Zamach na ulicy bankowej
W pewnym momencie doszedł do miejsca postoju taksówek i postanowił z nich skorzystać. Wszedł do pierwszej wolnej i od razu rzekł:
- Do Zakładu Medycyny Sądowej proszę.
Kierowca tylko skinął głową i od razu ruszyli. Wojtek nerwowo przebierał palcami, nie mogąc doczekać się spotkania z żoną. Mijali kolejne ulice dzielące go od celu, aż w końcu musieli zatrzymać się w korku przed światłami. Widząc, że nie zdoła do niej szybko dojechać, sięgnął po telefon i wybrał numer do Moniki. Dzwonił przez dłuższą chwilę, ale nie odbierała. Spróbował raz jeszcze, ale z tym samym skutkiem. Korek uliczny przed nim sięgał kilku kilometrów. Nie lubił dużych miast, bo zawsze były one zakorkowane. Do celu jednak jeszcze był kawałek drogi, przez co musiał wytrzymać. Spoglądał na nielicznych przechodniów i witryny sklepowe rozlokowane wzdłuż ulicy. Przesuwając się co kilka minut, widział, że mijają jedną placówkę banku, by za kilkadziesiąt metrów zobaczyć następną. W jego rodzinnym, małym mieście też banki znajdują się blisko siebie, co nie było niczym nowym. W stolicy jednak, jest ich o wiele więcej i nie dziwił go widok, co rusz, to nowej placówki bankowej.
Ruszyli znów kawałek i stanęli w miejscu, czekając na odblokowanie pasa. Podenerwowany zerknął na zegarek na jednym z banków, na którym dochodziła godzina piętnasta. Z każdą minutą tracił cierpliwość. Bał się, że gdy dotrą na miejsce, Moniki już tam nie będzie.
- Daleko jeszcze? - zapytał zniecierpliwiony.
- Dwie przecznice.
- To ja się przejdę. Ile płacę?
- Dwadzieścia pięć złotych.
Wojtek wyciągając z portfela kartę, ale coś go tchnęło, by spojrzał na chodnik tuż obok niego. Wtedy poczuł, jakby mu serce na chwilę stanęło. Przechodził nim młody chłopak z plecakiem na plecach. Szedł wyprostowany, zdecydowanym krokiem, a jego spojrzenie było tak samo puste, jak wcześniej Jacka. Wojtek czuł, jak serce zaczyna mu bić jak szalone. Już chciał wysiąść i zatrzymać chłopaka przed tym, co z pewnością planuje, gdy usłyszał zniecierpliwiony głos taksówkarza:
- Chyba nie chce pan wyjść bez płacenia?
Wojtek przyłożył kartę do jego czytnika i znów spojrzał na chłopaka. Zatrzymał się on przed jednym z banków i zerknął na zegarek. Wojtek szybko spojrzał na czas wyświetlony na radiu kierowcy. Czternasta pięćdziesiąt dziewięć. Znów powrócił wzrokiem do chłopaka. Ten wszedł do banku i zniknął mu z oczu.
Wtedy ktoś zatrąbił na nich. Wojtek zaskoczony, aż podskoczył. Kierowca samochodu tuż za nim, stracił cierpliwość i pogonił go, by w końcu ruszył się z miejsca. Auta przed nimi już odjechały na kilka metrów, a on stał wciąż w jednym miejscu.
- Wysiada pan? - zapytał taksówkarz, wyraźnie mający dość swojego pasażera.
Wojtek skinął mu tylko głową i chwycił za klamkę u drzwi. Rzucił okiem raz jeszcze na bank, do którego wszedł chłopak. Sam się skarcił w myślach, widząc wszędzie terrorystów. Nie chciał się poddać paranoi. Wziął tylko głęboki oddech i otwarł drzwi, by wyjść z samochodu. W tym momencie w radiu wybiła godzina piętnasta, a drzwi banku, do którego wszedł chłopak, jak i cała jego przednia fasada eksplodowały. Podmuch był tak potężny, że zmiótł nie tylko przechodzących obok dwoje ludzi, ale i stojące na najbliższym pasie samochody. Drzwi samochodu, które Wojtek otwarł, siłą podmuchu zamknęły mu się i osłoniły go przed betonowymi i szklanymi odłamkami. Upadł na tylne siedzenie i osłonił głowę. Nie wiedział, czy się przesłyszał, czy było to spowodowane samą eksplozją, ale w ułamku sekundy usłyszał jakby kilka wybuchów.
Przez długi czas nie słyszał niczego. Oczu nie mógł otworzyć, przez pył i kurz, który opanował całą okolicę. Z trudem mógł oddychać. Próbował odkaszlnąć, ale zaraz zaczął się krztusić. Dopiero po kilku minutach powoli dochodził do siebie.
Wtedy zobaczył wybite szyby w taksówce. Reszta auta, jak i cała ulica była pokryta nie tylko pyłem, szkłem i odłamkami murowanego budynku, ale i krwią zabitych w ludzi. Przed nim na miejscu kierowcy siedział, taksówkarz. Miał głowę opartą na siedzeniu, ale w ogóle się nie poruszał.
- Hej! - zawołał Wojtek, wychylając się do niego.
Wtedy zobaczył, że w klatce piersiowej ma on wbitą część metalowej nogi ławeczki, która znajdowała się przed bankiem. Przebiła ona przednią szybę i przebiła mu płuco. Inni kierowcy, którzy zdołali ukryć się w swoich samochodach, powoli wysiadali i próbowali cokolwiek dostrzec w zadymionej ulicy. Wojtek również wyszedł na zewnątrz i zakrył nos oraz usta, starając się oddychać. Nie wiedział, jak może pomóc, co mógłby zrobić w tej sytuacji. Chciałby za kimś podążyć, kto wie, jak się zachować, ale widoczność była tak ograniczona, że ledwo widział co się przed nim znajdowało. Ruszył powoli do przodu, uważając by się nie potknąć. Jedną ręką zasłaniał drogi oddechowe, a drugą próbował odgonić dym, by cokolwiek dostrzec. Wszedł na chodnik, prawie potykając się wysoki krawężnik. Ominął jedną z połamanych ławeczek, by wyjść na środek szerokiego chodnika. Usłyszał fontannę niedaleko przed nim. Zaczął się zbliżać do niej, poruszając się po omacku. W końcu, gdy doszedł do celu, oparł się o jej kant, a palce zamoczył w wodzie. Poczuł dziwną maź pod palcami. Przybliżył mokre palce do oczu, by zobaczyć spływającą z nich krew. Wtedy dopiero dostrzegł leżącą ludzką rękę w wodzie. Krew wypływała z niej obficie i pokryła wodę w częściowo roztrzaskanej fontannie. Odskoczył odruchowo i nadepnął na czyjś but, w której znajdowała się stopa. Nie mógł wytrzymać. Zakręciło mu się w głowie i zebrało go na wymioty. Postąpił do przodu, by zobaczyć połowę rozszarpanego ciała kobiety. Żołądek miał już dość.
W oddali było już słychać zbliżające się służby ratunkowe. Wojtek nie miał odwagi iść dalej. Z opróżnionym żołądkiem, bolącą głową i płucami pełnymi ciężkiego powietrza, zawrócił, by usiąść na tym, co pozostało z murku tuż obok wejścia do banku. Próbował się uspokoić. Inni kierowcy również nie byli gotowi na taki widok. Wojtek ze spuszczoną głową, siedział i słyszał, jak wokół niego inni wymiotują albo sklinają lub wzywają Boga, widząc przerażające skutki wybuchu.
W pewnej chwili podszedł do niego strażak z maską tlenową na twarzy.
- Hej! Jesteś cały? - zapytał, dźwigając mu głowę do góry.
Wojtek jednak nie miał sił na odpowiedź. Tylko spojrzał na niego. Ten od razu zawołał ratowników i sam ruszył dalej. Już po chwili dostał maskę tlenową i został odciągnięty od strefy wybuchu. Posadzili go w karetce pogotowia i ratownicy próbowali mu pomóc. Pytali o stan zdrowia. Zadawali kolejne pytania, ale był w takim szoku, że nie był w stanie im nic odpowiedzieć. Po chwili ktoś z poszkodowanych zawołał o pomoc i dwaj ratownicy, każąc mu pozostać na miejscu, pobiegli we wskazane miejsce.
Wojtek tylko obserwował biegających wokół ludzi. Światła wozów ratowniczych oraz policyjnych odbijały się po całej ulicy. Chaos i zamęt panował po całej jej długości. Krzyki i przekleństwa padały niemal w każdym jej odcinku. Pył i dym powoli opadał i odkrywał ogrom tragedii, który miał miejsce na tej ulicy. Wojtek siedząc bezradnie, zdołał dostrzec drugi koniec ulicy, na którym również doszło do eksplozji. W tamtym miejscu miał swoją siedzibę inny bank, którego również nie oszczędzono. Ratownicy i strażacy wynosili z gruzów rozszarpane przez wybuch ciała, a policjanci zabezpieczali teren i próbowali przepytywać świadków zdarzenia.
Wtedy to Wojtek poczuł strach. Z pewnością byli tu też śledczy, którzy dotrą i do niego. Nie chciał znów trafić do sali przesłuchań. Nie miał zamiaru znów tłumaczyć się z obecności w miejscu kolejnego zamachu. Nie miał na to sił, ani ochoty. Wstał i chciał jak najszybciej opuścić to miejsce. Wtedy tuż przed nim pojawili się dwaj policjanci. Odwrócił się na pięcie i korzystając z zamieszania, przecisnął się między samochodami, by dotrzeć do zbierających nieopodal gapiów. Na ulicy było ich coraz więcej. Każdy był zainteresowany, tym co się wydarzyło w jego mieście. Młodzi kręcili filmy, inni robili zdjęcia. Starsi wzruszeni i przestraszeni niebywałą sytuacją, tylko obserwowali pracę ratowników. Wojtek wcisnął się między nimi i szybko poszedł wzdłuż kolejnej ulicy, by oddalić się z miejsca zdarzenia.
Jest fragment z mojej nowej książki. Jeśli chcesz podzielić się opinią, radą lub wskazówką, dzięki której ten tekst byłby lepszy, to pisz śmiało w komentarzu. Mam nadzieję, że scenka się spodobała.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania