zaistnieć
kiedy za oknem piękny błękit i blask,
wyrzucasz z siebie wewnętrzny wrzask,
oddajesz się chwili,która bezgranicznie porywa,
radość, upragnione uczucie w końcu cię rozrywa,
czujesz że żyjesz,kwiaty jakby kwitną od nowa,
obejmujesz nowy kurs,to twoja droga bezcelowa,
każda droga bywa kręta,czasem też bywa i uciążliwa,
przejdziesz przez to, przecież ona cię uszczęśliwia,
tylko pamiętaj żeby się w tym nie zatopić,
w mylnej potrzebie szczęścia się nie utopić,
nieznane wody ostrożnie musisz przemierzać,
zbędne balasty w porę pamiętaj dostrzegać,
chociaż zdanie masz już wyrobione,
liczysz że dzięki niej będzie odnowione,
każdego ktoś kiedyś boleśnie wykorzysta,
często budzi się wtedy wewnętrzny artysta,
wewnętrzny ból, który w wersach się odbija,
z każdym kolejnym wersem artysta się rozwija,
bolesne uczucie z czasem również i przemija,
radość chwil powoli przez szarość się przebija,
w artyście piękno życia na nowo się odradza,
głos rozsądku w końcu mądrze podpowiada,
cel podróży w końcu powoli się nakreśla,
wewnętrze pragnienie w tym on określa,
zaistnieć w świecie pełnym kłamstw i manipulantów,
dziewczyn przepełnionych od tajemnic i implantów,
wyzysków, narkotyków czy makijażu,
znaleźć wyciągniętą jakby z pejzażu,
namalowaną tą jedyną złotą kredką,
nie przejmującą się nieznaczącą metką,
za to tym, czym reprezentujesz sam siebie,
żeby mogła pokochać bezgranicznie ciebie,
żebyś mógł spełnić wewnętrzne marzenie,
piękny,duży dom, oraz małą wersje siebie,
wiedząc że pragnienia nie zawsze się spełniają,
zagubione dusze od swych pasterzy pochłaniają,
artysta się nie poddaje, na chwilę nawet nie przystaje,
ciężkie i ważne życiowe lekcje na swej drodze dostaje,
idzie w nieznane, licząc że trafi do swego edenu,
żeby móc zatopić się wypełnionym od ulgi akwenu,
upoić się nektarem prostoty życia i chwili,
trafić tam, gdzie wszyscy się tak spieszyli,
nastający mrok jednak krzyżuje jego plany,
podążać drogą,której jest tak przecie oddany,
w zmierzchu na wiele przeszkód natrafia,
przekór,który jego ustawione cele umacnia,
wybudzają się w nim zarówno ciemne przemyślenia,
blokujące drogę do wyśnionego artysty ukojenia,
liczący na grom z nieba, w postaci człowieka zbawienia,
który wyciągnie do niego pomocną dłoń swoją,
w net jego leki i cierpienia powoli się zagoją,
ciemność coraz bardziej horyzont otula,
świat do swej nocnej kołdry przytula,
promienie słońca już się w pełni schowały,
następnego dnia będą tułaczowi pomagały,
słońce już zaszło, blask księżyca przebija szarość,
artysta z tym powoli traci swą wewnętrzną śmiałość,
będzie czekał aż porwie go ówczesnej nocy nagość.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania