Zakonnica

Nigdy nie odmówiłem temu, który naprawdę mnie potrzebował.

 

Po ukończeniu seminarium zostałem wikarym pewnej prowincjonalnej parafii. Ze względu na rozporządzenie biskupa do pomocy została przydzielona nam siostra zakonna. Z początku zupełnie jej nie zauważałem, jedynie czasami gdy chodziła po ogrodzie pielęgnując rośliny, lub gdy w deszczowe wieczory czytywała Biblię przy kominku.

 

Prowadziła ona katechezy, wyręczając mnie w tej roli. Dopiero wtedy zacząłem zauważać w niej coś niezwykłego, jednak nie wiedziałem czym dokładnie jest to spowodowane. Kontynuowałem więc służbę Bogu, mając siostrę na bacznej uwadze.

 

Z czasem moja podejrzliwość osłabła, siostra okazała się sumienną, pracowitą kobietą o anielskim spokoju. Z wielką chęcią pomagała naszej gospodyni przy wszelkich pracach domowych, począwszy od gotowania aż po niekończące się przyszywanie guzików, które z jakiegoś powodu nieustannie odpadały od mojej sutanny.

 

Nigdy więcej nie spotkałem tak oddanej siostry zakonnej. Uwielbiali ją wszyscy w parafii, zawsze służyła dobrą poradą, słowem otuchy lub czymkolwiek innym co tylko człowiek potrzebował. Prowadziła scholę, lekcje rzemiosła dla najmłodszych, a gdy starczało jej sił udawała się do domu starców żeby odczytywać im słowo Boże. Była to bez wątpienia osoba zbliżająca się wielkimi krokami do świętości.

 

Po kilku latach zostałem przeniesiony na inną parafię, ponieważ po śmierci proboszcza pozostała ona bez opieki. Wtedy zupełnie zatraciłem się w mojej posłudze, przykładając się z całych sił do wiernej służby Panu.

 

Pewnej nocy we śnie odwiedziła mnie siostra Anastazja i odwiedzała mnie tak regularnie, noc w noc. Czułem, jakbyśmy zostawali przyjaciółmi od serca, wiecznymi towarzyszami w krainie sennej.

 

Z początku sny te niewiele różniły się od rzeczywistości, spędzaliśmy razem czas na plebanii rozmawiając o sprawach nam bliższych lub dalszych. Początkowo siostra była lekko nieśmiała, ale bardzo sympatyczna, dokładnie tak jak ją pamiętałem, dopiero po czasie stawała się coraz odważniejsza. Opowiadała mi o tym jak bardzo bliska jej sercu jest męka Pańska i jak to właśnie mnie wybrała na swojego sojusznika w ukończeniu dzieła jej powołania. Możesz w to uwierzyć?

 

Spotkaliśmy się następnego dnia po owym śnie. Siostra nie posiadała się z radości, że jej modlitwy zostały spełnione i opowiedziała mi na czym dokładnie jej powołanie polega.

 

Byłem z początku sceptyczny, ale silna wiara pomogła mi spełnić prośbę siostry.

 

Anastazja położyła się na wcześniej przygotowanym krzyżu. Nieustannie odmawiała modlitwy, kiedy ja wbijałem jej gwoździe. Podczas przebijania pierwszej dłoni dźwięk pękającej kości przyprawił mnie o mdłości i płacz, jednak siostra prosiła mnie, żebym się nie lękał i kontynuował. Przebicie drugiej dłoni przyszło mi wcale nie łatwiej, młotek omykał mi się we wszystkie strony, bo rzewne łzy rozmazywały mi widok. Podczas przebijania nóg siostra śpiewała psalmy żeby dodać mi otuchy.

 

Gdy leżała ukrzyżowana na wzór Pański patrzyła na mnie uśmiechnięta, choć z lekkim grymasem bólu. Z wielkim trudem udało mi się postawić krzyż do pionu. Siostra poprosiła mnie o wypełnienie ostatniej części powołania, dodając mi otuchy i powtarzając, jak wielką przysługę robię dla Pana Boga. Przebiłem jej więc prawy bok a ona spojrzała w górę, bo wiedziała, że u bram nieba czeka na nią święty Piotr, dumny, że spełniła wolę Boga.

 

Wiem, że zrobiłem dobrze. Bo kim jesteś, skoro chcesz mnie odsunąć od woli Boskiej?

 

-Pańskim prokuratorem, a Pan nigdy nie był księdzem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Lotos 3 tygodnie temu
    No, dobre w sam raz, na tę porę.
  • smigun 3 tygodnie temu
    Niezły tekst

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania