Zastrzeliłam chwilę
Zastrzeliłam chwilę.
Tramwaj krzyknął nie swoim głosem
Światło mrugnęło
Jakby puszczając mi oczko
I liście jesienne
Naraz runęły w samotność
Ale mój uśmiech nie zniknął
Bezczelnie szczęśliwy.
Ścierałam go szmatą
Nasączoną desperackim zawodem
Lecz on świecił ciągle
Marny i śmieszny w swojej ufności
Przez którą cieszyłam się bólem.
Jesień wybuchła
Lecz znów byłam cała
Chociaż listopad
Płonął
Choć chwila skonała
Łkając i jęcząc
Ja śmiałam się cicho
Do trupów wkoło
Dlatego że ze mną
Poszedłeś na spacer.
Komentarze (2)
Interesująca dynamika
Dziękuję za komentarz 🪻
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania