Zanim
To był jeden z tych pięknych, słonecznych i mroźnych dni zimy. Mieliśmy styczeń, miesiąc, gdy słońce znajduje się najbliżej Ziemi, a może Ziemia najbliżej słońca.
Po załadowaniu dostawczego samochodu znienawidzonymi belkami materiału, ja i sporo ode mnie starszy kumpel wyjechaliśmy około trzynastej trzydzieści w podróż do Łodzi. Docelowe miejsce to średniej wielkości szwalnia usytuowana w pobliżu mojego ulubionego cmentarza, zwanego Starym.
Z tego, co pamiętam, rozładunek przebiegł szybko i składnie. Po całej robocie Grzegorz zaproponował, że podrzuci mnie do domu, ale podziękowałem. Odmówiłem gdyż czułem silną potrzebę upojenia się cmentarnym spokojem, który jak dla mnie jest wyjątkowy. Nigdzie indziej nie doświadczyłem takiego uczucia.
Na uszach miałem muzykę Behemoth’a. Bliżej – bonusowy kawałek z płyty „Evangelion”. Tak bardzo pasowa do tego, co mnie otaczało, a były to nagrobki starych Łodzian, ludzi, którzy budowali potęgę dawnej Łodzi.
Zanim stanąłem przed Kaplicą Karola Scheiblera, poczułem znajome ukłucie w sercu. Kreeshna. Tak to ona. Tak wspaniale pachniała, a także roztaczała magiczną aurę. Z początku nie widziałem jej materialnego ciała, jednak trwałem w przekonaniu, że jest gdzieś blisko.
– Chcesz być moim dzieckiem? – szepnęła mi do lewego ucha.
– Tak. Chcę tego. Do końca świata. – odpowiedziałem oszołomiony i ogłupiony jej obecnością.
Kreeshna wgryza się w moją szyję wypijając znaczną ilość krwi, po czym nacięła swym wampirycznym pazurem przegub swej ręki, a ja upiłem kilka kropel jej posoki. Spojrzałem ostatni raz na zachodzące słońce przebijające się przez cmentarne drzewa. Skonałem by na powrót się odrodzić. Gwiazda życia zdała się nagle wroga i wtedy wiedziałem, że jestem prawie taki sam jak moja dawna przyjaciółka. Prawie. Kreeshna była wampirem pierwszej kategorii, ponieważ posiadała odporność na światło dnia. Zrozumiałem dopiero teraz, iż to pradawny wampir. Wszystko stanęło na głowie.
Wraz ze śmiercią ciała stałem się szczęśliwy. Nie toczyła mnie depresja, a me zmysły jakby się wyostrzyły.
Tak. Teraz możesz zacząć się bać. Nie odpuszczę ci, jeśli nasze drogi przetną się po zmroku.
Pan Podziemia mi świadkiem, że nigdy nie kochałem Kreeshny, ale to inna historia, na inny pisarski maleńki epizod. Jeśli chcesz możesz pić ze mną.
Komentarze (2)
Mnie wkręciło;)
Czekam na dalsza część
Fajnie....Dzięki !!!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania