Zanim pęknie szkło

Skrzypią drzwi, te same od lat.

Wchodzę cicho, zdejmując dorosłość z ramion.

Znowu pachnie tu domem i drożdżami.

 

W kuchni mama odgarnia chmurę mąki.

Piecze ciasto, nuci coś pod nosem.

Jej dłonie leczą każdy mój lęk.

 

Obok tata snuje opowieść o zwierzętach.

Głos ma ciepły, zmęczony ale bezpieczny.

Bajka płynie, czas zwalnia bieg.

 

Ela poprawia mi niesforne warkocze.

Starsza siostra, mój stały i pewny azymut.

Jej obecność ucisza cały zgiełk.

 

Darek wierci się, głośno śmieje.

Braterski łokieć szturcha mnie w bok.

Żyjemy chwilą, nie znając jutra.

 

Siedzimy razem, bezpieczni w tym kadrze.

Zanim świat nas rozrzuci po mapach.

Zanim czas odbierze nam ten schron.

 

Jesteśmy tu wszyscy. Kompletni. Żywi.

Żaden los nas jeszcze nie podzielił.

Żaden czas nie zdążył nas zabrać.

 

Otwieram oczy, wokół tylko cisza.

Pokój i dorosłe, zimne miasto.

To tylko sen, który rano pęka jak szkło.

 

Zostaje tęsknota, wielka i ciasna i

marzenie o powrocie, którego nie ma.

A serce wciąż puka do tamtych drzwi.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • siena godzinę temu

    Czuję jak tęskno i jaki brak.

  • KaMaRo

    Dziękuję za odwiedziny i komentarz. Wszystkich nas to dosięgnie😔

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania