zapatrzony w niebo
zaczepiam wzrok na bluzce z sinsay
pusta kartka kreślę parę słów
ma parcie czerwień policzków
wcześniej bledsze
sunę powoli plażą w somalijskich popylaczach
słońce mówi tak bo chcę
wyciągam mokrą dłoń ociekającą solą
serdecznie witam się z kobietą może żoną
któż to wie
morze łączy i rozdziela
pełno w portach portów
a może za dużo kobiet przy barach
które zapuszczają oczy głęboko w mój kufel
nie mam pytań zdrowa urżnąłem się wychodzę z dwoma
mam pokój szalupa na cumie chwieje się zaciągam cygarem
dym powala mnie i zapach perfum egzotyczna noc
zapatrzony w niebo
żono nie czekaj nie śnij źle
wrócę do ciebie tylko przeżyję ten rejs
Komentarze (2)
Oddałeś znakomicie atmosferę rejsu, a nawet więcej — nieprzewidzianie marzycielską naturę człowieka (zapatrzonego w niebo): nie wiadomo gdzie się kończy morze, gdzie zaczyna dom.
Fachowa robota! ?
Tak jestem zakręcony ,że dopiero teraz otworzyłeś mi oczy , że to wiersz o rejsie. Dziękuję za komentarz.
Musiałem być na niezłej bani .Ale tak jest z fachowcami ha:) Serdeczności:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania