Zamiana
Chciałbym zamknąć oczy...
Wierzyć,że to sen...
Że ten koszmar sie już skończył...
I nadchodzi nowy dzień...
Lepszy,cichszy,spokojniejszy...
Słońcem uśmiechu wypełniony...
Dobrym słowem,ciepłym gestem...
Tak po prostu uzupełniony...
Lecz niestety to nie sen...
Jeno jawa tak bolesna...
Ktoś,komu serce przyjaźni oddałem...
Chce,by nastąpiła zmiana miejsca...
Ok...znikam więc...
Mnie już nie ma...
A wraz ze mną znika wiara...
W szczerą miłość,czy też przyjaźń...
Tylko pustka pozostała...
Cierń w tych słowach jest czerwony...
Krwią zalany aż po brzegi...
Z dnia na dzień żeś odrzucony...
Chociaż jesteś,to daleki...
Zostawiłem tutaj wszystko...
To,co miałem najcenniejsze...
Serce,wsparcie,pomoc bliskim...
A dostałem właśnie ciernie...
Nie wiem już,czy się opłaca...
Dobro dzielić,bo nie wraca...
Chociaż krzywdy nie zrobiłem...
Cierniem zastrzelony...
Teraz...kiedy w miejscu stoję...
Patrzę smutno na to wszystko...
Myślę sobie DOBRY BOŻE...
DAJ MI SIŁY ZGASIĆ BÓLU OGNISKO...
Nawet jeśli zniknę gdzieś...
Gdzie nie będzie mnie nikt szukał...
No bo jak?
No bo po co?
Nowy rozdział wchodzi z ochotą...
Stary jest już więc przeszłością...
Z wielkim trzaskiem zamknięty został...
Czas na nowy...
Czas na lepszy...
Tylko kto przy Tobie cały czas pozostał?
Gdy łzy smutku lane były...
A wygadać się było trzeba...
Słowa ciężkie prosto z serca...
Płynęły rzeką żalu wprost do nieba...
Gdzie tu przyjaźń?
Gdzie tu więzi?
Gdzie choć czlowiek jest w człowieku?
Tak zamienić na innego...
Cóż...Być może zdecydowanie lepszego...
Tylko czy ta inwestycja...
Tak naprawdę się opłaci...
Znajomego,przyjaciela...
Zmieniać na kogoś innego...
Miłość różne ma oblicza...
Bywa nieprzewidywalna...
A co będzie,jak nie wyjdzie...?
Kto tu wtedy radę da...?
Poda dłoń by powstać z gruzu...
I cierpliwie tak wysłucha...
Czyżby cisza...pustka miejsca...
Bo już tamten odszedł w dal...
Gdzie go szukać...?
Gdzie Ty jesteś...?
Byłeś...zniknąłeś...nie ma nikogo...
Tak wybrane,to tak jest...
Zmiana człowieka na nowego...
Masz,to masz swój nowy rozdział...
Serce krwawi,serce boli...
Strata ludzi zaufanych...
Bezpowrotnie życie goli...
Łzami ścieżka wydeptana...
Trzeba ruszać...
Odejść stąd...
Tutaj jesteś już niechciany...
Swoje zrobiłeś,to spadaj stąd...
Teraz przyjdzie inny,nowy...
Czy będzie lepszy...
Czas zweryfikuje...
Oby tylko cierpienia nie było...
Bo nawet,jak zniknę...
Takiego życia nikomu nie winszuję...
Zawsze chciałbym dla bliskich dobra...
Aby byli szczęśliwymi...
W zdrowiu,radości,spełnionej miłości...
Długie lata sobie żyli...
Więc tak znikam w samotności...
W krzyku ciszy...
W cieniu życia...
Co tu gadać...
Nie ma z kim...
Czas się skończył...
Do widzenia...
Teraz idź,i już nie wracaj...
Chyba że,jak gość odwiedzisz nas...
Czasem zadzwoń...
Czasem napisz...
Ale też nie nękaj nas...
Byłeś...?OK ...
Fajnie było...
Ale to się już skończyło...
Pojawił się człowiek nowy...
Życie ubarwić ponoć jest gotowy...
Więc na Twoje miejsce wchodzi...
A Ty spadasz na plan drugi...
Tam są drzwi...
Idź już sobie...
Przestań w życiu wreszcie brudzić...
Zabierz z sobą swoje kłody...
Które rzucałeś dnia każdego...
Dziękuję za wszystko...do widzenia...
Wpuszczam tu kogoś lepszego...
Z kim pogadam...
Do kogo się przytulę...
Komu oddam serce swoje...
Byłeś,to Byłeś...ale to koniec
Teraz zajmij się swoim życia znojem...
Ja mam kogoś,komu ufam...
Kocham,i chcę szczęście poczuć...
Więc Ty znikasz z mego życia...
Życia...oraz mego domu...
Nie udawaj przyjaciela...
Bo Ty nigdy nim nie Byłeś...
Choć nie powiem...pomagałeś...
To nieraz wkurzający byłeś...
Lecz to koniec...
Czas się rozstać...
Droga wolna...
Idź już stąd...
Daj mi wreszcie święty spokój...
Znajdź dla siebie własny kąt...
Mnie to już nie interesuje...
Co Ty zrobisz?Co Ty czujesz?
Ja mam własne swoje życie...
W końcu kocham...
Czy Ty to rozumiesz?
Będziesz sam,to będziesz...
Poznasz kogoś...ok...fajnie...
Lecz nie tutaj...
Nie przy mnie...
Znajdź dla siebie gdzie indziej życia stajnie..
Niech ten koń pociągowy...
Życia Twego zmieni bieg...
Ja już nie chcę...
Ja nie umiem...
Lecieć z Tobą wciąż w ten bieg...
Jestem już tak ślepy...
Jakbym szedł we mgle...
Nic nie widzę...
Nic nie słyszę...
Nic nie czuję...
Nawet też nie obiecuję...
Co ma być,to niech będzie...
Obojętność krzyczy CHOĆ...
Idę,idę moja miła...
Jedynie tyś mnie nie pozostawiła...
W parze z ciszą,w której krzyczę...
Oraz starością życia swojego...
Zamykam serce krwawiące ciszą...
Uciekam do samotni miejsca swojego...
Tylko gdzie ono jest...?
Te moje miejsce...?
Ten mój dom wymarzony...
Czy kiedyś znajdę...?
Czy będę sobą...?
Czy wrócę do życia taki nowo narodzony?
Bardzo wątpię,że to nastąpi...
Gruzami przygnieciony świat...
Gdzie pełno złości,zwady,cierpienia
Oj ciężki,bolesny,okropny świat...
Komentarze (1)
Tak to niestety w życiu bywa. Musimy to przeżywać. Najgorszy ten pierwszy raz po rozłące. Jak mówi przysłowie:" W tym cały jest ambaras, by dwoje chciało na raz".
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania