Zapomniana dziewczyna
Wstałam jak zwykle o szóstej i odruchowo włączyłam Facebooka. Od pięciu lat
sprawdzałam wiadomości z frontu, choć dawno przestało to mieć sens. Zmian było
wiele, ale żadna nie wpływała na resztę kraju. Tamtego dnia jednak zobaczyłam
coś innego: „Pokój”. „Wojna skończona”. „Koniec”.
– What? – rzuciłam, wyglądając przez okno.
Niżej nic się nie zmieniło. Ludzie już dawno wrócili do swoich spraw: ktoś
wyprowadzał psa, dzieci rozmawiały o szkole. W zasadzie to ta wojna już od lat
toczyła się na odległej granicy, którą nikt się nie przejmował. Tylko ja – zwykła
modelka, ładna zabawka – wciąż śledziłam politykę i świat, którego nawet nie
rozumiałam.
Minęło pół roku
Euforia zniknęła, gdy wróciłam do pracy. Na planie liczyła się sprawna robota,
a nie wiadomości i gadanie. Choć czasem udawało mi się wciągnąć w dyskusję
któregoś z asystentów czy stylistek, to trwało krótko – miesiąc, może dwa. Potem
wojna stała się nudna i przestarzała, zastąpiona przez świeższe plotki.
– Słyszałaś o tym?
– Tak, ale nie przepadam za nowościami.
– Oj, ponuraku, będzie fajnie. Weźmiemy jeszcze kogoś.
– Wolę iść do domu.
– Wiem, wiem. Żyjesz jeszcze tamtym – uśmiechała się, obejmując mnie
ramieniem – Ale bez nerwów mała. Ela pokaże ci jak się bawić.
Delikatnie wyswobodziłam się z jej uścisku.
– Nie. Na razie.
Wsiadłam do auta, a Elena została jeszcze chwilę, patrząc, jak odjeżdżam. Kilka
miesięcy po wybuchu wojny przestała się nią przejmować. „Trzeba żyć” –
powtarzała z uśmiechem, a ja z uporem maniaka próbowałam wciągnąć ją w
kolejne dyskusje o polityce. Dojechałam do domu i miałam już siadać do laptopa,
gdy uderzyła mnie myśl: w ten weekend mija pół roku od zakończenia wojny.
Miałam dwadzieścia trzy lata, mieszkałam sama. Od osiemnastki nie byłam na
żadnej imprezie.
„Jezu” – pomyślałam, siadając przy biurku.
Włączyłam laptop. Powitała mnie retro tapeta – polana i błękitne niebo z
czasów Windows XP.
– Szkoła – przemknęło mi przez głowę.
Ta głupia tapeta wzbudziła we mnie zaskakująco wiele emocji. Uruchomiłam
Chroma i bezmyślnie przeklikałam kilka stron, po czym wstałam.
– Chrzanić to! – wrzasnęłam w duchu, podchodząc do lodówki. Była pełna, ale
nie było w niej nic słodkiego. Rzuciłam okiem na zegarek, dziewiętnasta.
– Jeszcze zdążę.
Zmotywowana wizją kubełka lodów, czekolady czy czegokolwiek z toną cukru
pojechałam do największego sklepu w okolicy. Supermarket tętnił zwyczajnością.
Wzięłam dwa kubełki lodów i zadowolona szłam już do kasy, gdy ktoś zwrócił
moją uwagę.
Kilka metrów dalej stał mężczyzna. Był w moim wieku, lecz brakowało mu
trzech palców u prawej ręki, a oko zasłaniała czarna opaska. Miał na sobie zieloną
kurtkę z jasnym kołnierzem — coś między wojskową, a cywilną. Weterani nie byli
już niczym niezwykłym, a jednak on mnie zaciekawił.
Podeszłam bliżej. Twarz mężczyzny była okaleczona. Nie tylko lewe oko — całą
lewą stronę pokrywały blizny. A jednak coś pod nimi było znajomego.
– Wiktor?
– Zna mnie pani? – zapytał zaskoczony, odwracając się do mnie.
– Tak – powiedziałam nieco speszona – Chodziliśmy razem do liceum.
Błądził oczami – Niestety, nie pamiętam. Bardzo przepraszam… mam duży
problem z pamięcią.
– Weteran? – kiwnął głową, a mi przez głowę przeleciały scenariusze
najgorszych dramatów.
„Nienawidzę motywu amnezji, zawsze jest wciśnięty na siłę i zbyt wygodny. To
trochę tak, zresetuj pamięć bohatera w durny sposób i rób z nim, co ci się podoba”
Kontynuowałam – Masz amnezję?
Zastanowił się – Lekarz mówi, że jak będę miał kontakt z kimś, kto znał mnie
wcześniej. Moja pamięć powinna z czasem wrócić.
Zapadła chwilowa cisza, a w głowie coś mi zaświtało.
– Pamiętasz cokolwiek z liceum albo po nim?
– Niestety. Maksymalnie dwa lata wstecz i to też z lukami.
– A twój Facebook? Pewnie masz tam jakichś znajomych.
– Straciłem stary telefon, a tam miałem wszystkie konta. Staram się wszystko
przypomnieć i poukładać, ale z tego, co wiem, to rodziny nie mam. Skoro pani
mnie pamięta, pani…
– Anastazja – dopowiedziałam.
– Właśnie. Pani pomóc, pani Anastazjo, byłaby dla mnie bardzo pomocna w… –
zamilkł na chwilę, drapiąc się po szyi.
Uśmiechnęłam się, czekając, aż dokończy. Ten patrzył na mnie. Otworzył usta,
zamknął je i podrapał się po szyi. Gdy niespodziewanie podszedł do nas jakiś facet:
– Młody, znasz tę dziewczynę?
– Emil, to Anastazja, zna mnie z… – znów zamilkł, a ja ponownie
dopowiedziałam.
– Liceum.
– Rozumiem – mężczyzna uśmiechnął się i podał mi rękę – Miło mi poznać,
Emil.
Był od nas starszy – na pewno po trzydziestce. Z twarzy serdeczny i
sympatyczny, o jaskrawo rudej brodzie i łysej głowie. Do tego naprawdę dobrze
zbudowany. Choć byli zbliżonego wzrostu, to Wiktor wyglądał zwyczajnie, a jego
kolega jak krępy łysy czołg.
– Musimy lecieć, zaraz mamy ostatni autobus – rzucił rudowłosy, trzymając
koszyk pełen zakupów.
– Bardzo przepraszam.
– Spoko, do zobaczenia.
Obaj zniknęli gdzieś w głębi sklepu, a ja wróciłam do zakupów, skupiona na
lodach i czekoladzie. Zapakowałam zapasy na przednie siedzenie, po czym
ostrożnie ruszyłam z parkingu. Śniegu było mnóstwo, więc nie szarżowałam i
chyba tylko dlatego ich zobaczyłam, dwie znajome sylwetki. Byli obładowani
torbami, wyglądając jak tragarze z Himalajów. Zatrzymałam się na pustym
przystanku i opuściłam szybę, czekając, aż się zbliżą:
– Co się stało? – zapytałam i obaj podeszli do mojego auta.
– Autobus nam trochę zwiał.
– Mogę was podrzucić.
Obaj spojrzeli po sobie, a następnie na mnie. Zaczął starszy:
– Na pewno? Znaczy to miłe, ale…?
– Znamy Wiktora, a ty wydajesz się w porządku?
– Młody – Emil się uśmiechnął, biorąc przyjaciela pod pachę i klepiąc go po
piersi – taka przyjaciółka to skarb.
– Ta, wiem… chyba.
– Chyba? Wsiadaj i nie gadaj!
Obaj szybko wpakowali mi się na tylne siedzenia. Wiktor siedział cicho, a Emil
ledwo usiadł i już skomentował wnętrze:
– Ale samochód – jego ton był podszyty lekką ironią
– Co masz na myśli? – spytałam, poprawiając lusterko tak, by widzieć ich obu.
– Focusy mają swój styl – pasują do właścicielki – odparł, nie tracąc
serdeczności.
Zaśmiałam się – To gdzie jedziecie?
– Na Bohdana – mruknął Wiktor.
Przekręciłam kluczyk – Daleko. Mogliście zadzwonić po Ubera?
Emil skrzywił się – Niby tak, ale…
Wtrącił się Wiktor – Nie lubię taksówek, przez to… – wskazał na swoją twarz.
Rudzielec natychmiast się obruszył:
– Oj tam. Nikogo nie obchodzi, jak wyglądasz. Jak ci tak źle, to ja sobie brodę
na różowo machnę – pokazał na swój gęsty zarost – I wtedy będą się gapić na
mnie.
Wiktor zaśmiał się, na co przyjaciel kontynuował:
– O, i od razu lepiej
Nawet mnie to zmotywowało, by się odezwać:
– Wyglądasz normalnie.
– Hm?
– Widziałam wielu weteranów. Ty wyglądasz zwyczajnie, niczym się nie
wyróżniasz z tłumu.
Po tym Emil nie mógł przestać mnie chwalić, zwracając się do Wiktora:
– Ooo, to to. Widzisz? Patrz, jaka herszt baba nas wiezie – mówił, żywiołowo
gestykulując – I bardzo kurwa dobrze, Amelia. Wygląda normalnie!
– Anastazja.
Skrzywił się – Mam jeszcze gorszą pamięć od młodego, ale zapamiętam.
Słuchałam w pełnym skupieniu, jak Emil opowiada o jakichś pierdołach i
manewrowałam po mieście.
– Gdzie dokładnie mieszkacie, numer?
– Bohdana siedemnaście – odezwał się Wiktor.
– Ta, a panienka? – dorzucił Emil.
– Eee…
Lekko się zmieszał, podobnie jak ja.
– Wybacz, trochę się pospieszyłem, Ame… Anastazjo. W woju trzeba szybko
przełamywać lody, bo czasu mało. To takie przyzwyczajenie – Emil wyjrzał przez
okno – Ooo, to tu – wskazał palcem stary niszczejący budynek.
– Na pewno? – zapytałam, dopiero wtedy zdając sobie z czegoś sprawę.
„Wpuściłam do auta dwóch mniej lub bardziej nieznanych mi facetów. Przy
okazji, weteranów, którym może coś odwalić”.
Ścisnęło mnie w żołądku. Szybko zatrzymałam się na parkingu, pod
zniszczonym blokiem.
– Ile mamy ci oddać? – zapytał zadowolony Emil.
– Za co?
– Za podwózkę – wymamrotał Wiktor, już po coś sięgający.
– Nic – odparłam, szybko się odwracając, by widzieć ich w pełni.
– Młody da tyle, ile powiesz.
– Powiedziałam, że nic nie chcę.
Wiktor spojrzał na mnie i cofnął rękę z portfelem. Trzymał banknot ostrożnie,
jakby bał się zrobić coś źle. To mnie uspokoiło. W ogóle zaskoczyło mnie, jak go
trzymał. Mimo rany, utrzymywał go między środkowym a wskazującym palcem.
– Tyle wystarczy? – dopytał Emil.
– Nie, wyjdźcie z mojego auta! – podniosłam nieco głos.
– Młody, nie lubi mieć długów – kontynuował, nie zdradzając żadnych złych
zamiarów.
– Dobra, dawajcie – wystawiłam rękę.
Na te słowa łysy rudzielec natychmiast wyskoczył z samochodu, zostawiając
Wiktora, zanim ten zdążył mi cokolwiek podać. Oboje instynktownie się
cofnęliśmy.
– Bardzo przepraszam za niego – podał mi złożony banknot, a w nim małą
kartkę. Po czym również wyszedł.
Na kartce był jego nowy numer telefonu. Widząc to, uśmiechnęłam się i
dodałam gazu.
Koniec rozdziału 1
Przedstawiony wyżej rozdział jest początkiem książki, liczące około 60 stron. Jeśli chodzi o gatunek, to nowela obyczajowo-post wojenna z elementami psychologii. Mam w planach, za jakiś czas wrzucić ją na Empik Self-publishing czy Książki w Google Play (za 5-10 zł). Jednak wpierw chciałby sprawdzić, czy jest dostatecznie dobra. Jeśli kogoś jest zainteresowany dalszymi perypetiami bohaterki, tu jest mail aleksanderzaraz@gmail.com (wystarczy napisać). Z niego (bezpłatnie) podeślę wersję dla beta-readerów: czyli numer specjalnie dla danej osoby, jak chce to mój podpis i jeszcze krótki komentarze (skąd wziął się pomysł na historię i bohaterów) do najważniejszych motywów.
Jak coś, to chętnie przyjmę krytykę, jeśli chodzi o pochwały, to wolałby ich za dużo nie słyszeć. To nie masochizm, tylko trzeźwa ocena, z krytyki się czegoś nauczę, a z pochwał, nie. (Mam awersje do klakierstwa)
Jeśli uznacie to za potwarz, przepraszam. Wiem, to forma reklamy, ale wydaje mi się dość uczciwa. Jeśli nie jest, krytyka będzie zasadna.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania