Zastrzeliłam chwilę

Zastrzeliłam chwilę.

Tramwaj krzyknął nie swoim głosem

Światło mrugnęło

Jakby puszczając mi oczko

I liście jesienne

Naraz runęły w samotność

Ale mój uśmiech nie zniknął

Bezczelnie szczęśliwy.

Ścierałam go szmatą

Nasączoną desperackim zawodem

Lecz on świecił ciągle

Marny i śmieszny w swojej ufności

Przez którą cieszyłam się bólem.

Jesień wybuchła

Lecz znów byłam cała

Chociaż listopad

Płonął

Choć chwila skonała

Łkając i jęcząc

Ja śmiałam się cicho

Do trupów wkoło

Dlatego że ze mną

Poszedłeś na spacer.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Cain 2 mies. temu

    Interesująca dynamika

  • Sońka 2 mies. temu

    Dziękuję za komentarz 🪻

  • Sokrates 2 mies. temu

    Rozumiem, że spacer był na cmentarzu. Czy to tylko taka przenośnia dotycząca otoczenia?

  • Sońka 2 mies. temu

    To tylko przenośnia, to była przejażdżka tramwajem)))

  • Sokrates 2 mies. temu

    Mimo że nastrój jesienny tekst się spodobał.

  • Absens 2 mies. temu

    Ciekawe, dobre

  • Sońka 2 mies. temu

    Dziękuję 🌼

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania