Zagłuszyć cień słońca
Nie każdy przypadek jest tchnieniem
światła, rozwiązłą duszą,
która zgubiła własne ciało.
Nie wszystko, co przypomina ból,
jest obojętnością, krzywym uśmiechem
przytwierdzonym do twarzy.
Nie rozumiem snów,
w których rodzi się pustka.
Miłość, okłamana na własne życzenie,
to tylko kilka lichych literówek,
wstępów bez zakończenia.
Nie, nie umiem lśnić, żeby zagłuszyć
cień słońca.
Łakome promienie gwiazd
wdzierają się pod mój oddech,
pod zmysły, których nie rozumiem.
Uwięziona w czterech ostrych kątach,
pozbawiona ufności
w zmartwychwstanie myśli - kołyszę się
niby dym na wietrze,
niby rozkoszne kłamstwo,
które każdy szanuje.
Zbliżam się
do twoich bezwartościowych złudzeń,
lawiruję między łzami,
ich lęk drażni mój węch,
moje uroczyste spełnienie.
Odmieni się w nas przyszłość,
cień bezpretensjonalnie opadnie na dno.
Komentarze (3)
Piękny wiersz.
"Bezwartościowe złudzenia" - nie ma innych. Zostawiłbym samo "złudzeń", ale niekoniecznie. To tylko tak wspomniałem, żeby coś więcej powiedzieć od siebie w komentarzu, prócz tego, że to piękny wiersz.
Zenza, dziękuję pięknie za komentarz. Pozdrawiam serdecznie.
Przegadany. Dużo można pod metaforę, no i szkoda że nie idziesz w tę stronę, niemniej mam wrażenie, że jest dużo lepiej niż kiedyś. Stąd tylko czekać, kiedy zaczniesz malować słowem...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania