Zatopione Serce
Pierwszy raz od dawna czuję coś tak silnego i trudnego do nazwania. To stan głębszy niż niejeden ocean. Uczucie, które daje jednocześnie szczęście i smutek, spokój i lęk, siłę i słabość. Kojarzymy je z radością, ale nie ona jest jego jedynym źródłem.
To uczucie sprzeczności. Poczucie utraty czegoś, czego nigdy się nie miało, a jednocześnie utraty czegoś, co już istnieje. Muszę zadać sobie pytanie, czy warto poświęcić przyjaźń dla wewnętrznego spokoju? Czy warto tłumić serce na rzecz rozumu? Czy można budować siebie na fundamencie, który nie jest stabilny?
Czy lepiej wygasić to uczucie, nawet kosztem części siebie, zostawiając w sercu żar, który będzie powracał tylko po to, by znów go stłumić? A może pozwolić mu wyjść na światło dzienne, aby szara rzeczywistość sama je ugasiła?
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania