zaklinanie Łaski
tak nazwaliśmy kapryśną czterolatkę z gwiazdką na czole
czasem dopiero za obietnicę czegoś w dłoni ciągnęła wóz
kiedyś po jakimś kinie objazdowym wsadzili mnie na grzbiet
spłoszyła się a moje życie wisiało na grzywie
karmelkowej jak ciągutka
pamiętam że kiedy spadałem przez jej łeb rozstąpiła się
żeby nie trafić mnie podkową aż zawróciła i zarżała w dłoń
o nagrodę od września zaczęli ogławiać mnie w szkole
po latach chodzi już tylko w białym wierszu
jakbym wreszcie spełnił obietnicę buraka
i nawet zachował się obraz pięćdziesiąt lat później
pan profesor dodrukował mi jeszcze
to co się odwlekało w rdzeniu kręgowym
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania