Zastrzeliłam chwilę

Zastrzeliłam chwilę.

Tramwaj krzyknął nie swoim głosem

Światło mrugnęło

Jakby puszczając mi oczko

I liście jesienne

Naraz runęły w samotność

Ale mój uśmiech nie zniknął

Bezczelnie szczęśliwy.

Ścierałam go szmatą

Nasączoną desperackim zawodem

Lecz on świecił ciągle

Marny i śmieszny w swojej ufności

Przez którą cieszyłam się bólem.

Jesień wybuchła

Lecz znów byłam cała

Chociaż listopad

Płonął

Choć chwila skonała

Łkając i jęcząc

Ja śmiałam się cicho

Do trupów wkoło

Dlatego że ze mną

Poszedłeś na spacer.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Cain godzinę temu

    Interesująca dynamika

  • Sońka godzinę temu

    Dziękuję za komentarz 🪻

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania