zapomnienie
W pewnym zapomnianym przez Boga i większość ludzi z ambicjami miasteczku, żył młody człowiek.
W miasteczku, w którym ciągle padał deszcz.
Jakby łzy z całego świata w tym miejscu znalazły ujście, a smutek ukojenie.
Nie przeszkadzało mu to.
Zresztą niewiele mu przeszkadzało.
Nikt z miejscowych nie wiedział, skąd przybył, ani też kim był ów młody człowiek.
On sam nie był pewien, kim jest.
Mieszkał samotnie, mając jedynie psa za towarzysza.
Całe dnie spędzał, siedząc w głębokim fotelu i rozmyślając nad czasami, które dawno już minęły.
Przeminęli również ludzie, którzy razem z nim tworzyli rzeczywistość.
Codziennie powracał myślami, próbując zrozumieć dlaczego życie takie, a nie inne wyznaczyło im role do odegrania.
Życie...
Ten wielki scenarzysta i reżyser sam kreuje bohaterów, wyznaczając im role do odegrania.
I chociaż grali swoje znakomicie, nigdy nie byli pewni swojego miejsca na planie.
On przegrał, chociaż paradoksalnie miał najlepsze atuty, by zdobyć życiowego oscara.
Stracił wszystko.
Czy żałuje?
Nie był pewny. W sumie to i tak nie miało żadnego znaczenia.
Szum padającego deszczu zakłóciło pukanie do drzwi.
Niespieszne, spokojne, jakby właściciel pukającej dłoni miał mnóstwo wolnego czasu i nigdzie się nie spieszył.
Wstał, aby otworzyć drzwi, niechętny, by kogokolwiek widzieć.
Krokiem leniwym, naznaczonym wysiłkiem podszedł do drzwi i je otworzył.
W progu stała kobieta, której wiek trudno było określić.
Ładna, elegancko ubrana, swoim wyglądem mimowolnie budziła zaufanie.
Jedyne, co przykuwało w niej uwagę, to wyraz jej oczu.
Pełne mądrości i czegoś jeszcze, co trudno było zdefiniować.
Znał wyraz tych oczu.
Pamiętał je ze snów.
- Czy można? zapytała znajoma-nieznajoma kobieta.
- Tak, proszę.
- Przyszłam po pana. Szef wzywa.
- Szef?
- Tak. Szef.
Zapanowała cisza, nawet głośny szum deszczu stracił na mocy i przycichł.
- Czy pani jest?...
- Tak, to ja. Pamięta mnie pan, prawda? Gościłam ostatnio nazbyt często w pańskich snach.
- Czy to będzie bolało?
To było pytanie retoryczne, jakże niewłaściwe, lecz jedyne, jakie w tej chwili przyszło mu na myśl.
Nie bał się bólu
- Proszę, czy możemy już iść? Muszę odwiedzić jeszcze kilka miejsc.
- Tak, oczywiście. Mam tylko do pani prośbę.Czy będzie mi wolno ująć pani dłoń? Rozumie pani, będzie mi...
- Dobrze. Odpowiedziała znajoma-nieznajoma.
Uchwycił jej dłoń i poczuł spokój, ukojenie i coś jeszcze. Coś, czego nie można określić w żadnym znanym człowiekowi języku.
Znikli wśród gęstych, ciężkich kropel deszczu.
Znikli cicho, spokojnie odchodząc w mrok.
Zostawiając za sobą uchylone drzwi i zdziwionego psa...
Komentarze (9)
Jakby łzy z całego świata w tym miejscu znalazły ujście, a łzy ukojenie.- jakiś błąd się wkradł. Nigdy nie traci się wszystkiego. Troszkę zabrakło mi dokładniejszego opisu kobiety, żeby obudzić zmysły- chyba, że było to celowe zagranie, żeby każdy stworzył sam sobie obraz w wyobraźni. Ciekawe zakończenie. Dla mnie 4+
Dziękuję, riggs za zwrócenie mojej uwagi na zdublowane słowo. Już poprawiłem :) Oszczędny opis kobiety był celowym zamierzeniem, chciałem, aby czytelnik sam nadał obraz tej postaci.
Każdy z nas czeka na tę kobietę i nigdy nie wie, kiedy go odwiedzi. Niektórzy mówią, że to mężczyzna, ale ja też skłaniam się ku kobiecie. Czytałam już wiele podobnych tekstów, sama też napisałam coś w tym temacie, bo chyba każdego czasem dopadają takie myśli. Twój jest delikatny, przesiąknięty jakąś nostalgią i wyjątkowy, bo pierwsze opowiadanie, jakie czytam Twojego autorstwa :)
Dziękuję, Karola:)
Melancholia, a to krok do depresji. Opis nieznanej kobiety która powstała z deszczu jak Feniks z popiołów. Metafora smutku i samotności. Pozdrawiam ciepło 5
Pasjo, kobieta nie powstała z deszczu, ona przyszła w porze deszczowej. I nie jest synonimem melancholii, tudzież depresji. Jest zupełnie kimś innym.
ówczesny wiem, to ostatnia kobietą jaka nas zabierze w podróż pozaziemską. Wyłoniła się z deszczu?
Zapowiedziała się we snach, wyłoniła się z deszczu (lub z deszczem przyszła)
Twój utwór wzbudził u mnie skojarzenia z tym wierszem Bolesława Leśmiana (wiersz usłyszałem w wykonaniu kobiecym w filmie dokumentalnym o życiu Bolesława Leśmiana);
W czas zmartwychwstania Boża moc
Trafi na opór nagłych zdarzeń.
Nie wszystko stanie się w tę noc
Według niebieskich wyobrażeń.
Są takie gardła, których zew
Umilkł w mogile - bezpowrotnie.
Jest taka krew - przelana krew,
Której nie przelał nikt - dwukrotnie.
Jest takie próchno, co już dość
Zaznało grozy w swym konaniu!
Jest taka dumna w ziemi kość,
Co się sprzeciwi - zmartwychwstaniu!
I cóż, że surma w niebie gra,
By nowym bytem świat odurzyć?
Nie każdy śmiech się zbudzić da!
Nie każda łza się da powtórzyć!
__________________________________________
"Nie wszystko stanie się w tę noc/Według niebieskich wyobrażeń." – Czy tego chciał (co się wydarzyło) naprawdę ów młody człowiek?
"Są takie gardła, których zew/Umilkł w mogile - bezpowrotnie." – Zew życia tego człowieka umilkł – czy bezpowrotnie?
Jest taka krew - przelana krew/Której nie przelał nikt - dwukrotnie." – Czy wszystko to, co przeminęło, krew, którą przelaliśmy w bojach, przyjemnościach, stratach, uniesieniu, rozpaczy – czy da się przelać jeszcze raz? Wydaje się niemożliwe. Transfuzja? Przeszłość ciągnie się za nami... Nie da się jej wyssać z nas i wlać nowej.
Jest takie próchno, co już dość/Zaznało grozy w swym konaniu! – niewątpliwie samotność bohatera była grozą.
Jest taka dumna w ziemi kość/Co się sprzeciwi - zmartwychwstaniu! – powiedziałbym, że żadna kość, a nadzieja! Ona się zawsze opiera najmocniej. Główny bohater stracił nadzieję?
I cóż, że surma w niebie gra/By nowym bytem świat odurzyć? – czy bohater zdaje sobie sprawę z tego, że ktoś może na niego i jego zmartwychwstanie czekać – kto, kto jeszcze nie istnieje? Sprawić by istniał... Jak? Odpowiedzią może być powiedzenie: "Jeśli CZEKASZ na zmiany, na pewno nigdy nie przyjdą".
Nie każdy śmiech się zbudzić da!/Nie każda łza się da powtórzyć! – bohater nie przyjmuje rozsądnych argumentów, bo tego uśmiechu (jej, ich – kogoś, kogo nie ma już) nie da się powtórzyć. Nie da się ożywić przeszłości tak, by nie obcować z wypchanym ptakiem – może miałby ogon, skrzydła i szpony... ale co to za ptak, który nie lata i należy go nakręcać niczym mechanicznego słowika, który tylko wtedy śpiewa.
Może wcale nie trzeba starać się coś odtworzyć, a lepiej stworzyć coś nowego? Z umęczonej, ale dzięki temu plastycznej gliny, można stworzyć coś niepowtarzalnego i nadać temu rys – z rys na naszym życiu.
Takie mam refleksje i skojarzenia.
Dzięki za możliwość :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania