ZAŚWIATY MOJEGO DUCHA

ZAŚWIATY MOJEGO DUCHA

 

[Wpisz podtytuł dokumentu]

 

[Wpisz tutaj streszczenie dokumentu. Streszczenie to zwykle krótkie podsumowanie zawartości dokumentu. Wpisz tutaj streszczenie dokumentu. Streszczenie to zwykle krótkie podsumowanie zawartości dokumentu.]

 

I. PRZEBUDZENIE

 

Powoli, ale ostrożnie próbowałem podnieść powieki. Nie miałem pojęcia, co za chwilę zobaczę. Czułem się bardzo dziwnie, ale jednocześnie czułem podniosły nastrój tej chwili. Jeszcze przed momentem spadając z bardzo wysokiego urwiska sądziłem, że to koniec. Tak naprawdę byłem przygotowany na taką ewentualność. Ze śmiercią oswajałem się już od dłuższego czasu. Lecz co innego myśleć i rozważać o śmierci, a co innego doświadczać jej. Pomyślałem – nie mam wyboru i otworzyłem szeroko oczy. Szarość, gęsta mgła- to właśnie ujrzałem. I powiem, nie byłem wcale zdziwiony. Spodziewałem się raczej, głębokiej ciemności i chłodu, który przenikałby moją duszę. Zamknąłem i ponownie otworzyłem oczy, aby sprawdzić czy aby czasami nie śpię. Tak postępowałem wtedy, kiedy spałem i miałem zły sen, z którego chciałem się obudzić. Wychodzi na to, że umarłem- tak pomyślałem.

-Dokładnie tak jest.

Odebrałem taką myśl i zapytałem - kto tu jest i kto do mnie mówi?

-Witam w prawdziwym świecie. Jestem Bogiem- Ojcem wszystkich Bogów. Bardzo rzadko zdarza się, abym stawał przed człowiekiem.

 

-Cóż takiego się stało, że stanąłeś przede mną i mówisz do mnie?

- No właśnie-stało się. Nie za bardzo wiem, co z tobą mam zrobić?

-A czy w ogóle musisz cokolwiek robić?

- Rzecz jasna, że nie muszę. Ale ty jesteś już na tym świecie, który dla ciebie był tamtym światem. A tu Ja o wszystkim decyduję.

- Boże-Ojcze, że tak zapytam? Dlaczego Ciebie nie widzę?

-, Ponieważ, Boga nigdy nikt nie widział.

-To znaczy, że Ty nie masz ciała?

-Tak właśnie jest.

Odpowiedział Bóg, a ja w jednej chwili znalazłem się w otchłani. Była ona tak ciemna i nie przenikliwa do tego stopnia, że uznałem siebie samego za nią samom. Trwałem w tym stanie przez jakiś czas. Jak długo to trwało, tego nie wiem? ··

Nastąpił jednak moment, w którym ciemność ustąpiła. Początkowo był to tylko malutki jasny punkcik. Powiększał się on stopniowo, aż urósł do rozmiaru mojej głowy. Zbliżył się on do mnie i w tym momencie znalazłem się skąpany w czarnej, kleistej mazi. Z trudem poruszałem się w niej. Rozglądałem się na około, próbując cokolwiek dojrzeć. Widziałem jednak tylko cienie i zarysy czegoś, co przypominało ludzkie ciała. Nie wiedziałem, co mam robić- bałem się. Trwałem w takim stanie nie wiedząc, co mnie czeka. W końcu odważyłem się i zapytałem, a może pomyślałem?

-Czy jest tu ktoś?.

Po chwili dodałem:

-Czy ktoś mnie słyszy?.

Gdy na obydwa pytania nie uzyskałem odpowiedzi, zapytałem raz jeszcze krzycząc:

- Do cholery jasnej, czy ktokolwiek tu jest?. Nikt nie odezwał się, wtedy zacząłem zastanawiać się, jednocześnie zadawałem sobie pytanie:

-Gdzie ja jestem, co ja tu robię? I w ogóle, kim ja jestem?.

W żaden sposób na te pytania, nie umiałem odpowiedzieć. Wtedy jakimś nadzwyczajnym wysiłkiem, machając rękoma zbliżyłem się do jednej z postaci, którą wcześniej zauważyłem. Owa postać odwrócona była, tyłem do mnie. Postanowiłem porozmawiać z nią.

–Przepraszam czy możesz się odwrócić, chciałbym zadać Tobie kilka pytań?.

Gdy postać odwróciła się- oniemiałem i lekko przeląkłem się, gdyż nie miała Ona twarzy

.-Chciałeś mnie o coś zapytać-czyż nie tak?.

–Tak, tylko?

Tylko, co?

-Kim Ty jesteś, czy ja Cię znam?

–Powiem ci tak, znasz mnie bardzo dobrze.

–Czy jesteś kobietą?

-Jestem twoją matką.

Zdziwiłem się, znałem swoją matkę bardzo dobrze, a ta osoba jej nie przypominała. Poza tym, matka była o wiele starsza, gdy umarła.

–No właśnie umarła.

Dotarło do mnie w tej chwili to, że skoro rozmawiam ze zmarłą matką, to prawdopodobnie ja też nie żyję.

–Czy wiesz o tym, że umarłaś i jesteś już na tamtym świecie?

Zadałem jej takie pytanie mając nadzieję, że dostanę od niej odpowiedź, która wyjaśni mi sytuację, w jakiej się znalazłem. Ale jak się później okazało odpowiedź, jaką od niej uzyskałem niczego nie wyjaśniała.

O czym ty do mnie mówisz? Przecież ja nie umarłam, mam ciało-więc żyję.

-Twoje ciało nie istnieje, to tylko wyobraźnia. Jeśli chcesz, udowodnię to Tobie? Pomyśl teraz, z jakiego zwierzęcia jadłaś kotlety schabowe?

Gdy istota bez twarzy przez chwilę była pogrążona w myślach, przystawiłem jej do twarzy lustro. Spojrzała w nie, po czym krzyknęła z przerażenia:

Co to jest, przecież to jest świnia!

W tym samym momencie zaczęła uciekać, wydając odgłosy, jakie wydaje trzoda chlewna. Po prostu, zaczęła kwiczeć. W ten sposób, pozbyłem się mojej domniemanej matki.

Spostrzegłem, że nie jestem już zanurzony w smole, lecz stoję na twardym gruncie. Niepokoiło mnie jednak, ciągłe bulgotanie smoły. Zwłaszcza, że co chwila wynurzała się z niej jakaś postać. Słychać było też, jęki i błagania o pomoc. Cóż mogłem zrobić dla tych nieszczęśników? Sam, z trudem wyszedłem z tej mazi i nie za bardzo chciałem tam wracać. Odwróciłem się plecami do morza smoły, chcąc iść przed siebie. Nie mogłem jednak tego zrobić. Dobiegały mnie głosy tych nieszczęśników, które nie pozwalały mi iść dalej. Głosy owe brzmiały w różnych językach: po Niemiecku, Hebrajsku, Rosyjsku, po Polsku i po Łacinie. W końcu jednak obróciłem się, lecz to, co ujrzałem nie było zbyt przyjemne. Przed moimi oczami pojawił się obóz pracy, z barakami i ogrodzeniem z drutu kolczastego. Ludzi nie widziałem, szedłem natomiast za głosami. Głosy stawały się coraz donioślejsze. Stanąłem przed dosyć pokaźną górą, usypaną z ziemi. Podeszło do mnie dwóch mężczyzn w mundurach esesmanów. Jeden z nich powiedział:

-Stań z boku i rób zdjęcia.

Zauważyłem, że mam aparat fotograficzny przewieszony przez szyję. Wziąłem w ręce aparat i robiłem zdjęcia góry usypanej z ziemi, z której dochodziły jęki i błagania o pomoc. Jakiś głos w języku Hebrajskim jęczał i wołał:

-Boże pomóż, Boże pomóż, Boże pomóż.

Esesman nie wytrzymał, strzelił w kierunku dochodzącego głosu i wtedy wołanie ucichło. Góra ziemi dalej poruszała się, ale głosów już nie było słychać. Ja natomiast obszedłem całą górę, robiąc zdjęcia. Gdy skończyłem, oddaliłem się z tego miejsca w poczuciu spełnionego obowiązku. Nie słyszałem też głosów, które były natrętne i uciążliwe. Zastanawiałem się nad błaganiem Hebrajczyka, który wspominał kogoś, kogo nazywał „Boże”. Przyznam się, że nie rozumiałem, o kogo mu chodziło?.

Czułem się teraz o wiele lepiej. Ruszyłem do przodu, z nadzieją rozwikłania dylematu-kim jestem i co ja tu robię? Przede mną rozciągała sią ciemność, z niewielką ilością jasnych punkcików. W miarę jak się przemieszczałem, jasnych punkcików było coraz więcej. Punkciki stawały się punktami, aż w końcu przestrzeń przede mną stała się jaśniejsza. Była ona na tyle jasna, że mogłem dostrzec dwie ludzkie sylwetki. Zbliżyłem się do nich bardziej i stwierdziłem, że jest to kobieta i mężczyzna. Postanowiłem, że porozmawiam z nimi. Zapytałem ich:

Kim wy jesteście?

Bez namysłu udzielili mi odpowiedzi.

- Jesteśmy twoimi rodzicami.

Odpowiedziała kobieta.

-A, co robicie?

Zapytałem ponownie.

-Płodzimy cię.

Odpowiedział mężczyzna głosem bełkotliwym i niewyraźnym. W tamtej chwili niewiele wiedziałem o płodzeniu. Postanowiłem dopytać się o szczegóły. Zapytałem, więc:

-Co to znaczy, że mnie płodzicie?

-Znaczy to, że stary zalewa formę.

Odpowiedział mężczyzna upadając na kobietę, która leżała na wznak. Sytuacja ta trochę mnie zaniepokoiła. Podszedłem, więc do pary, aby zorientować się czy aby nic złego się nie dzieje. Wtedy poczułem zapach sfermentowanych jabłek. Nie wiem skąd, ale wiedziałem, że to zapach wina marki Wino, czyli patykiem pisane. Sytuacja ta doprowadziła mnie do takiej furii, że nie wytrzymałem i zasadziłem mężczyźnie kopa, mówiąc do niego:

-Wypier…..! i tu padły niecenzuralne słowa, z mojego życia.

W jednej chwili para niby moich rodziców znikła. Po tym zajściu, zrobiło się jakby jaśniej z tym, że otoczyła mnie mgła. Poruszałem się w tej mgle, dosyć swobodnie. Kroczyłem naprzód przed siebie, a tym czasem mgła zgęstniała. W pewnym momencie ujrzałem przed sobą, na wysokości mojej głowy, płód dziecka. Wiedziałem, że to jestem ja. Płód ten płynął przede mną w tej mgle, usiłując zaprowadzić mnie w jakieś miejsce. Gdy mgła zaczęła rzednąć płód, którym tak naprawdę byłem ja, zatrzymał się i zniknął. Ja natomiast szedłem dalej. Mgła znikła, a przed moimi oczami pojawiły się trzy postacie. Gdy zbliżałem się do nich zauważyłem, że szeptają coś do siebie. Miałem takie przeczucie, że nie mają dobrych zamiarów w stosunku, co do mnie. Jeszcze przed chwilą, odepchnęło mnie, jako płód z tego miejsca. Stąd moje podejrzenia, co do uczciwości tych osób. Nie miałem innego wyjścia, jak zapytać, o ich stosunek, co do mojej osoby. Gdy przybliżyłem się do nich na odległość około dwóch metrów, zapytałem:

-O, czym tak szeptacie?

Moje zapytanie zaskoczyło ich bardzo. Widocznie czuli się tak pewnie, że nie przypuszczali, iż zapytam ich o cokolwiek. Jednak po chwili jedna z nich, odpowiedziała mi stanowczym głosem.

-Jakim prawem pytasz nas o cokolwiek?

-Pytam się, dlatego ponieważ uważam to miejsce, na którym stoicie za moją własność.

Dałem taką odpowiedź, spodziewając się ostrej reakcji z ich strony. Jednak reakcja nie była tak ostra jak się spodziewałem. Dało się natomiast wyczuć, irytację i zdziwienie płynące z głosu osoby mówiącej do mnie. Osoba ta zapytała mnie:

-Kto tobie powiedział, że to jest twoje miejsce?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Nazareth 20.03.2016
    Pomysł fajny, wykonanie już nie bardzo. Pomijając błędy w zapisie interpunkcji itd. Powinieneś bardziej rozbudować słownictwo, sprawdzić odmianę niektórych słów "szeptacie" - szepczecie. "sobom" - sobą, i lepiej zoobrazować przedstawiane sceny. Skaczesz od jednej do drugiej i mimo, że rozumiem iż taka była koncepcaj, to poszczególne sceny nie są na tyle plastyczne by zapadały w pamięć. Niektóre zdania są stylistycznie koślawe "Po tym zajściu, zrobiło się jakby jaśniej z tym, że otoczyła mnie mgła" Pozatym przejżyj tekst w poszukiwaniu błędów logicznych "I powiem, nie byłem wcale zdziwiony. Spodziewałem się raczej, głębokiej ciemności i chłodu, który przenikałby moją duszę." Spodziewałeś się czegoś innego jednak nie byłeś zdziwiony. Tak to brzmi. Nie oceniam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania