zaparzę kawę
wychodzę w noc cicho jak szop
sowy drażniąc swym cieniem
nie budząc swych aniołów cnych
które drzemią w mym drzewie
unoszę wzrok pod niebem mrok
prawo jest przeznaczeniem
samochód łka za szybą mgła
ciemność mym uniesieniem
przez chwile dwie tam nie ma mnie
oddaję się wspomnieniom
gdzieś w oknie twarz zastygłych dat
szuka w moim spojrzeniu
i mimo że wciąż karmisz mnie
cudem zwanym miłością
wciąż czuję smak nie twoich warg
parząc kawę z godnością
Komentarze (6)
tak mile płyną słowa
wewnętrzny rym
stosowny rytm
lecz kawa nie gotowa
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania