Zakochana dżungla cz.1

Rozdział 1

Poppy wyciągnęła rękę aby zebrać dojrzałą jagodę. Dzień był piękny, słońce świeciło, chmury płynęły po niebie popychane wiatrem. Był to początek czerwca w klinice dla zwierząt w dżungli amazońskiej. Dziewczyna była opalona ale jasnej karnacji. Jej włosy były kruczoczarne, oczy miała brązowe a na nosie piegi. Jej rodzice przyjechali tu z nią gdy miała osiem lat. wcześniej mieszkała w Nowej Zelandii. Jej ojciec James pochodził właśnie z Nowej Zelandii za to matka Rebeca pochodziła z Ameryki. Jej rodzice pracowali w tej klinice a ona się uczyła i im pomagała by pewnego dnia ich zastąpić. Poppy nigdy nie widziała dla siebie innej przyszłości. Na weterynarii znała się najlepiej. Klinika była ogromna. Białe ściany, duże okna, a wokół budynku ogromne patio z klatkami dla zwierząt które cieszyły się słoneczkiem. Poppy razem z rodzicami mieszkali w małym domku obok ogromnego szpitala. Był wykonany z drewna, miał ogródek z rosnącymi warzywami, taras na którym wieczorem rodzice siedzieli i oglądali świetliki. W środku było mnóstwo zdjęć rodzinnych, masa dywanów a w powietrzu unosił się zapach kurzu i cynamonu lub gałki muszkatołowej. W domku znajdowały się tylko pięć pokoi. Pierwszy na lewo był pokój rodziców. Z dużym łóżkiem, masą książek i małym biurkiem pełnym papierów z wynikami badań lemurów i innych ssaków. Dalej była kuchnia, mała z stolikiem i tablica gdzie przyklejali swoje ulubione przepisy. była mała łazienka z prysznicem ścianami z bambusa. Był także salon który był największy. Czarna kanapa, telewizor i teczki z kolejnymi wynikami rehabilitacji zwierząt. No i na reszcie pokój Poppy. Znajdował się na strychu. Był strasznie zagracony. wszędzie leżały rysunki, te najważniejsze to pod materacem. Na koślawych ścianach wisiały plakaty z sawanną, ulubioną muzyką i różne gatunki dzikich egzotycznych zwierząt. Oprócz rodziny Frec'ów było jeszcze kilka osób. w domku numer jeden znajdowała się para naukowców: Pani Alice i pan Mark. w drugim domku mieszkał samotny lekarz Bob. Był lekko garbaty ale zawsze się uśmiechał i kupował wszystkim pączki malinowe z posypką. W ostatnim domu 4 (ponieważ Poppy mieszkała w trzecim) mieszkała rodzina Storms'ów. Pani Lily i pan Dick mieli syna w wieku tym samym co Poppy. Miał na imię Isaac. Poppy dokładnie obejrzała jagodę, która pięknie błyszczała w świetle słonecznym. Miała już cały kosz i zamierzała je zabrać do państwa Storms'ów. Zabrała kosz z ziemi i podreptała do domu Isacca. Zapukała i otworzył jej chłopak wysoki chłopak o ciemnych włosach.

- Poppy!- krzyknął radośnie uśmiechając się przy tym jakby właśnie wygrał na loterii.

- Przyniosłam twojej mamie jagody, no wiesz na to dobre ciasto - odparłam podając mu jagody pod nos.

- Dzięki Pop - Pop. Tak ją nazywał. Jak gatunek piosenki. Kiedyś nienawdziła tego przezwiska. Ale teraz podobało jej się to.

 

Część druga już nie długo!

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania