kylie zauważyła, że kobieta leżąca na chodniku jest ranna, krew ciekła jej z okolicy brzucha.
- Co sie stało proszę pani?!- zapytała
- To był on! To on porwał moją córkę!
- Porwał Pani córkę!? Kiedy?
Kobieta straciła przytomność. Nathalie wezwała już wcześniej pogotowie.
Po przyjeździe ambulansu i zabraniu rannej pojawiła się policja. Chcieli porozmawiać z nastolatkami o tym czego byli świadkami.
- Witam, jestm oficer Jackson, chciałbym z wami porozmawiać o tym co zaszło.
- Czy ta pani przeżyła? Co jej się stało?- Susie wyrwała sie z pytaniem.
- Przeżyła, została postrzelona, ale żyje.
- Wiecie co sie tam stało?- Mike zapytał.
- Prawdopodobnie kobieta rozpoznała jakimś cudem porywacza swojej córki, ten się zorientował i chciał ją zlikwidować.
- Jak sie nazywa jej córka?
- Martha Johnson.
Koleżanka Marka, pierwsza zaginiona.
- Czy kobieta powiedziała skąd poznała porywacza? Wiecie kto to jest?
- Niestety mama Marthy jest w śpiączce. Dalej nie wiemy czy to rzeczywiście porywacz, nie wiemy jak sie nazywa.
- Macie jakiś ślad?
- Udajemy się do domu Marthy, i odtwarzamy monitoringi.
Kylie szepnęła coś Michaelowi na ucho, po czym chłopak zapytał:
- Moglibyśmy jechać z wami?
Oficer Jackson długo sie zastanawiał.
- Należy wam się, byliście dzielni no i chodzi tu o waszą znajomą. Pakujcie się do wozu.
Nathalie razem z Markiem i Susie pojechali do domu, więc tylko Mike i Kylie udali sie z policjantem. Pojechali do domu Marthy.
Zdziwili się że oficer Jackson zaprosił ich do cywilnego wozu, nie do jednego z aut policji. Ale wsiedli na tylną kanapę i ruszyli do domu zaginionej. Nie mieli pojęcia gdzie mieszka. Po krótkiej podróży zatrzymali się przed starym, drewnianym domem. Nie znali tej okolicy.
Fakt, że nie było tam jeszcze żadnych radiowozów wydał im się dziwny.
- Jesteśmy pierwsi.- powiedziała Kylie do Michaela.
Wysiedli z auta i poszli za Jacksonem do domu. Otworzył drzwi.
'Nikogo nie ma w domu? Gdzie pan Johnson i młodszy brat Marthy?'- pomyślała Kylie.
- Ojciec Marthy wraz z synem pojechali na zakupy, ale udostępnili nam dom do poszukania śladów.- jakby słysząc myśli Kylie oznajmił policjant.
W domu było cicho. Weszli do salonu i włączyli TV, bo oficer zaproponował im herbatę.
Akurat leciał program informacyjny dotyczący ostatnich wydarzeń. Mówiono o dzisiejszym zdarzeniu z matką zaginionej.
Funkcjonariusz Jackson gdzieś poszedł.
Michael przechadzał się po pokoju, wypatrując nie wiadomo czego.
Kylie trochę poddenerwowana oglądała newsy.
Nagle Mike zwrócił uwagę na dziwny fakt:
- W tym pokoju nie ma ani jednego zdjęcia rodzinnego... Troche to dziwne. Nie ma też żadnych śladów po małym dziecku, bracie Marthy.
- Może akurat posprzątali?- zasugerowała Kylie.
Jej uwagę przykłuł materiał nadawany teraz na żywo z miejsca wypadku mamy Marthy.
Reporterka przeprowadzała wywiad z policjantem. Pod spodem pojawił się pasek z jego nazwiskiem oraz stopniem.
Policjant nazywał się Jackson. Miał stopień oficera.
Kylie szybko skojarzyła fakty i zaalarmowała Michaela
- Mike! To nie jest oficer Jackson! Ten prawdziwy właśnie występuje w telewizji!
- O czym Ty...
- Mike! Obudź się! Myślisz, ze czemu nie ma tu zdjęć rodziny Marthy? Czemu nie ma tu żadnej policji? To nie jest ich dom! A nasz oficer Jackson to porywacz !
Jej przyjaciel zbladł. Złapał Kylie za rękę i zaczął iść w stronę wyjścia.
- Uciekajmy stąd, proszę...
Tymczasem na piętrze udawany funkcjonariusz Jackson odkleił sztuczny zarost, który miał go upodabniać do pierwowzoru. Zmył z twarzy mylącą chrakteryzacje. Spojrzał w swoje odbicie w lustrze.
'Ale ta dzisiejsza młodzież jest naiwna!'
Zdjął perukę i wyrzucił do kosza, razem z resztą przebrania. Został jednak w mundurze.
Sprawdził magazynek i założył tłumik.
'Czas na poszerzenie mojej kolekcji'
Postawił nogę na pierwszy stopień schodów prowadzących do salonu.
==========
Krytyka mile widziana, ciąg dalszy nastąpi
Komentarze (2)
,,- Wiecie co sie tam stało?- Mike zapytał.'' - - Wiecie co się tam stało? - zapytał Mike. ( ogonek przy się, spacja po pytajniku i odwrotny szyk)
Całość całkiem fajnie się czyta, ale brakuje małego dreszczyku. Ode mnie 4 :)
Powinieneś wstawić część pierwszą już z zalogowanego konta :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania