Zastrzeliłam chwilę
Zastrzeliłam chwilę.
Tramwaj krzyknął nie swoim głosem
Światło mrugnęło
Jakby puszczając mi oczko
I liście jesienne
Naraz runęły w samotność
Ale mój uśmiech nie zniknął
Bezczelnie szczęśliwy.
Ścierałam go szmatą
Nasączoną desperackim zawodem
Lecz on świecił ciągle
Marny i śmieszny w swojej ufności
Przez którą cieszyłam się bólem.
Jesień wybuchła
Lecz znów byłam cała
Chociaż listopad
Płonął
Choć chwila skonała
Łkając i jęcząc
Ja śmiałam się cicho
Do trupów wkoło
Dlatego że ze mną
Poszedłeś na spacer.
Komentarze (7)
Interesująca dynamika
Dziękuję za komentarz 🪻
Rozumiem, że spacer był na cmentarzu. Czy to tylko taka przenośnia dotycząca otoczenia?
To tylko przenośnia, to była przejażdżka tramwajem)))
Mimo że nastrój jesienny tekst się spodobał.
Ciekawe, dobre
Dziękuję 🌼
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania