Żałobnik

Pejzaż przepiękny, jak z ręki malarza:

drzewa, niebo i wino z ołtarza.

Widok cudowny, a nastrój wspaniały,

gdy nagle widzę ten byt spróchniały.

 

Krucza jest jego głowa.

Brak języka – gdzieś znikła mowa?

Korzeniami czasu tknięte ciało,

utraciło piękno, które dawniej miało

.Wszelka ciemność się do niego lepi,

czernią bijąc nawet ze ślepi.

 

Czemu to robi? Czy to zamiar celowy,

że wciąż trwa w bezruchu – słup węglowy?Czy mu zimno? Czy coś go boli?

Nic. Twarz jego jak z soli.

 

Ręki nie poda, śmiechem nie raczy.

Po co tu jesteś? Co twój byt znaczy?

Rany kłują, ból serce owija,

czuję, jak i mnie cień spowija.

Rozsypałem mu żółte kamienie,

lecz on stoi, a ja tracę tchnienie.

 

Dzwon nie zabije, wrony się nie zlecą,

odpływam daleko wraz z czarną świecą.

Nie zabieram pereł ani swojego pomnika,

tylko twarz Omenu –

oblicze żałobnika.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania