Zakazana
Twoje włosy spadają jak zasłony,
palą mnie w gardle,
kiedy przechodzisz obok, pachnąc
śniegiem i popiołem.
Jestem owadem przyciągniętym do lampy –
płonę, trzepoczę,
udaję, że ból to tylko kurz w oczach,
że moje ręce nie drżą, gdy dotykasz książki,
której później nie mogę zamknąć.
Twoje imię rośnie we mnie jak chwast,
krztuszę się nim we śnie,
plączę warkocze słów, których nikt nie powinien usłyszeć.
Zakopuję je pod językiem,
ale korzenie przebijają policzki.
Każda twoja nieobecność to rana –
rozwiera się, jakby ciało wiedziało
o mojej zdradzie.
W lustrze widzę potwora,
dziecko z sercem zbyt ciężkim,
jakby ktoś wlał w nie rtęć.
Modlę się, żebyś była zwykła,
żebyś nie błyszczała jak szkło w ziemi,
nie kroiła mnie samym spojrzeniem.
Ale ty wracasz, znowu wracasz,
a ja staję się popiołem,
którego nie mogę od siebie odgarnąć.
Komentarze (5)
Piękne i smutne zarazem.
to jak, stajesz się tym popiołem, by się z niego oswobodzić?!
Zakopujesz splątane warkocze pod język?
Piękne i ciekawe porównania. Z tym popiołem to się zaplątałeś.
Theodorze, dziękuję za miłą niespodziankę w poniedziałkowy poranek. Gęsty wiersz – szczery i obrazowy. Jest moc! Ma w sobie coś co zjada od środka. „włosy spadają jak zasłony”, „śnieg i popiół”, „korzenie przebijają policzki” – świetne metafory. Jednak ewentualnie pomyślałbym nad – „Kurz w oczach” jest niezły, ale trochę bym ten kurz przyprawił czymś ostrym. "Rtęć” też nie zła, ale zestawienie z „dzieckiem” wywołuje u mnie lekki dysonans. Może „kamień”, „ołów”?Pomyślałbym również o nadaniu bardziej wyrazistego rytmu (nie rymu, tylko wewnętrznego pulsu – krótsze linijki w dramatycznych miejscach). Na Twoim miejscu jeszcze bym ten wiersz sobie poczytał i coś pokombinował, albo i NIE Twoja wola. I tak, na tle wielu innych wierszy super się wyróżnia. Niezmarnowanego dnia życzę.
Pod Koronacją też Ci "posłodziłem".
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania